Ogólna Teoria Wszystkiego

Czy możliwa jest fizykalna (fizyczna) Teoria Wszystkiego
(Theory of everything – TOE)? Część 1

Od zarania ludzkości jednym z największych wyzwań człowieka była pokusa i pragnienie: „Jak zrozumieć wszechświat, jego funkcjonowanie i budowę, jego początek, ewolucję i przeznaczenie, oraz nasze w nim miejsce?” Człowiek próbował tego na różne sposoby, szukając odpowiedzi na te pytania w magii, w religii, w gwiazdach, w filozofii i w naukach szczegółowych a w ostatnich czasach także i „u kosmitów”. Chcielibyśmy wiedzieć nie tylko jak wszechświat jest zbudowany i jakie są jego ostateczne: rozmiary, struktura, budowa, ale także jak i dlaczego powstał? Skąd się wziął i skąd wzięliśmy się w nim my sami? Takie wyjaśnienia próbujące objąć swym zasięgiem całość Wszechświata można by nazwać „Ogólnymi Teoriami Wszystkiego” – po angielsku „Theory of Everything” – TOE. Takie -na przykład- religijne Teorie Wszystkiego (TOE) spotykamy w Biblii, w świętych pismach weddystycznych, buddystycznych, taoistycznych i niemalże w każdej religii i mitologii. Religijne odpowiedzi –mimo, że całościowe i ultymatywne- niektórych jednak nie zadawalają, bo są –według nich- mało precyzyjne, a nawet wymijające i nie rozwiązujące problemu. Dla innych, przekonanych o ich słuszności i zasadności są one wezwaniem do dalszego pytania, do dalszych poszukiwań i prób zrozumienia. Ja osobiście wierzę, że „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię, a ziemia była bezładem i pustkowiem …” (Rdz 1:1-2) idąc jednak za spostrzeżeniem św. Augustyna „Fides querrens intellectum” chciałbym – o ile to możliwe – zobaczyć jak to Bóg zrobił, jak wyglądało to stworzenie, jak wyglądał ów „bezład ziemi na początku”? I nie sądzę aby pragnienie takie było równoznaczne z zanegowaniem wiary lub zamachem na Wszechmoc i Wszechwiedzę Boga. Oczywiście, że ktoś może powiedzieć, że takie pragnienie jest „zaglądaniem Panu Bogu w rękaw”, ale czy jest w tym coś złego, coś obrazoburczego, tak długo jak długo pamiętam, że „myśli Boże nie są moimi myślami, ani drogi Boże moimi drogami”, tak długo jak długo świadom jestem ograniczoności swojego rozumu i nie próbuję zastąpić ultymatywnych prawd wiary moimi cząstkowymi i nie-ostatecznymi prawdami.

Takich niereligijnych prób Ogólnej Teorii Wszystkiego (TOE) możemy znaleźć więcej. Można by je nawet podzielić na dwie grupy:

Filozoficzne TOE – próbujące wyjaśnić całość wszechświata w filozoficzny sposób i

Fizykalne (lub Fizyczne) TOE – które posługując się obserwacjami i narzędziami matematyki próbują przedstawić wszechświat w postaci jednego, w miarę prostego równania.

Zobaczmy najpierw jak borykali się z tym problemem filozofowie?

Jedną z takich niereligijnych (ale nie antyreligijnych) prób odpowiedzi na wyżej postawione pytania czyli zbudowania TOE jest filozofia przyrody. Od czasów pierwszych filozofów (VII – VI wiek p.n.e.) próbowano znaleźć proste, racjonalne wyjaśnienie czy usprawiedliwienie wszechświata jako całości. Jedną z pierwszych prób odpowiedzi na pytanie: „jaka jest najogólniejsza zasada i najbardziej fundamentalne principium wszystkiego?” jest jońska filozofia przyrody, która dała początek całej kulturze i cywilizacji zachodniej. Jest to właśnie początek filozoficznych prób budowania TOE. Już na pół legendarny Tales z Miletu (geometra i matematyk, astronom i polityk) żyjący na przełomie VII i VI wieku p.n.e. uznał, że pierwszym i podstawowym, materialnym tworzywem wszechświata „z którego wszystko się rodzi i do którego wszystko powraca” jest woda. W myśli Talesa mitologiczne bóstwa Okeanosa i Tetydy zostały po raz pierwszy zastąpione materialnym pierwiastkiem, fantastyczne postacie i mitologiczne przekonania materialistycznym (racjonalistycznym) poglądem. Jest to pierwsza niereligijna i nie-mitologiczna próba zrozumienia świata, ujęcia całości w jednym, prostym i zrozumiałym pojęciu. I tak się wszystko zaczęło. Po nim przyszli następni. Dla Anaksymandra (649 – 546 p.n.e.) tym podstawowym tworzywem wszechświata (arche), trwałym i niezmiennym budulcem, był bezkres (apeiron) Z tej bezgranicznej i nieokreślonej (ale materialnej) zasady powstały „wszystkie niebiosa i światy w nich zawarte”. Dla kolejnego filozofa tego okresu, Anaksymenesa (585 – 525 p.n.e.) tą podstawową przyczyną i zasadą świata, która dawała wgląd w zrozumienie całości było powietrze. Ciekawe, że ci trzej pierwsi filozofowie, którzy pokusili się na „teorię wszystkiego” pochodzili z Miletu, znajdującego się w jońskich koloniach Grecji, na wybrzeżach Azji Mniejszej. Kolejni filozofowie greccy dodawali coraz to nowe wyjaśnienia i uzasadnienia świata. Dla Heraklita (przełom VI i V wieku p. n.e.) takim podstawowym pierwiastkiem i zasadą wyjaśniającą wszystko był ogień przemieniający się dowolnie w każdy inny rodzaj materii. Co więcej ogień jest nie tylko zasadą wszystkiego co istnieje, ale i przyczyną najbardziej podstawowego faktu, z jakim mamy do czynienia w przyrodzie, a mianowicie zmiany. Dla Heraklita więc świat: „nie jest, ale się zmienia” ustawicznie przepływa (pantha rei), staje się. Zmiana zaś jest nieprzypadkowa, ale rozumna, celowa i logiczna. Aby więc zrozumieć wszechświat trzeba najpierw znaleźć ów logiczny pierwiastek w nim zawarty, rozum (logos), który nie jest jedynie ludzką zdolnością, ale kosmiczną siłą, najbardziej immanentną naturą świata. Ogień więc nie jest niezmiennym i stałym elementem przyrody i świata, a raczej symbolem jego ustawicznej zmiany i fluktuacyjności dokonującej się zgodnie z zasadą rozumu, rządzonej logosem. Już tutaj mamy więc początki czegoś, co w 25 wieków później odrodzi się w innej postaci, a mianowicie w fizycznych czy kosmologicznych teoriach ewolucji wszechświata i teoriach unifikacyjnych. Logos kierujący światem, urządzający go i nim zarządzający może być racjonalnie poznany i zrozumiany przez człowieka. Nie wyprzedzajmy jednak faktów. Warto jednak już tutaj uświadomić sobie, że pokusa unifikacji obrazu świata, czy też próby budowania Ogólnej Teorii Wszystkiego nie są niczym nowym i ich ślady można znaleźć już u początków intelektualnej „przygody ludzkości” zwanej filozofią.

Odpowiedzią na fluktualizm i wariabilizm Heraklita był ontologiczny monizm Parmenidesa. I znowu, w imię rozumu i żelaznej logiki, współczesny Heraklitowi Parmenides (przełom VI i V wieku p.n.e.) udowadnia, że naczelną zasadą wszechświata i jej podstawowym elementem unifikującym jest jedność bytu, albo po prostu byt jako taki. „Byt jest, niebytu nie ma”. A że każda zmiana jest przejściem od czegoś do czegoś innego (co jest przeciwieństwem stanu początkowego), to zmiana bytu może być przejściem tylko do niebytu. Skoro jednak niebytu nie ma, to nie ma przejścia, zmiana jest niemożliwa (!) Przeciwnie więc do Heraklita, Parmenides uznał, że świat jest niezmienny, co więcej, że istnieje tylko jeden, niezmienny i monolityczny byt. I to pojęcie (bytu) tłumaczy wszystko w filozofii Parmenidesa. Jest to więc na pewno kolejna TOE.

Dla Ksenofanesa (580 – 480 p.n.e.) elementem zasadniczym i zasadą świata jest ziemia, dla Empedoklesa (490 – 430 p.n.e.) zaś wszystkie cztery, wcześniej wspomniane elementy, czyli woda, powietrze, ogień i ziemia. Warto przypomnieć schemat Empedoklesa, gdyż jest on bardzo interesujący dla naszych dalszych rozważań. Otóż „cztery są „korzenie wszechrzeczy ,cztery żywioły, pierwiastki czy też stany skupienia materii”:

stan pierwiastka:
stały lotny
wilgotny suchy

woda powietrze
ziemia ogień

Nie bez powodu szerzej omawiam te pierwsze próby tworzenia „Ogólnej Teorii Wszystkiego”. Pokazują one bowiem, że od kiedy człowiek próbował myśleć samodzielnie i „wyzwolić się” z religijnych i mitologicznych wierzeń, próbował też zrozumieć świat, stworzyć zrozumiałą i koherentną teorię tłumaczącą całość otaczającej go rzeczywistości. Nie są to jeszcze próby fizycznej (w znaczeniu fizyki współczesnej) Teorii Wszystkiego, ale są to przecież niemniej jednak próby filozoficznej, ale zarazem materialistycznej (w jakimś sensie) teorii, tłumaczącej wszechświat w jednej krótkiej i zrozumiałej fizycznej zasadzie. Kryje się za tym również innego rodzaju pokusa, którą można by określić pokusą „zaglądnięcia Panu Bogu w rękaw”. Zrozumieć jak świat jest skomponowany, jak działa, to móc go (nawet tylko teoretycznie i na papierze) odtworzyć lub nawet stworzyć. Nie ma się więc co dziwić, że i dzisiejsi fizycy teoretycy i kosmolodzy takiej pokusie nie mogą się oprzeć.

Platon i Arystoteles też stworzyli swoje własne, filozoficzne teorie wszystkiego. Dla Platona warunkiem poznania struktury i budowy świata jest dialektyczna wspinaczka do świata ideałów, czy też czystych idei. Osiągnięcie najwyższego stopnia poznania – noesis–episteme – daje filozofowi pełny wgląd w naturę świata i jego budowę przez przypomnienie sobie świata idei. A może się to dokonać tylko pod warunkiem, że człowiek wyzwoli się z łańcuchów przykuwających go do materii, do rzeczywistości doczesnej, do świata cieni i osiągnie stan doskonały. Jest więc w pewnym sensie platońska Ogólna Teoria Wszystkiego dostępna tylko dla mistyków, w nijako religijnym prawie objawieniu, którego dostąpić można na szczycie mozolnej drabiny wspinania się po szczeblach wiedzy (od doxa przez pistis i dianoia do noesis-episteme).

Arystoteles próbuje ściągnąć Platona z obłoków na ziemię i pokazać, że świat jest poznawalny nie poprzez idealne zaświaty, ale w realistycznej wizji filozoficznej i przyrodniczej. Jego tłumaczenie wszechświata, mimo że dzisiaj ma już znacznie archaiczne, pozostaje przykładem wysiłków racjonalnego zrozumienia rzeczywistości na podstawie tego, co ona sama nam o sobie objawia w poznaniu zmysłowym. Świat nie jest cieniem rzeczywistości idealnej, ale rzeczywistością samą, poznawalną zmysłami i „wyjaśnialną” rozumem, a nie przez reminiscencję tego, co znaliśmy w świecie doskonałym. Aby więc stworzyć Ogólną Teorię Wszystkiego trzeba poznać to, co dostępne naszym zmysłom i uogólnić, sprowadzić do najbardziej podstawowych i najbardziej ogólnych zasad. Dla Arystotelesa jest to więc teoria bytu materialnego, który jest czasowy, przestrzenny i zmienny. Zrozumienie tegoż bytu i jego zasad funkcjonowania da nam wgląd w naturę wszechświata i jego najbardziej podstawową zasadę istnienia. Arystoteles rozwija tutaj wprawdzie również swoją metafizyczną teorię złożeń bytowych, ale też jest pierwszym, który wskazuje drogę do współczesnej fizyki poprzez położenie akcentu na zjawisku ruchu i konieczności jego badania. Mówi on wprawdzie więcej na temat jego jakościowych aspektów, ale jednak od jego ilościowej teorii ruchu (chociaż błędnej) już tylko krok do mechaniki klasycznej. Na zrobienie tegoż kroku nauka a i filozofia musiała czekać jednak dosyć długo. Niemniej jednak Arystoteles należy również do grona tych, którzy chcieli zrozumieć świat -jako całość- w sposób racjonalny i zbudować filozoficzną TOE. Jak dla Platona poznanie idei, tak dla Arystotelesa poznanie rzeczywistości materialnej otwiera nam drogę do zrozumienia tej całości. Już więc w filozofii starożytnej mamy przykłady budowania Ogólnej Teorii Wszystkiego (TOE), które rozwiną się w dalszej historii w dwa odrębne rodzaje. Z jednej strony nadal kontynuowane będą poszukiwania filozoficznego tłumaczenia wszechświata, jako całości, a z drugiej strony od XV-XVI wieku widoczną będzie coraz bardziej „autonomizacja” fizykalnych prób budowania TOE na gruncie nauk przyrodniczych, a szczególnie na gruncie fizyki. Stanie się także i tak, że w miarę rozwoju narzędzi fizyki filozoficzne próby „odejdą w cień” i staną się niewystarczające. Prymat zaś przejmą nauki szczegółowe z fizyką i kosmologią na czele.

Człowiek chce zrozumieć nie tylko wszechświat i jego strukturę, ale i swoje w nim miejsce. Chce także zrozumieć pochodzenie ale i przeznaczenie tak wszechświata, jak i siebie samego. Chce więc zrozumieć, czy też zbudować prawdziwą Teorię Wszystkiego, dosłownie „WSZYSTKIEGO”. Czy jest w tym coś złego? Czy takie próby budowania TOE nie są raczej wyrazem podstawowej tęsknoty człowieka za „nieprzypadkowością”, za nieprzemijalnością? Zrozumieć, poznać, to znaczy w jakimś sensie „zapanować”, ująć swój los w swoje ręce, nie być przypadkowym wybrykiem ślepych i niezrozumiałych sił. Oczywiście, że takie pragnienia mogą doprowadzić do pychy, zadufania i ateizmu, do odrzucenia Boga i zastąpienia go zadufanym w sobie „rozumem”. I w rzeczywistości takie fakty w historii filozofii czy ludzkiej myśli miały miejsce. Z drugiej jednak strony, mogą one prowadzić –i rzeczywiście prowadzą- do pokory i do pogłębienia wiary, do zaakceptowania prawdy, że ostatecznym wyjaśnieniem i usprawiedliwieniem wszystkiego jest Ten, Który Jest. Jest tutaj –jak sądzę- miejsce gdzie mogą się spotkać religijne prawdy, które z natury swojej i niejako „ex definitione” są TOE z czysto racjonalnymi, a może nawet naukowymi próbami znalezienia TOE. Nie jestem zwolennikiem konkordyzmu, ani mieszania nauk szczegółowych z filozofią i religią. Ale też uważam, że nie należy przeciwstawiać nauk szczegółowych religii i vice versa. Św. Augustyn nie mylił się mówiąc o „konieczności zrozumienia dla pogłębienia wiary” i o „konieczności uwierzenia dla głębszego i pełniejszego zrozumienia świata”. Osobiście jestem przekonany, że właśnie TOE są gruntem na którym wiara i nauka mogą się spotkać i wspólnie pokazać nam najgłębszy sens istnienia świata i człowieka.

W drugiej (przygotowywanej) części tego artykułu chciałbym pokazać, jak TOE rozwijały się w dalszej historii filozofii, a szczególnie jak stały się one domeną nauk przyrodniczych.

A więc c.d.n.

Ks. Kazimierz Kubat SDS – z afrykańskiego buszu

father@wanadoo.fr