Życie według mnie … cz II

Autor: Andrzej Marciniak

Tytuł: “Życie według mnie”

Wydana przez Wydawnictwo Diecezji Pelplinskiej “Bernardinum” Pelplin 2000,

ISBN 83-87668-88-5

elvis@3net.pl

Cel życia i sens cierpienia,

„Miłość zaczyna się wtedy, kiedy szczęście drugiej osoby,

jest ważniejsze niż twoje

Cel życia

Przychodzi taki dzień w życiu każdego człowieka, kiedy zaczyna się zastanawiać po co w ogóle istniejemy. Jaki jest cel naszego życia? Na pewno nie odpowiem tu na to pytanie w sposób zaskakujący, a dla wielu odpowiedź wyda się infantylna. Prędzej, czy później, każdy dojdzie do tego samego wniosku co ja, a droga zrozumienia odpowiedzi u każdej osoby będzie inna. W moim przypadku była to „terapia szokowa” w postaci wydarzenia w 1995 roku, o której pisałem we wprowadzeniu. Dla innych może to być zupełnie bezbolesne olśnienie, a dla innych jeszcze większe przeżycie w postaci doświadczenia śmierci klinicznej, o którym będzie mowa w jednym z kolejnych rozdziałów. Otóż, celem życia każdego człowieka jest Miłość, wzajemne uczenie się bezwarunkowej Miłości, o której nauczał Jezus Chrystus. Miłości do Boga, który nas kocha bez względu na nasze grzechy, cierpi kiedy Go lekceważymy, śmiejemy się z Niego, wyrzucamy Go z naszego życia, bo jest On niewygodny, krępujący nasze działania. Świadomie piszę Miłość dużą literą, bo nie chodzi mi o miłość emocjonalną, seksualną między dwojgiem ludzi, a o Miłość pełną, nie znającą warunków, układów i fałszu. Żyjemy po to, aby nauczyć się kochać wzajemnie. Kiedy ktoś jest chory, pomóc mu, kiedy spotkało go nieszczęście pocieszyć i nie chcieć nic w zamian. Nie oczekiwać, że kiedy ja będę czegoś potrzebował, to osoba ta ma mi pomóc, bo ja jej kiedyś pomogłem. Nie! taka miłość byłaby interesowna, nic by nie znaczyła. W momencie, gdy przydarza się nam nieszczęście, jacy jesteśmy wtedy potrzebujący czyjegoś ramienia, pocieszenia. Najpiękniej jeśli zwracamy się do Boga, bo w Nim możemy znaleźć pełne pocieszenie i Miłość, również pięknie jest, gdy nas pocieszają i razem z nami przeżywają nasze nieszczęście inni ludzie, nie litują się, a pocieszają. Nie tylko nieszczęście, ale i przyjemne chwile w życiu powinny być drogą do krzewienia Miłości pośród ludzi i relacji między nami, a Bogiem. Otóż, te sytuacje tym bardziej umacniają nas w przekonaniu, jak ważna jest Miłość i jakie to szczęście móc w niej żyć. Właśnie taki jest cel naszego życia- nauka Miłości. Powinniśmy darzyć się wzajemnym szacunkiem krzewiąc w sobie ten piękny dar, aby móc w przyszłym świecie cieszyć się życiem z Bogiem i w Bogu. Droga do nauki Miłości jest drogą ciężką i nie pozbawioną trudności. Prowadzi ona do Boga poprzez cierpienie.

Cierpienie

Jakże często wydaje się nam, że spotyka nas krzywda, że niczym nie zasłużyliśmy sobie na taki los. Zadajemy sobie wtedy pytania: „Dlaczego ja?”, „Jeśli istnieje Bóg, czemu dopuszcza do tego?”, „Co takiego uczyniłem w życiu, że tak muszę cierpieć?” i tak dalej, i tak dalej. Drogi Czytelniku, Bóg nikogo z nas nie chce karać, a jedynie nauczać. W momencie stworzenia dał On człowiekowi, jako jedynej istocie na ziemi, cudowny dar- dar wolnej woli. Musi ten dar uszanować. Człowiek wybiera sobie kształt jego życia, popełniając błędy, potykając się. To wszystko prowadzi do wypaczenia drogi, którą mamy kroczyć, a więc do cierpienia. Taka jest idea grzechu. Największym grzechem jest grzech pierworodny, z którego oczyszcza nas chrzest. Nie pomijam innych grzechów, ale grzech pierworodny jest buntem pierwszych ludzi przeciwko Bogu. Istnieje wielki problem z interpretacją grzechu pierworodnego przez wielu ludzi. Nie mogą zrozumieć, za co mają odpowiadać, jeśli jeszcze niczego złego nie uczynili. Wydaje się im to niesprawiedliwe. Wielokrotnie sam się zastanawiałem nad istotą tego grzechu i w tym miejscu chciałbym wyjaśnić mój punkt widzenia na ten problem. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego grzech pierworodny jest to bunt przeciwko Bogu- ludzie chcieli być tacy ja Bóg, odeszli od prawdziwego Boga, uznając, że ten Jedyny nie jest im potrzebny, sami sobie dadzą radę. Bez tej opieki Bożej od razu spostrzegli swoją samotność i poznali cierpienie. Od czasu pierwszych ludzi nic się nie zmieniło. Ludzie nadal są samotni, oddalają się od Boga, uważają, się za najmądrzejszych, samowystarczalnych. Bezgranicznie wierzą nauce, że ona wyzwoli ich ze wszystkich nieszczęść, lecz w obliczu prawdziwych tragedii, ani lekarze, ani naukowcy nie są im w stanie pomóc. Dlatego Bóg widząc zatwardziałość ludzką, też cierpi za ludzką niewdzięczność, ale w swoim ogromnym Miłosierdziu odpuszcza człowiekowi grzech pierworodny poprzez chrzest. Drugą stroną tego grzechu jest jego ciągłość. Mianowicie jest to grzech dziedziczny. Dziedziczymy go w postaci defektów genetycznych po swoich rodzicach. Któryś z naszych przodków musiał źle żyć, niezgodnie z prawami Bożymi. Załóżmy, że nasz pradziadek pił i palił papierosy. Będąc w swoich nałogach (grzechu) spłodził naszego dziadka, który urodził się chorowity w wyniku uszkodzenia systemu immunologicznego przez nałogi pradziadka. Dziadek z kolei, też nie stronił od kieliszka, umarł młodo, ale zdążył mieć naszą mamę, która w dwanaście lat po naszym narodzeniu zmarła na raka płuc. Nie paliła, nie piła, dobrze się odżywiała, uprawiła sport, a jednak zmarła na raka. Co było przyczyną? Odpowiedź- grzeszne życie jej dziadków, ojców, matek, którzy robili co chcieli, ignorowali zalecenia życia bez nałogów (pomijam fakt, gdzie ktoś w XVIII wieku palił nie mając świadomości szkodliwości- to nie jest grzech). Dodatkowo ten tragizm pogłębia fakt, że wychowujemy błędnie nasze potomstwo i oprócz naszych grzechów fizycznych przekazujemy nasze grzechy postępowania, których nauczył nas ojciec, matka. Ich z kolei uczyli rodzice. Mam tu na myśli, że przekazujemy złe postawy, lenistwo, krętactwo, brak wiary, pokazujemy nałogi. Nasze dzieci będą tak samo postępować. I dlatego jest to grzech pierworodny, występujemy przeciwko Bogu, nie szanując jego nauki i przykazań. Dlatego też chrzest łączy nas z Bogiem, włączając nas do Kościoła. Bóg odpuszcza nam grzechy, które posiadamy z winy naszych przodków. Nie oznacza to jednak, że kiedy dowiemy się, że coś jest szkodliwe to tłumaczymy się, że jeżeli tak postępował nasz dziadek, ojciec to i my możemy tak postępować. Zostanie to nam wybaczone, jeśli popełniliśmy to w nieświadomości. Jeżeli palimy lub pijemy za dużo, lub źle czynimy bijąc kogoś, bo tak zostaliśmy wychowani, a dowiemy się, że jest to szkodliwe powinniśmy przestać tak działać, gdyż od tego momentu jest to nasz świadomy grzech. Nie dotyczy to oczywiście ludzi chorych od urodzenia, gdzie grzechy ich dziadów były tak silne, że zniszczyły tą jednostkę na samym początku jej drogi życia. Odnosi się to do ludzi chorych psychicznie, okaleczonych, którym należy się ogromna troskliwość i opieka ze strony innych ludzi, bo oni nic nie zawinili, a przyczyną ich stanu były ciężkie grzechy ich przodków. Nie wszystkie choroby czy ułomności są spowodowane grzechem pierworodnym. Gdy człowiek nauczy się prawa Bożego, a go nie przestrzega, może doświadczyć choroby, która ma wpłynąć na jego postawę, na zastanowienie się nad dalszym życiem. Ma zwrócić jego uwagę na istotę życia, na Miłość, którą powinien krzewić w swojej duszy. Bóg daje nam tyle cierpienia ile dany człowiek jest znieść, nigdy ponad siły. Stawia przed nami cele, bariery, abyśmy mogli się kształtować, spostrzegać co w życiu jest najważniejsze.

Nie poruszyłem jeszcze bardzo ważnego aspektu, mianowicie istoty szatana. Może to co chcę teraz powiedzieć zabrzmi niedorzecznie w obecnym świecie. Otóż zauważyłem, że wielu ludzi odtrąca istnienie szatana jako zła osobowego, coś istniejącego, na korzyść zła samego w sobie, nieszczęść chodzących parami, złej pasy, lub po prostu stwierdzenia, że życie takie jest. Nie chcę Drogi Czytelniku, abyś odebrał tę książkę jako nawiedzoną, a mnie za nawiedzonego, pragnę abyś zobaczył prawdę tego życia. Odpowiedzialnym za wszystkie grzechy jest szatan osobowy, istniejący. Jest to istota, inteligentniejsza niż wszyscy ludzie razem wzięci, przebiegła i cyniczna. To on namówił pierwszych ludzi do grzechu, nas namawia. Naszym głównym błędem jest to, że mu ulegamy, przez co grzeszymy, niszcząc siebie i nasze dzieci. Nie chodzi o to, abyś dzień w dzień klęczał w Kościele, bojąc się szatana. Jeżeli jesteś wierzący w Jezusa Chrystusa, uczestniczysz w mszach świętych, postępujesz zgodnie z nauką Jezusa, spowiadasz się, przystępujesz do komunii świętej, czyli żyjesz jak prawdziwy chrześcijanin nie musisz się obawiać. Zawsze możesz liczyć na pomoc Jezusa. Jeśli zaś żyjesz w grzechu, to szatan cię poniża i poniża, aż zostaje z Ciebie wewnętrzny wrak. To, że w obecnym świecie ludzie postrzegają szatana jako jakieś bliżej nieokreślone zło nieosobowe, to jest jego świadomy zamiar osiągnięcia takiego stanu. Umniejszając jego istotę umniejszamy istotę Boga. Część ludzi zacznie bowiem postrzegać Boga Osobowego jako ideał postępowania, nie zaś Istotę, której zawdzięczamy istnienie. Dodatkowym problemem jest jeszcze cierpienie wywoływane przez szatana. Jeśli Bóg daje nam lekcję pokory i zastanowienia to szatan wtrąca swoje 10 groszy, aby lekcja stawała się nieznośna i abyśmy bluźnili przeciw Bogu. Na przykład, jeśli celem Bożym było dać Ci zachorować, abyś odpoczął, a przy tym zastanowił się nad swoim życiem, to w tym samym czasie szatan spowoduje, że cię zwolnią z pracy. I co się dzieje, oskarżasz siebie, że zachorowałeś, Boga, że Go nie ma, bo jakby był, to by do tego nie dopuścił, a tak w ogóle to życie jest pozbawione sensu. I o to chodzi- zwątpienie w Boga, w siebie. Już cię ma, jesteś zły, nerwowy. Ale jeśli położysz ufność w Bogu, zaufasz mu, to On nie pozwoli ciebie skrzywdzić, bo Bóg potrafi nawet ze złego zrobić dobre. Jakże często mówimy, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jeśli będziesz ufał Bogu, nie będziesz swoich nieszczęść postrzegał jako Jego winy, wygrasz, bo na Niego zawsze możesz liczyć

Autor: Andrzej Marciniak

elvis@3net.pl