odpowiedź

Dziękuję bardzo za mądry i podnoszący na duchu wpis do Księgi Gości na mojej stronie www.kazikq.alleluja.pl. Przyznaję się do malkontenctwa i pesymizmu, ale to też nie jest nieuprzyczynowane czy bezpodstawne. Nie chciałbym się
bronić, bo to może wyglądać dziecinnie, ale pozwolę sobie jednak podać dwa przykłady.

Przykład pierwszy, mojej 23 letniej siostrzenicy Magdy. Urodziła się 23 lata temu z obustronnym okołoporodowym wywichnięciem stawów biodrowych. Od dziecka była kaleką ze zwichniętymi stawami biodrowymi. Nie stało się to
samo przez się i według niektórych lekarzy był to po prostu -eufemistycznie nazywany- “błąd w sztuce lekarskiej”. Przez 12 lat po urodzeniu zrobiono jej 12 operacji chirurgicznych, które nie przynosiły żadnej poprawy, a przy ostatniej 12-tej zarażono ją gronkowcem złocistym. Lekarz, który ją zaraził niefrasobliwie i z uśmiechem stwierdził: “No cóż, takie rzeczy się zdarzają … ” i wypisał spokojnie ze szpitala. Prywatnie załatwiona 13-ta operacja w Lubinie i założenie Septopalu w jakimś stopniu pomogło zahamować rozwój
gronkowca w kości. W ub. roku w październiku poznałem w Tanzanii, kogoś z Belgii, kto pomógł mi załatwić operację w Brukseli. Dzięki mojej stronie www.kazikq.jezus.pl i życzliwości wielu znajomych na całym świecie udało się
zebrać ogromną -jak dla nas- kwotę 10.000 dolarów i operacja się odbyła w sierpniu tego roku właśnie w Brukseli. Magdzie założono protezę lewego stawu biodrowego. Po powrocie do Polski znowu jednak zaczęły się “zabawy”. Według
lekarza, który w Belgii zrobił operację, profesora traumatologii, Magda przez najbliższe sześć miesięcy nie powinna pracować zawodowo. Lekarz napisał odpowiednie zaświadczenie Ja je przetłumaczyłem, przedstawiliśmy to
w Polsce lekarzowi prowadzącemu Magdę od lat, ten wystawił odpowiednie zaświadczenia do miejsca pracy i do ZUS. To jednak nie wystarcza lekarzowi zusowskiemu. Dla niego orzeczenia: specjalisty, który Magdę operował i
polskiego specjalisty traumatologa, który zna Magdę od lat, nie wystarczą. Magda ma specjalnie przyjechać z wioski (bo tam mieszka z rodzicami) do miasta, z dwoma kulami zamiast iść na ćwiczenia rehabilitacyjne (które też zresztą są “droga przez mękę”, bo nikt się ich nie chce podjąć nawet za
pieniądze, a ośrodek rehabilitacyjny każe jej dochodzić 3,5 kilometra na piechotę na ćwiczenia). W ciągu 23 lat od urodzenia ze strony polskiej służby zdrowia dziewczyna ta nie zaznała nic poza rozkoszną i beztroską bezsilnością (za wyjątkiem jednego lekarza, który jej założył Septopal). I
teraz, kiedy dzięki pomocy wielu bezimiennych dobrodziejów i przyjaciół, ludzi -praktycznie- z całego świata Magda odnalazła sens życia i ma szansę na wydostanie się z kalectwa, polscy lekarze znowu robią swoje … Gdzie tu
są proszę Pani powody do optymizmu? Ja mam tylko jedną prośbę do polskich lekarzy “primum non nocere”. A przy okazji proszę zajrzeć na stronę właśnie organizacji Primum Non Nocere prowadzoną przez doktora Adama Sandauera http://www.sppnn.org.pl, która informuje o tysiącach ludzi umierających w Polsce z powodu “błędów w sztuce lekarskiej”. To wcale nie zachęcające ani optymistyczne fakty. Nie mam nawet żalu do polskich lekarzy, nie chcę się mścić, ani wytaczać procesów, sam mam bardzo dobre i przyjacielskie kontakty z wieloma lekarzami, szanuję pracę wielu z nich, ale czasami są i tacy, którzy pracę tych dobrych, serdecznych, życzliwych i oddanych lekarzy niszczą i dlatego tych właśnie nieodpowiedzialnych proszę tylko o jedno: “panowie doktorzy primum non nocere …. ”

A tak z innej beczki. Kiedy w styczniu tego roku wybuchł skandal z Abp. Paetzem z Poznania, wiele słów krytyki posypało się pod adresem Kościoła. I słusznie. Pytano wtedy -również słusznie- “dlaczego Kościół nie czyści swoich szeregów?” To samo pytanie zadałbym i służbie zdrowia, i polskim lekarzom: “dlaczego nie czyścicie swoich szeregów?” Przecież ci bezduszni, aroganccy lekarze, którzy dyplomy swoje zdobyli za łapówki psują Wam markę!

I drugi przykład, mój własny. Trzy lata temu w stanie ciężkim, z gorączką 40 stopni utrzymującą się przez kilka kolejnych tygodni przyjechałem z Tanzanii na leczenie. Ile ja “zwiedziłem” gabinetów lekarskich, ile przychodni, ile
szpitali … W jednym szpitalu podano mi -po kilku dniach leżenia- Apap … W końcu trafiłem do szpitala specjalistycznego chorób tropikalnych (Pani na pewno wie, co to za szpital) i tam trzymano mnie ponad trzy tygodnie.
Badania ślimaczyły się niemiłosiernie. Podano mi wprawdzie chininę i Doxycyclinę i zatrzymano rozwój malarii w krwi, wykryto gammapatię monoklonalną, ale trwało to wszystko tak niemiłosiernie długo, że kiedy po ponad trzech tygodniach zapytałem ordynatora: “czemu się to wszystko odbywa
w tak zwolnionym tempie?” odpowiedział szczerze: “proszę księdza za jeden dzień pobytu księdza tutaj, tylko za łóżko i wyżywienie otrzymujemy od kasy chorych 400 złotych (to jest dokładnie 100 dolarów dziennie). Misjonarz po kilku latach pracy na misjach przyjeżdża na dwumiesięczne wakacje i z tego
musi prawie miesiąc spędzić w szpitalu, aby ten mógł zarobić na jego leżeniu … To nie jest zbyt optymistyczne. W tym roku -jadąc z Tanzanii do Polski przez Belgię- byłem na takich samych badaniach w Instytucie Chorób Tropikalnych w Antwerpii. Zrobiono mi takie same, dokładnie takie same
badania w ciągu dwóch godzin (podkreślam dwóch godzin!!). W ciągu tygodnia przesłano wyniki na adres domowy i policzono sobie za to tylko 226 euro, czyli zaledwie dwudniowy pobyt w szpitalu w Polsce.

Inna rzecz, że gammapatią nikt się trzy lata temu nie zajął i w przychodni w Katowicach, gdzie próbowałem się dalej leczyć, badania te robiono ponownie, ale każde takie badanie i wizyta tam, to cały dzień stracony na czekanie w kolejce do okienka. I taki mały szczególik … kiedy w końcu do tego okienka
dochodziłem to musiałem klękać, bo okienko wielkości dużej kartki papieru było umieszczone na wysokości jednego metra od ziemi. Jakże to upokarzające ???

Kiedy ostatecznie zniechęcony po kilku miesiącach niefortunnych badań i “leczenia” w Polsce wróciłem na misje, lekarz we francuskim szpitalu na Mayotte w archipelagu Komorów, na Oceanie Indyjskim (gdzie zastępowałem
przez kilka tygodni jednego z naszych księży) powiedział: “Dziwię się moim polskim kolegom. Mając tak ciekawy przypadek, dla zwykłej naukowej ciekawości mogliby zrobić poważne, długofalowe badania i na księdza
przypadku zrobić kilka doktoratów. Ale widocznie im na tym nie zależy …” On -mogąc mnie mieć tylko przez kilka tygodni- zrobił mi za darmo, ze zwykłej ciekawości kilka badań i analiz, i stwierdził, że gammapatia może być spowodowana malarią, która usadowiła się w szpiku kostnym. No cóż, to są
szczegóły, które jednak znowu nie nastrajają zbyt optymistycznie w stosunku do polskiej służby zdrowia.

Proszę mi wybaczyć to przydługie wyjaśnienie. Nie są to użalania się ani zgorzkniałe narzekanie, ale raczej usprawiedliwienie pojawiającego się czasami malkontenctwa. Mimo wszystko jestem optymistą i mam nadzieję, że to
o czym Pani pisze jest prawdą, i że sytuacja w służbie zdrowia powoli znormalnieje.

Z szacunkiem dla niebiurokratycznego lekarza i pozdrowieniami od niebiurokratycznego księdza :-)
ks. kazimierz

I odpowiedź Pani Elżbiety Kupczyk na mój list. Ona jest Autorką wpisu, który spowodował tę małą dyskusję.

Nie bronię służby zdrowia (choć bardzo często zdarza mi się bronić Kościół). Wiele gorzkich słów można wypowiedzieć pod jej adresem, to prawda. Widzę jednak dużo zmian na lepsze. Uważam także, że wszelkie uogólnienia są krzywdzące Nie można na podstawie kilku przykładów wypowiadać się o całej służbie zdrowia. Polska służba zdrowia zżerana jest przez rozkoszną i arogancką biurokrację. Ubezpieczenia społeczne i świadczenia socjalne zresztą też …. A więc smacznego :-) Podobnie na podstawie zachowania Biskupa Paetza, czy wielu innych osobiście znanych mi zachowań księży, nigdy nie ośmieliłabym się powiedzieć źle o Kościele.

Chodzi mi jednak również o coś innego o naszą postawę wobec różnych sytuacji. Wydaje mi się, że w Polsce dość powszechną cechą (może to tylko moje zdanie) jest właśnie malkontenctwo i skłonność do narzekania.

Pan Bóg postawił nas w takich, a nie w innych warunkach, środowisku i czasie. Nie sądzę, by inne pokolenia miały lepiej, zawsze istniało coś, co sprawiało, że żyło się trudno (już od czasów Adama i Ewy) niewole, wojna, komunizm, wyliczać można długo teraz jeszcze bezrobocie. Zmieniają się tylko nazwy określające trudne sytuacje. Zawsze mówiło się takich ciężkich czasów to jeszcze nie było, czy też ta dzisiejsza młodzież na określenie zepsucia każdego kolejnego młodego pokolenia. A tymczasem św. Paweł mówi Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. 1 Tes 5, 16-18 Taka powinna być nasza postawa oparta na Ewangelii. Dziękować za wszystko, czyli także za niepowodzenia, trudności, ciężkie życie. Słowo wszystko nie oznacza przecież tylko przyjemności. Jeśli oddamy swoje życie Jezusowi, możemy być pewni, że Bóg każdą sytuację, także tą niekorzystną, potrafi wykorzystać dla naszego dobra. Jest to prawdą, ponieważ tak mówi Słowo Boże Bóg z tymi, którzy Go miłują we wszystkim współdziała dla ich dobra. Nie jest to na pewno łatwa do przyjęcia prawda, ale chrześcijaństwo to nie zabawa. Realizacja tej prawdy przynosi wspaniałe owoce w życiu.

Wierzę, że ciężkie życie Magdy na pewno już przynosi dobre owoce, podobnie jak złe doświadczenia Księdza z polską służbą zdrowia. Chcę jeszcze odpowiedzieć na postawione przez Księdza pytanie: “dlaczego nie czyścicie swoich szeregów?” Przecież ci bezduszni, aroganccy lekarze, którzy dyplomy swoje zdobyli za łapówki psują Wam markę!

1. Markę każdy powinien zdobywać sobie sam, można ją jednak popsuć poprzez wysuwanie właśnie takich uogólnień, które w jakiś sposób wpływają na opinię publiczną.
2. Najważniejsze każdy z nas, wbrew pozorom, ma bardzo duże możliwości zmiany otaczającego nas środowiska. Warunek jest tylko jeden pracę należy rozpocząć od siebie. Nie jestem pewna, ale to chyba Matka Teresa zapytana przez jednego z dziennikarzy, co chciałaby zmienić w otaczającym świecie, odparła pana i siebie. Myślę, że na tym trzeba bazować. Ja mogę oczyścić szeregi lekarzy, oczyszczając siebie. Ksiądz może oczyścić Kościół, oczyszczając siebie. Zapewniam, że pracy starczy nam do końca życia. Możemy tylko tyle, ale też aż tyle. Kościół (a więc i społeczeństwo) działa na zasadzie naczyń połączonych. Grzech jednej osoby rani cały Kościół, podobnie pokuta i nawrócenie jednej osoby dotknie cały Kościół. A więc do dzieła!

Elżbieta Kupczak

***************

“medice cura te ipsum”

Po trzech dniach udało mi się nareszcie dostać do przychodni urologicznej. Chciałem zrobić badania w związku z podejrzeniem o prostatę. Powiedziano mi, że mam przyjść 2 grudnia (dzisiaj jest 22 listopada) i stanąć w kolejce, aby się zapisać na wizytę u lekarza na koniec stycznia przyszłego roku …..

Nawet w Tanzanii, w dzikim i niedorozwiniętym trzecim świecie nie kazano by mi tyle czekać na zwykłe USG i konsultację. A my się pchamy do Europy …. Z czym do gościa ?

Polsce nie potrzeba ustawy o eutanazji. Doskonała organizacja naszej kochanej służby zdrowia wraz z horrendalnymi cenami lekarstw załatwią szybko problem wszystkich chorych. “Medice cura te ipsum”

x kazimierz SDS

Głos w dyskusji o służbie zdrowia.
Jeżeli chodzi o publiczna służbę zdrowia, to u Beduinów jest zapewne lepiej niż u nas po ostatniej reformie. Policz ile każdy człowiek oddaje na ubezpieczenie zdrowotne, ciężkie pieniądze. Ile trzeba zbierać w ramach rożnych akcji na sprzęt do szpitali, na karetki itd. to są już prywatne pieniądze po opodatkowaniu. Ilu pacjentów szpitali wykupuje teoretycznie nieobowiązkowe cegiełki na rzecz przyszpitalnych fundacji. Ilu pacjentów nadal wspomaga lekarzy i pielęgniarki „drobnymi kopertówkami”.
Dawniej mogliśmy się domyślać, ze u nas jest źle bo wszystko idzie do czerwonego brata (co w większości przypadków było prawdą), dziś wszystko trafia raczej do Trójkąta Bermudzkiego i znika. A co nie zniknie to piękne budynki kas chorych, niezbyt przydatne programy komputerowe mające wspomóc publiczne lecznictwo, makulatura w postaci książeczek usług medycznych itd. itp. Ma być kolejna reforma administracyjna służby zdrowia. I ponownie ludzie zostaną zmuszeni do płacenia wyższych składek na pomysły rożnego rodzaju urzędasów, którzy z publicznej służby zdrowia (ani oni ani ich bliscy) nie korzystają. Dyrektywy Unijne i zasady ubezpieczenia społecznego w UE są nieco inne. Może choć następne pokolenie będzie miało odrobinę lepiej i zdrowiej.
Barbara