Życie według mnie

Autor: Andrzej Marciniak

Tytuł: “Życie według mnie”.

Wydana przez Wydawnictwo Diecezji Pelplinskiej “Bernardinum” Pelplin 2000,

ISBN 83-87668-88-5

elvis@3net.pl

Wprowadzenie

„Pamiętaj, że to, co słuszne, nie zawsze jest popularne,

a to, co popularne, nie zawsze jest słuszne.

Drogi Czytelniku,

Zapewne sięgając po tę książkę myślisz, że jest to kolejna publikacja ludzkich doświadczeń ze zjawiskami niewyjaśnionymi. Otóż, chciałbym przestrzec Ciebie, książkę tę napisałem w oparciu o własne przemyślenia i doświadczenie życiowe. Wyraża ona moje poglądy na wiarę oraz wszystkie rzeczy, które są bezpośrednio z nią zawiązane. Do napisania skłoniło mnie przeżycie, którego doświadczyłem mając 26 lat, w 1995 roku podczas mojego urlopu w piękny sierpniowy dzień. Nie było to żadne z mistycznych doświadczeń, które jest udziałem wielkich ludzi, lecz można byłoby je określić wydarzeniem, które zmieniło moje spojrzenie na życie i jego istotę na ziemi. Było to jednak wydarzenie tak silne emocjonalnie, że wyryło ono na mojej duszy potężny ślad i zostanie ono w mojej pamięci do końca moich dni.

Trochę mojej historii. Jak każdy młody człowiek,, po ukończeniu studiów na wydziale marketingu i zarządzania Politechniki Gdańskiej, podjąłem pracę w bardzo dobrze prosperującej firmie. Właściwie pracowałem już w niej po ukończeniu czwartego roku, pisząc o tym przedsiębiorstwie swoją pracę magisterską. Widocznie się spodobałem, gdyż po ukończeniu stażu zaproponowano mi, abym zatrudnił się na stałe. Jak na młodego człowieka przystało, rzuciłem się w wir działania odnosząc kolejne sukcesy finansowe, czyli te, które dla ludzi w moim wieku wydają się najważniejsze w życiu. Początkowo praca wydawała mi się fascynująca. Pracując w biurze handlowym ogromnego koncernu samochodów ciężarowych, po kilku miesiącach zostałem zastępcą szefa biura handlowego. Bardzo podobała mi się moja pozycja i byłem z niej dumny. Pracowałem bez wytchnienia po 12 godzin na dobę przez wiele miesięcy. Wtedy nie zastanawiałem się nad wpływem takiego stylu działania na moją egzystencję i zdrowie. Piłem po kilka filiżanek kawy dziennie, paliłem papierosy i jeszcze wieczorem bawiłem się. Czyli „normalne” życie u progu kariery zawodowej. Po pewnym czasie zacząłem czuć się bardzo zmęczony. Bolała mnie głowa, miewałem zawroty, ból pleców przeszedł w ból chroniczny. Nie zwracałem na to specjalnej uwagi, tłumacząc sobie chwilowym przepracowaniem. Wprawdzie prosiłem swoich przełożonych o odciążenie mnie, ale oni byli głusi na moje prośby. Dodawali mi obowiązków, gdyż wykonywałem je należycie, sumienie i na czas. Nie potrafiłem powiedzieć „nie”, gdyż chciałem pokazać, że dokonali prawidłowego wyboru co do mojej osoby oraz sobie, że do tego się jak najbardziej nadaję i dam radę. Wszystko w życiu przychodziło mi łatwo, a w szczególności nauka. Nigdy nie miałem z nią kłopotów. Nie oznacza to jednak, że pochodzę z bogatej rodziny. Ojciec, który zmarł na raka w 1990 roku ciężko pracował, wpajając mi razem z mamą, że nauka jest w życiu najważniejsza. Uważam tak nadal i chcę rodzicom podziękować za wychowanie mnie w taki sposób. Oboje oni bardzo ciężko pracowali i starali się zapewnić mi jak najlepszy strat w życiu. Również mamie chciałem pokazać, że jej nauka nie poszła w las. Po pewnym czasie przybył do naszego biura nowy pracownik. Pomyślałem teraz będzie lżej. Ale gdzie tam. Wykonywałem to co do tej pory i jeszcze w dodatku musiałem nowego pracownika wdrażać. Dobijało mnie to, czułem się coraz bardziej zawiedziony i zmęczony. W pewnym momencie zaświtało światełko, poznałem moją przyszłą żonę- Ewę. Zmiana w życiu prywatnym powinna odbić się korzystnie na moim życiu zawodowym. W trzy miesiące po ślubie żona zaszła w ciążę. Cieszyliśmy się oboje. Termin rozwiązania był wyznaczony na przełom sierpnia i września. Tak tego sierpnia, który pozostanie trwale w mojej pamięci. Po kolejnym roku ciężkiej pracy udaliśmy się na długo oczekiwany urlop. Pojechaliśmy z moją mamą, żoną w dziewiątym miesiącu ciąży, do mojej rodziny w Bydgoszczy. Po pobycie tam mieliśmy się udać na tydzień nad jezioro. Wyjeżdżając od rodziny, w piękny upalny dzień, niestety nie dojechaliśmy na miejsce. Po przejechaniu 10 kilometrów nagle poczułem się bardzo źle. Zobaczyłem mroczki przed oczyma, doświadczyłem dziwnego uczucie ciepła w klatce piersiowej, zimnych dłoni, a ciało oblało się zimnym potem. Miałem uczycie że odpływam. Przestraszyłem się ogromnie, że umieram. Strach przed śmiercią był tak silny, że wpadłem dodatkowo w panikę- mam zawał serca. W tym wieku?!. Istne piekło. Żona w dziewiątym miesiącu ciąży, bez prawa jazdy, moja mama również. Żona zapłakana, a ja ledwo widzący i chodzący wsiadłem z powrotem za kierownicę i wróciliśmy do rodziny, gdzie wezwaliśmy pogotowie. Lekarze wykluczyli zawał serca, ale chcieli zostawić mnie na obserwację. Nie zgodziłem się. I już po urlopie. Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do domu w Gdańsku. Tu przez kilka tygodni chodziłem na badania, aby wykluczyć chorobę serca lub inną. Popadłem w obsesję na punkcie własnego zdrowia. Jak się później dowiedziałem miałem syndrom chronicznego zmęczenia z objawami nerwicy wynikającej z przepracowania. Leczyłem się przez cztery tygodnie i mi przeszło. Ale od tego momentu już nie byłem do końca sobą, a może jednak zacząłem nim być. Przeżycie to pokazało mi, co liczy się w życiu. Biegamy za karierą, pieniędzmi, sławą, a wciągu jednej sekundy może nas nie być. I komu to było potrzebne? Nie twierdzę, że pieniądze są nieważne, są potrzebne, bo tak zorganizowaliśmy ten świat, ale nie mogą być celem naszego życia. Po całym tym wydarzeniu zacząłem głęboko analizować swoje dotychczasowe życie, swoje błędy, grzechy wobec bliźnich. Przewartościowałem swoje priorytety i cele życiowe. Wcześniej starałem się być religijnym, ale bardziej na pokaz i bez głębszego zrozumienia Boga i jego zamierzeń co do mojej osoby. Uwierz Czytelniku, że takie doświadczenie uczy pokory serca oraz pokory wobec Boga. Postanowiłem się zmienić i zrozumieć co mi Bóg chciał zasygnalizować. Myślę, że była to lekcja dla mnie, abym się opamiętał i zastanowił się co zrobić ze swoim dalszym życiem. Nie chodzi tu aby się umartwiać, żalić, tylko o to, aby żyć zgodnie z przykazaniami Bożymi. Cieszyć się życiem, być uśmiechniętym, kochać ludzi i być sprawiedliwym. Dlatego też napisałem tę książkę, aby podzielić się moimi przemyśleniami na temat Boga, Jego Miłości do nas, jak również niebezpieczeństw czyhających nas w obecnym świecie, gdyż wielu ludzi podających się za wierzących jednocześnie oddaje się niebezpiecznym naukom i praktykom. Fascynują się doniesieniami o duchach, chodzą do wróżek, wizjonerów, „cudotwórców”, bioenergoterapeutów.

Od tamtej pory moje samopoczucie i zdrowie są doskonałe, jak każdy człowiek mam swoje słabości, czuję się czasami przygnębiony i zły, ale jeśli zaufamy Bogu do końca, możemy być pewni, że wszystko się dobrze ułoży. Czasami pewne rzeczy mogą wydawać się bez sensu, przeciwne naszym przekonaniom, ale uwierzmy, że jest w tym głęboko ukryty cel, który ma nam pomóc w dostaniu się do Nieba przemierzając ten ziemski padół.

Mam nadzieję, że książka ta skłoni was do przemyśleń i chęci naprawy swojego życia, bo nie ważne ile razy upadasz, ważne abyś się zawsze podnosił.