Ruch trzeźwo myślących przeciwko

Komentarz do nowiny ( 7066 )

” A ja myślałem, że ludzie szukają prawdy i to tej ostatecznej… Ale chyba mi się zdawało … ”

Niedawno ukazał się na Onecie tekst pt. “Bieg po koloratki “, w którym podano, że Polska przoduje w Europie pod względem liczby powołań kapłańskich. Jeden z internautów zostawił taki oto komentarz do tego artykułu ;

Ja tam nauki kościoła traktuję niczym swego rodzaju żart kulturowy, taki Mein Kampf duchowieństwa, który jest krzykliwy i nierealistyczny … Dziś religię wyznają głównie ludzie słabi, mający skłonności do depresji, nieufni we własne siły i moc rozumu.

*************

Trudno chyba o bardziej dosadny i niesmaczny amalgamat nietaktu, głupoty i … zagubienia. I może należałoby zbyć milczeniem tę wypowiedź, gdyby nie zasmucający fakt, że w naszych czasach narasta umysłowa nędza i moralna niemoc człowieka. Zdegustowani horrorem bylejakości powierzchowności takich sądów możemy uciec w wyniosłe milczenie. Ale czy nam wolno ???

Zmorą naszych czasów (a pewnie nie tylko naszych ) jest tyrania powierzchowności i sofistycznej płycizny. Są grupy ludzi przodujących w cynicznej pogardzie wobec trwałych i świętych wartości. Wydaje im się, że pozakładali rozległe królestwa tryumfującego rozumu, że prywatnym wysiłkiem intelektualnym zapewnili sobie prawo do bezpardonowego powątpiewania we wszystko, czego ich - zapłodniony egoizmem i zaściankowością, a podporządkowany doczesności - umysł pojąć nie może.

W okresie Bożonarodzeniowym pojawiła się w prasie informacja o amerykańskim zwyczaju umieszczania na kartkach świątecznych zamiast Dzieciątka Jezus - siebie! Znany felietonista zauważył przy tej okazji, że we współczesnym humanizmie postawiono rzeczywiście człowieka w centrum zainteresowania. Ale dlaczego tylko siebie ? - pyta. Jest tak -stwierdza- jak chcieli moraliści ; każdy z nas najbardziej interesuje się człowiekiem, niestety, tylko jednym - sobą samym.

Już Voltaire zauważył, że “między ludźmi o czystym instynkcie a ludźmi genialnymi unosi się ta ogromna liczba zatroskana jedynie o utrzymanie “. Współcześnie jeszcze większe żniwo zbiera selektywne ujmowanie “faktu ludzkiego ” (jak powiedziałby O. prof. A. Krąpiec ) Człowiek staje się bytem zamkniętym na kontakty z Transcendentną Rzeczywistością. I nazywa to jeszcze przewrotnie - wolnością. Wnioski pragmatycznie usposobionego i kalkulującego rozumu stają mu się ostateczną instancją. Coraz bardziej obce są mu pojęcia poznania kontemplatywnego, jakiekolwiek idee metafizyczne.

Trwoga, jaką odczuwa nowożytny człowiek wobec własnej wolności da się zmierzyć liczbą wróżek i ich klientów spragnionych moralnego znieczulenia ” (Denis de Rougemont ). A należałoby dodać także i liczbą samobójstw w doskonale zmaterializowanych społeczeństwach.

Można zapytać- kto tak naprawdę jest słaby - ten, który rozpatruje swoją egzystencję w świetle uwarunkowań ostatecznych, kto otwarty jest na prawdę o sobie, czy butny hazardzista umysłowej gry egzystencjalnej?

*************

Podczas biesiady literackiej z udziałem E. Lipskiej i S. Lema, znakomity twórca science-fiction powiedział- “ podobno teraz powstała jakaś inicjatywa … żeby stworzyć przeciwwagę dla klerykalizmu. Ja zaraz zapisuje się do tych antyklerykałów …. Chodziliśmy w uprzęży czerwonej, a teraz założono nam uprząż czarną … “.

Pytania o PRAWDĘ, upominanie się o człowieczą godność jest niewygodne dla wielu umysłów. Drażni ich wymaganiami, wytrąca z kolein prywatnego fantazjowania, że świata zmyśleń.

Mocni w rozumie i odważni w mowie ” nie lubią “ krzykliwych i nierealistycznych o” nauk Kościoła. A przecież jak powiedział L Kołakowski “ chrześcijaństwo jest największą skarbnicą prób przekładu wiary na dostępne światłu naturalnemu konstrukcje metafizyczne.

Podejście człowieka wierzącego do swojej życiowej sytuacji jest najwszechstronniej zreflektowane, osadzone w długodystansowej perspektywie. Nauczanie Kościoła nie jest dla niego uprzężą zniewalającą, ale wprost przeciwnie- najradośniejszym wybiegiem na nieskończone pola wolności.

Dobrowolne zaproszenie Boga jako pierwszej przyczyny do czyjegoś aktu nie oznacza rezygnacji lub uszczuplenia czyjejś wolności i spontaniczności, a raczej wzbogacenie. Albowiem w relacjach miedzy osobami, wpływ jednej osoby nie tłumi, lecz wyzwala wolność drugiej osoby; a tym bardziej jest to prawdziwe, gdy pierwszą z tych osób jest sam Stwórca. Jest to pierwszeństwo ontologiczne , nie czasowe ” ( L. Mascall, Otwartość bytu ). Takie zapewnienia są jednak bezprzedmiotowe dla ludzi “trzeźwo” myślących. “ Stan mistyczny oczywiście można przeżywać, ale albo jest to spowodowane pobudzeniem płata kory mózgowej, albo też- jak będzie mówił fideista -jest to rodzaj odbiornika, który te nadprzyrodzone moce wlewa nam do głowy. To już czysta wykładnia, jak kto chce. Ja jestem zatwardziałym ateistą. Prędzej uwierzyłbym w to, że my wcale nie żyjemy, tylko rozmawiamy po śmierci, aniżeli w to, że może być inaczej … “- zwierza się S. Lem.

Można zareagować na takie stanowisko Pascalowskim dialogiem :

” -Dlaczego Bóg się nie ukazuje ?

-A czyś tego wart?

-Tak.

- Jesteś zarozumiały, zatem niewart.

-Nie.

-No cóż, nie jesteś.”

Duchowieństwo konsekwentnie próbuje nakłonić człowieka do wejścia w strumień Prawdy, która -dla szczerze jej poszukujących- jest Kresem, dotarciem do upragnionego celu, a dla innych nienawistnym atakowaniem udzielnych księstw zasklepiania się w sobie.

Mieliśmy być szczęśliwymi dziedzicami nadziei owych oświeconych proroków, którzy zrywają więzy ciemnych zabobonów przeszłości i wznosili ołtarze Rozumowi. Nasze czasy to czasy spełnienia ich utopii. Czyż trzeba tu powtarzać, że ani zgłębienie tajemnicy atomu, ani wyrwanie się poza orbitę naszej planety, nie wyjaśniło nam, kim właściwie jesteśmy i jaki jest sens naszego istnienia ? A także, że wszystkie nasze wspaniałe osiągnięcia nie nauczyły nas sztuki życia GODNEGO ISTOT ROZUMNYCH ” ( J. J. Szczepański ).

Mentalność praksistyczna i technicystyczna, ogołocona z powiewu wzniosłej kontemplacji, okaleczyła człowieka i jakże niepokojąco rozrzedziła w nim materię stricte ludzką. Scjentystyczny redukcjonizm pozbawił człowieka najcenniejszych dla niego treści. “ Dlatego umysł ludzki szuka rozwiązania gnębiących go zagadek nie na drodze likwidacji tych zagadek przez zamianę ich na prostsze. Gotów jest raczej zrezygnować ze stopnia doskonałości metod, byleby adekwatnie zaspokoić swe ludzkie zainteresowanie ” ( ks. prof. S. Kamiński ). A cóż może być bardziej ludzkiego niż pragnienie dotarcia do korzeni bytu ? Do kontaktu ze swoim Stwórcą? Czyż wierzącego obchodzi stawiany mu zarzut “nienaukowości” jego wiary, nielogiczność jego wywodów metafizycznych ?

Mijają epoki, przetasowują się cywilizacje, a ludzkie wnętrze nadal nabrzmiewa tym samym niepokojem. Biada nam, jeśli nie będziemy pragnąć czegoś więcej poza materialnym zaspokojeniem naszych potrzeb. Kto uczciwie osądzający nasze czasy, wskaże lepsze niż Kościół ŹRÓDŁO, z którego bije zdrój życia godnego istot ludzkich ?

Bóg nie jest tylko Bogiem wierzących w Niego. Edyta Stein pisała, że “ Miłosierna miłość może schylić się ku każdemu. Wierzymy, że to czyni. Czy istnieją dusze, które trwale się przed nią zamykają ..? ” Duchowieństwo przez samego Boga jest powołane do otwierania serc ludzkich na Jego obecność, na wyjaśniającą miłość. Zarzucanie kapłanom “czarnego terroru ” jest księżycową brednią. Do terroru prowadzić może jedynie przyziemność, terryzm, jak słusznie zauważył S. Rybicki.

Dopiero wtedy mamy do czynienia z człowiekiem, kiedy owa istota w refleksji i w wolności staje wobec świata i egzystencji i zadaje pytanie dotyczące jednego i drugiego, nawet jeżeli w obliczu tego jednego i totalnego pytania pozostaje bezradna i milcząca … Człowiek istnieje jako człowiek tylko wtedy, kiedy przynajmniej w formie pytania przeczącego i zaprzeczalnego wypowiada słowo Bóg ” (K. Rahner ).

CZłOWIEKU ! któż dzisiaj poza kapłanami zadaje ci takie pytania ? Kto podtrzymuje w tobie światło ISTNIENIA ?

Tertulian był przekonany o istnieniu w duszy ludzkiej słowa - Bóg - w sposób nieuchronny, był przekonany, że dusza ludzka jest z natury swej chrześcijanka „ anima naturaliter christiana ”.

Współcześnie coraz trudniej o ludzkie wnętrze jarzącą się silną duchowością. Człowiek rozważa siebie raczej w sztucznym środowisku uzgodnień . W miejsce Prawdy wprowadził consensus, kompromis. Wymodelował się na jakiegoś dziwacznego demokratoida, zamkniętego w szczelnym antropocentrycznym namiocie. I usiłuje zdecydowanie separować się od wszelkiej transcendencji. “ Jakiemukolwiek antropocentrycznemu pojmowaniu świata można zarzucić to samo, co racjonaliści powiadają o wierze religijnej; że jest niczym więcej niż fortelem obmyślonym po to, by skompensować dobrze uzasadnioną, a przygnębiającą świadomość własnego niedołęstwa, kruchości , niepewności i skończoności “. ( L. Kołakowski )

Antropocentryczny arsenał szybko wyczerpuje swoje środki przeciw przemijaniu, bólowi istnienia, dramatom etycznych wyborów i zostawia człowieka z beznadziejną pustką, bo nie zna bezkresnych możliwości egzystencji wychylonej ku Nieskończoności.

I stworzył Bóg człowieka na swój obraz i podobieństwo w rozumie: bo w tym jest obraz Boga. Oto powód. dlaczego rozum nie może być ogarnięty przez siebie samego, jako że jest w nim obraz Boga ” ( św. Augustyn ). A Paul Tillich dodaje, że “ Bóg, rzecz jasna, nie potrzebuje ochrony, ale ochrania swoje imię i to tak mocno, iż przydaje temu właśnie przykazaniu specjalne ostrzeżenie. A to dlatego, że w imieniu obecne jest to, co to imię nosi “. Imię to nosi Rzeczywistość Wszechogarniającą, Samoistne Istnienie, Samopomnażającą się Moc ….

A jaka jest moc twojego imienia- człowieku, który ośmielasz się nazywać objawienie żartem kulturowym , który wiarę przypisujesz ludziom słabym i zalęknionym ? Zuchwale wznosisz imperia rozumu zafascynowanego swoja mocą. I dokąd cię zaprowadzą kunsztownie projektowane odjazdy w nierzeczywistość ?

Jolanta Lesiuk
silence78@wp.pl