Życie według mnie cz. III

Autor: Andrzej Marciniak

Tytuł: “Życie według mnie”

Wydana przez Wydawnictwo Diecezji Pelplinskiej “Bernardinum” Pelplin 2000,

ISBN 83-87668-88-5

elvis@3net.pl

Kręte ścieżki wiary

„Miłość jest jak polny kwiat, często znajduje się ją

w zupełnie nieoczekiwanym miejscu”

Współczesny człowiek został ogarnięty niebezpieczną modą nowych form uduchowienia. Coraz częściej możemy zaobserwować masowe odchodzenie młodzieży od wiary katolickiej, chrześcijańskiej na rzecz tak zwanych „religii” wschodu (buddyzmu, hinduizmu, konfucjanizmu) i różnorodnych jej odłamów. Tworzą się nowe „religie”, sekty, które wybierają pewne elementy z różnych wierzeń, tworząc nowe systemy religijne, często bardzo chore u podstaw. Wybierane są elementy sprzeczne wzajemnie ze sobą, na przykład sekta wybiera elementy godne pochwały z religii (miłość, braterstwo, niesienie pomocy innym) jednocześnie praktykując magię i rytuały niezgodne z tą religią (wywoływanie duchów, pranie mózgu, bezwzględne posłuszeństwo, nie Bogu, a guru). Obecnie coraz większa rzesza młodych ludzi oddaje się bliżej nie pojętym praktykom pseudoreligijnym, jak medytacje, metody Silvy, chiromancje, wróżbiarstwo, joga zamiast prawdziwej rozmowie z Bogiem jaką jest modlitwa. Zapytani w co wierzą, odpowiadają w oczywiście w Boga, tyle że nie mają pojęcia, że na przykład buddyzm nie jest religią (nie posiada w swoich założeniach pojęcia bóstwa), a tylko filozofią życia, która ma pomóc osiągnąć stan nirwany (nicości), czyli ogromnego olśnienia, oświecenia. Sam w sobie buddyzm nie jest zły, doktryny które przedstawia są bardzo przejrzyste, jasne i chwalebne, tyle tylko, że nie prowadzą one do zbawienia. Tak jak w wierze katolickiej, Bóg karze nieść swój krzyż, że przez cierpienie (lecz nie ponad siły danej osoby) możemy doskonalić się w Miłości, aby osiągnąć zbawienie poprzez Jezusa Chrystusa, buddyzm nakazuje odciąć się od świata zewnętrznego-świata zła, zapaść się w sobie, aby osiągnąć stan nirwany. W tym miejscu możemy zacytować wypowiedź Jana Pawła II, którą zamieścił w książce „Przekroczyć próg nadziei”:

„… „Oświecenie”, jakiego doznał Budda, sprowadza się do przeświadczenia, że świat jest zły. Jest on też źródłem zła i cierpienia dla człowieka. Ażeby wyzwolić się od tego zła , trzeba wyzwolić się od świata. Trzeba zerwać więzy, jakie łączą nas z zewnętrzną rzeczywistością…

Im bardziej uwalniamy się od tych więzów, im bardziej co światowe staje się nam obojętne , tym bardziej wyzwalamy się od cierpienia, czyli od zła, które pochodzi od świata”.

(„Przekroczyć próg nadziei” Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1994 strona 77)

Jak widzimy nauka Buddy nie ma nic wspólnego z religią. Jest to raczej filozofia i trzeba to sobie uświadomić. Cytując dalej za Janem Pawłem II:

„nie wyzwalamy się od zła poprzez dobro, które pochodzi od Boga, wyzwalamy się tylko poprzez zerwaniem ze światem, który jest zły.”

(„Przekroczyć próg nadziei”. Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1994 strona 78)

. . .

Proces drogi uduchowienia w buddyzmie kończy się wraz z oderwaniem się od świata zewnętrznego, w którym buddyzm upatruje wszelkie zło.

Boga prawdziwego, żyjącego wśród nas możemy zobaczyć między innymi poprzez czyny danych osób i ich oddanie Bogu. Na przestrzeni wieków wielu ludzi oddało się w ręce Boga, aby świadczyć o Jego Miłości do nas.

Przykładami mogą być św. Franciszek z Asyżu, a w obecnych czasach Matka Teresa. Żaden człowiek bez pomocy Bożej w obliczu tak wielu nieszczęść, które ich spotykały i z którymi się zetknęli nie byłby w stanie tego wytrzymać. Tylko silna wiara i pomoc ze strony Boga w pełnieniu ich misji mogła mówić o jej powodzeniu. Musieli oni poznać i doświadczyć prawdziwej Miłości Bożej, aby sami mogli rozdawać ją potrzebującym. Wielu z nas zdarzył się choć jeden przypadek, że uniknęliśmy jakiegoś niebezpieczeństwa dziękując za to losowi szczęścia, bądź szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, nie zaś Temu komu to zawdzięczamy- Bogu i Jego Boskiej Opatrzności.

. . .

Bądźby więc bardzo ostrożni wobec fałszywych proroków i fałszywych nauczycieli, co nie oznacza , że nie mamy szanować przekonań innych wyznań, o ile w swoich podstawach nie mają one celu zniszczenia innych ludzi lub oderwania ich od wiary. Głośmy ewangelię i nauki Jezusa Chrystusa, ale bez uszczerbku dla godności innych ludzi. Wiara powinna być wyborem, a nie narzuconą koniecznością. Głosić oznacza informować, a nie zmuszać.

. . .

Dla wielu ludzi nauka stała się miernikiem pojmowania życia. Konsumpcyjny styl zdominował ludzkie umysły. Nie wyobrażamy sobie egzystencji bez komputera, telewizji, telefonu. Rozmowy, które prowadzimy przez internet oddzielają nas od kontaktów międzyludzkich, zastępując żywy kontakt cyfrowym przekazem martwych słów. Nie twierdzę, że nauka jest zła- jest bardzo dobra. Wiele wynalazków ułatwiło nam życie, ale we wszystkim należy mieć umiar. Wszystko co robimy i czynimy róbmy z głową. Nie objadajmy się, można jeść wszystko, można pić alkohol, ale z umiarem. Wtedy przestaniemy walczyć z nadwagą, chorobami układu krążenia- plagą współczesności. Należy się gimnastykować i fundować sobie zdrowy, aktywny wypoczynek, ale nie do wycieńczenia organizmu, bez dopingu. Naszą wydajność określi sam organizm. W naszych czasach nauka stała się swego rodzaju panaceum na wszelkie dolegliwości. Jednak, każdy zdroworozsądkowy człowiek jest w stanie zauważyć, że mimo ogromnego postępu technicznego wiele spraw jest niewyjaśnionych. Do tej pory nie wiadomo, czym jest świadomość, rozum i kiedy powstały, jak tworzy się pamięć i gdzie jest zlokalizowana. Owszem naukowcy starają się na te pytania odpowiedzieć i ktoś może mi zarzucić, że nie znam tematu. Ale jak ktoś się dobrze przyjrzy, a nie musi być w tej dziedzinie wybitnym specjalistą, większość wyjaśnień tych zjawisk są to teorie i hipotezy, które ulegają korektom lub całkowitemu zapomnieniu. Dotyczy to również fizyki, astronomii, biologii i innych dziedzin, które starają się wyjaśnić zagadki otaczającego nas świata. Cały czas wszystkie hipotezy ulegają modyfikacjom. Wielu ludzi żyło z przekonaniem, że elektrony to cząstki niepodzielne. Okazuje się, że są podzielne. Określano, że człowiek powstał 30.000 lat temu, teraz 1 milion lat temu. Po prostu staram się zwrócić uwagę, że nie można bezgranicznie wierzyć nauce. Pomaga ona nam żyć, ale nie jest czymś pewnym i absolutnym. Cały czas się rozwija i nie sądzę, że kiedykolwiek odpowie dogłębnie na wszystkie nurtujące nas pytania. Wydaje mi się, że wszystkie wynalazki i odkrycia pochodzą od Boga. Bóg ludziom daje możliwości wspomagania trudów życia w miarę ich rozwoju intelektualnego i emocjonalnego. Dostaliśmy możliwość dysponowania energią jądrową, która jest korzystną, jeśli spojrzy się z punktu widzenia energetyki. Jednocześnie część ludzi zauważyła możliwość wykorzystania tej formy energii jako masowej broni zagłady. Otrzymaliśmy możliwość odbudowy uszkodzonych tkanek, organów dzięki genetyce, ale jednocześnie próbujemy igrać z życiem, tworząc hybrydy i manipulując w ludzkim kodzie genetycznym. Wszystkie wynalazki mogą być korzystne, jednocześnie będąc niebezpiecznymi. To nic złego, że dostrzegamy te niebezpieczeństwa, w końcu jesteśmy istotami rozumnymi. Zupełnie inną sprawą jest chęć wykorzystania tych odkryć i wynalazków do czynienia krzywdy, szatan podpowiada, kusi, aby coś wypróbować, aby sprzeciwić się prawu Bożemu. Nóż służy do krojenia, ale może służyć do zadawania ran lub zabijania. Możemy go wykorzystać w pierwszym celu lub drugim, nóż sam w sobie nie jest zły, wszystko zależy od naszego wyboru.

. . .

Starajmy się zawsze wykorzystywać nasze doświadczenie, wiedzę i wiarę do krzewienia Miłości, a nie nienawiści. Pamiętajmy nic nie jest złe, zależy tylko od tego w jakim celu i z jakim zamiarem zostanie to użyte.

. . .

Andrzej Marciniak

elvis@3net.pl