U swoich

Stoisz w oczach mój domu rodzinny

smutny Jezu z lipowego krzyża

rozpostarty na skrzydłach w izbie pod strzechą,

Haftowany obrus na stole

a na nim chleb co tak łączył wielu

ciepłe spojrzenie matki

i westchnienie na jej ustach -

dziecko długo czekałam

nawet kot mruczy i tak realnie,

że aż prawie słychać

w oknie ci sami przechodnie

wciąż mają coś do załatwienia

I ci co już podróż swoją ukończyli,

Też są obecni, oni się nie spóźniają

Spokojni, bez wad i nie chcą się spieszyć,

O i ty miłości co raniłaś zadartą głową

Smutna prawda dobrego uczynku

samotności

co masz wszystkich przy sobie

widzisz i słyszysz,

spotykasz i czujesz

Czemuś taka prawdziwa i niemożliwa

Danuta Julia

wildana@wp.pl