Rekolekcje Wielkopostne – XVII

XVII nauka – moralność i polityka

Rozważając wzajemny stosunek religii i polityki, trzeba naprawdę wyjątkowo złej woli lub niezwykłej ślepoty, żeby nie widzieć do czego prowadzi polityka bez Boga. Wcale nie oznacza to, że wszyscy powinni być wierzący i wyznawać tę samą, ustawowo zadekretowaną religię. Nikt też jednak ze zdrowo myślących i rzetelnych polityków chrześcijańskich nie zamierza nikogo na siłę nawracać. Nadal obowiązuje fundamentalne prawo ludzkie, jakim jest wolność wyznania, oraz wolność przekonań religijnych. Nie ma jednak i być nie może takiej wolności, czy samowoli w stosunku do fundamentalnych ludzkich praw moralnych, jak prawo do życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. I nikt nie może się takiej wolności domagać. Cokolwiek powiedzieliby przeciwnicy religii, czy ateiści nie może być wolności w zabijaniu człowieka i nikt nikomu takiej wolności przyznać nie może, nawet demokratycznie wybrane rządy liberalistycznych państw.

A jak pisze Papież w swojej najnowszej książce „Pamięć I tożsamość”:

… to z czym mamy do czynienia we współczesnym świecie, to legalnie usankcjonowana eksterminacja ludzkich istnień już poczętych choć jeszcze nie narodzonych. … eksterminacja, która zalegalizowana zostałą nie mniej tylko przez demokratycznie wybrane parlamenty, które nawołują jednocześnie do postępu społecznego i ludzkiego.” I dalej : „Jest więc rzeczą w pełni uzasadnioną konieczność zadania sobie pytania, czy tego rodzaju fakty nie są jeszcze jedną, nową ideologią zła, być może bardziej niebezpieczną i subtelną, bo ukrytą. Ideologią która próbuje przeciwstawić ‘ludzkie prawa’ rodzinie i samemu człowiekowi.

A wtedy może warto jednak także odwołać się do historii i zobaczyć co działo się tam, gdzie z polityki usiłowano wyeliminować za wszelką cenę Boga i prawa moralne.

Pod koniec XIX wieku niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche ogłosił światu niezwykłą prawdę, że Bóg musi umrzeć, aby mógł narodzić się nowy, prawdziwie wolny człowiek. I rzeczywiście Bóg umarł w ideologiach i polityce, i narodził się „prawdziwie wolny człowiek”, niemiecki, nazistowski Übermensch. Hitlerowska III Rzesza zrealizowała postulaty nietzscheańskiej filozofii w praktyce, a efektem tej opętańczej polityki -bez Boga- były obozy koncentracyjne i okupacja prawie całej Europy, wojna która pochłonęła ponad 50 milionów istnień ludzkich.

W tym samym mniej więcej czasie dwóch innych genialnych „wyzwolicieli człowieka od Boga” Karol Marks i Fryderyk Engels także ogłosiło światu niezwykłą prawdę, że trzeba wyzwolić człowieka z alienującej go religii i przywrócić mu jego godność. I „wyzwolili go” w zrealizowanym przez Włodzimierza Lenina i Józefa Stakina antyreligijnym i demonicznym systemie, który pochłonął ponad 80 milionów ofiar. Warto o tym pamiętać kiedy domagamy się życia publicznego, społecznego i polityki bez Boga i bez religii.

Tam gdzie człowiek chce się wyzwolić od rzekomo krępujących go praw moralnych tam niestety wpada w jeszcze większe zniewolenia. I tak właśnie jest w polityce, która próbuje sankcjonować prawnie najbardziej antyludzkie prawa twierdząc, że demokratycznie można ustalić wszystko. Tylko, że taka demokracja przyjmuje bardzo niedemokratyczne, ukryte założenia. A jednym z nich jest bestialskie prawo dżungli, czyli prawo silniejszego, prawo bogatszego, prawo teko, który głośniej krzyczy. Zobaczmy tylko co dzieje się w naszym polskim politycznym grajdołku, gdzie właśnie ci głośno krzyczący, a zarzucający innym nietolerancję sami są najbardziej nietolerancyjni. Ponadto z tą okrzyczaną tolerancją to też nie jest tak prościutko, jakby to chcieli niektórzy. O. Mieczysław Krąpiec pisze bardzo krótko, ale i bardzo dosadnie: „tolerancja wobec fałszu jest tolerancją fałszywą, a tolerancja wobec zła, jest złą tolerancją”. Mogę i powinienem być tolerancyjny i wyrozumiały wobec człowieka, który popełnia błędy, ale nigdy nie mogę być tolerancyjny wobec zła przez niego popełnionego. Mogę i powinienem być tolerancyjny wobec ludzkiej słabości, ale nigdy nie wolno mi być tolerancyjny wobec ludzkiej przewrotności, która -co więcej- próbuje udowodnić, ze przewrotnością nie jest. A nawet uzasadnia, że prawa moralne są dowolne i zależne od sytuacji, od okoliczności a przede wszystkim od tego, do kogo się stosują. A my doskonale wiemy z naszego doświadczenia, co to znaczy, że wszyscy są roni, tylko że niektórzy są równiejsi. A to właśnie próbują nam wmówić liberalni politycy ubierając to w szatki „praw człowieka i demokracji”. Nie dajmy się więc zastraszyć i nie dajmy sobie wmówić, ze ksiądz mówiący na ambonie o politycznej demagogii i nieuczciwości zajmuje się polityką, że politykuje. On mówi akurat o prawach i normach moralnych, a nie o polityce. Tak jak i ja w tej nauce nie zajmuję się polityką, ale moralnością (niemoralnych) polityków. A jest to tym bardziej ważne, że niemoralność jednego, zwykłego, szarego obywatela ma o wiele mniejsze skutki niż niemoralność polityka, który swoim głosem sankcjonuje bezprawne i zbójeckie prawa.

Jeszcze raz dochodzimy w naszych rekolekcjach do tego samego stwierdzenia, że religia nie może się dać zepchnąć na margines życia, także społecznego. Nie dlatego i nie po to, aby na siłę i ustawowo wszystkich nawracać, ale dlatego, że jej obowiązkiem jest ustawicznie „w porę i nie w porę” przypominać człowiekowi, że jest człowiekiem. Bo sprawdzają się słowa św. Pawła z listu do Tymoteusza:

Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, /w razie potrzeby/ wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.

(2 Tm 4:1-4)

Czyż bowiem nie jest tak, że wielu spośród nas „zdrowej nauki słuchać nie chce, bo ich uszy świerzbią”?