Strukturalne zło - odpowiedź

Jaki ma być Kościół, a raczej jego Słudzy?

Odpowiadając na problem strukturalnego zła w jednym z artykułów na tej stronie chce napisać kilka moich refleksji w odniesieniu do przedstawicieli hierarchii kościelnej. Cały dzień rozmyślam nad tym problemem, modlę się w tej intencji, nie tylko w czasie Eucharystii, ale i w czasie codziennych, domowych zajęć. Bardzo trudno przywołać z arsenału słownego odpowiednie sformułowania, które wykonałyby swoje zadanie, nie raniąc niewinnych. A przecież jest to problem doniosły, szczególnie w strukturach kościelnych, które nie mogą przed nim uciec i są nań narażone, może nawet bardziej niż struktury świeckie …

Przed kilkoma laty napisałam tekst „Nadprzyrodzony blask Ciemnogrodu”, który kończył się następująco – „I żaden czas, żadna siła nie rozbije utworzonej formy, która żyjąc, rozwija się” (Goethe). Jest to nadprzyrodzona forma Chrystusowa. Może trzeba by uciec się do zmiany stylu wypowiedzi i nadać jej charakter “postulatywny” - coś w rodzaju myślenia życzeniowego?

W budowaniu struktur kościelnych możemy wzorować się jedynie i wyłącznie na nadprzyrodzonych wskazówkach, a nie układach świeckich. Kościół nie jest firmą menedżerską, czy jakimkolwiek świeckim przedsiębiorstwem. Nie może tam więc być mowy o układach koleżeńskich, czy „racji stanu”. Wszystko musi być – jak podkreśla Papież „nuda et aperta” (przeźroczyste i czyste, otwarte). Każdy sprawujący urząd w Kościele powinien mieć wewnętrzną strukturę prawości, która Niewidzialnego Pana i Założyciela Kościoła czyni widzialnym dla każdego, kto z Jego reprezentantem się zetknie. Nie można przed drzwiami gabinetu zostawić sakramentu kapłaństwa i spodziewać się, że same tylko uświęcone struktury zapewniają osobiste uświęcenie. I oczywistym jest, że każdy sprawujący urząd w Kościele powinien pamiętać, że „przełożeństwo jest służbą”, służbą całemu Kościołowi i wszystkim jego członkom. Najwspanialszym wzorem jest tu oczywiście sam Chrystus, umywający Apostołom nogi, ale w czasach współczesnych mamy doskonały wzór w osobie Papieża Jana Pawła II. Przełożony, który nie umie tej prawdy zrozumieć, nie powinien nigdy przyjmować żadnego urzędu, bo jego „sprawowanie władzy” będzie krzywdzeniem nie tylko ludzi, ale i Świętego Kościoła. A warto o tym pamiętać, że to nie heretycy, odszczepieńcy czy wojujący ateiści wyrządzają Kościołowi największą krzywdę i największe szkody, ale właśnie źli przełożeni, którzy nie zrozumieli Chrystusowej zasady i nie poszli jego śladem. Zgorszyli maluczkich, których dano im pod ich duszpasterską i ojcowską pieczę.

“Jest, jak jest -mówi miłość” (J. Eichendorff). Miłość wiernych akceptuje Kościół taki jaki jest. Nie godzi się jednak zalecać miłowania i nieustawania w błaganiach innym, a dla siebie rezerwować drugi człon augustyńskiej formuły “Kochaj i rób, co chcesz”. Nie godzi się umieszczać siebie w wygodnych przestrzeniach samowoli. Struktury kościelne i hierarchowie przypominać powinni słoneczniki, które stale obracają się ku Słońcu. Nie mogą stawać się “żelbetonowymi fasadami”, które pod pretekstem prawa i urzędniczego dostojeństwa separują się od maluczkich. Jakże doskonałym przykładem jest nasz Papież, najwyższy przełożony Kościoła … ?

Obrazą Boską jest stwarzanie z nich (ze struktur) kanałów dystansowania się od człowieka potrzebującego, a nawet od Pana. Stale pamiętać trzeba o tym, że władza kościelna konstytuuje się ze względu na Boga i ze względu na człowieka - dla usprawnienia pracy duszpasterskiej, a nie tworzenia synekur na wzór świecki. Każdy wyniesiony do wyższej godności ćwiczyć winien się w pokorze, a nie traktować urzędu, jego struktur jako pola treningowego dla pychy. Władza kościelna to nie schronisko dla ducha tego świata. Nie może więc za zamkniętymi drzwiami prowadzić ze światem interesów. Kapłan to sacer-dos - święty dar, który stale uczy się zapominać o sobie, by robić w sobie miejsce dla Boga i człowieka, którego winien sprowadzać na drogę Pańską. I jeśli robi cokolwiek innego, to sprzeniewierza się swojemu powołaniu.

Nazywa się go też ponti-fex - budującym mosty między Bogiem i człowiekiem, przeprowadzającym człowieka ze świata do przestrzeni nadprzyrodzonej. Nie może przeobrażać się w most zwodzony, który zaprzepaszcza człowieczy wysiłek zbliżania się do Boga i separuje w twierdzy osobistych i koleżeńskich układów, zwodniczo i tajemniczo nazywanych “racją stanu”.

Nie można robić bożka z racji stanu, z prawa i struktury. Struktura kościelna powinna być bezwzględnie plastyczna i przeźroczysta, odsłaniająca Swego Mocodawcę -Chrystusa, Który stale przypomina, że kapłan działa w Jego Przenajświętszym Imieniu … Że powinien zasługiwać na miano Alter Christus. Alter Christus nie wykorzystuje luk w prawie, nie wykorzystuje swojego stanowiska do pielęgnowania uzależnień na wzór tego świata, wykorzystuje Boże sposoby, by każdy, kto się z nim zetknie “większym powracał człowiekiem”. Nie na darmo mówi się, że ktoś został wyniesiony do godności …. Strzec godności reprezentanta Boga, który jest Miłością, Uniżeniem - to podstawowy obowiązek powołanego na jakikolwiek urząd w Kościele.

Przepraszam za ten moralizatorski ton. Jak powinno być? To nie sztuka „tak sobie” pisać. A dlaczego tak nie jest? Mówi się ciągle, że kapłan z ludu jest wzięty i dla ludu ustanowiony. Jaki lud, taki kapłan. W ogóle to niezwykle trudno pisać na te tematy, bo ja znam kapłanów prawie wyłącznie od strony ołtarza. Słysząc jakieś gorszące historie na temat kapłanów, hierarchów, zdumiewam się. Myślę sobie zawsze, że skoro ja, biedny szaraczek niestrudzenie usiłuję nawracać się, to jak bardzo prawy musi być ktoś, kogo Pan Bóg postawił tak blisko Siebie. Dopiero kilka lat temu dotarło do mnie, że niekoniecznie tak się dzieje, co oczywiście nie ma żadnego wpływu na mój stosunek do Kościoła Chrystusowego. To znaczy ma taki, bo uznaję, że trzeba zdwoić osobiste wysiłki uświęcania się i gorliwiej modlić się za kapłanów.

Smutnym jest tylko to, że wiernym zaleca się – I DOBRZE ! - modlitwę za i o kapłanów, a jednocześnie sami kapłani i to ci na wyższych „stanowiskach – jakby się za siebie nie modlili .. jakby całą swoją „karierę” ustawiali w ludzki, menedżerski i bardzo świecki sposób.

Życzę Księżom tego, z czym zawsze sama zasypiam- zamykam bramy doczesności i uciekam do Nieba. Nie potrafię czasami udźwignąć ciężaru tego pielgrzymowania i tylko „noc w Niebie” przywraca mi siły, by przetrwać kolejny dzień. Drodzy Księża „Do zobaczenia w Niebie!”

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl