O encyklice „Fides et ratio”

Najświętsze rozjaśnienie

Świat ludzkiego ducha opada z sił, bo oddalił się od twórczego tchnienia Pana, które przenika duchowy, a nawet materialny porządek istnienia. Dostrzegając tę niemoc przełomu wieków, w dwudziestą rocznicę pontyfikatu (a więc już pięć lat temu) Ojciec Święty podarował światu encyklikę “Fides et ratio”. Ludzie nie zawsze życzliwi Kościołowi z upodobaniem podkreślają, że Jan Paweł II przywiązuje dużą wagę do wzmocnienia roli rozumu w życiu religijnym człowieka. Mają może nadzieję, że silniejsze skrzydło rozumu wydźwignie ludzkiego ducha z zapaści i wówczas będą mogli głosić, jak Don Cupitt- anglikański filozof i duchowny, że “sformułowanie wiara w Boga należy do świata, który przemija na naszych oczach.”

Po lekturze encykliki w człowieku wierzącym budzą się zgoła odmienne refleksje. Ojciec Święty pragnie ośmielić umysły do odwagi sięgania po ostateczną prawdę bytu, zachęcając je (ludzkie umysły) do wzniosłości. Bowiem współczesny rozum tak bardzo uwikłał się w promowanie doczesności, że nie ma już często motywacji, by wzbijać się na “wyżyny niebieskie”. I dlatego pilnie potrzebne mu jest wsparcie ze strony wiary.

Słynne stało się już pierwsze zdanie encykliki, iż “wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy “. Ta wstępna myśl podważa niesłuszne oskarżenia pod adresem Kościoła katolickiego, że boi się myślenia i wpędza wiernych w ślepy zaułek wiary, nie dając im szansy na wybór dowolnej opcji metafizycznej. “Wiara i rozum” dowodzi, że zaniedbywanie rzetelnej pracy umysłu, myślenie niedbałe, a nawet bezmyślność prowadzą do przekonań, że prawda jest relatywna, że wystarczy umowa społeczna co do jej treści . Człowiek wierzący nie może dopasowywać swej „duchowej kompleksji” do norm tego świata. Zwłaszcza że -jak pisze Ojciec Święty- w naszych czasach poszukiwanie prawdy ostatecznej często nie ma wyraźnie określonego kierunku, gdyż “rozum chyli się ku samemu sobie pod brzemieniem (. . . ) rozległej wiedzy, przez co z dnia na dzień staje się niezdolny do skierowania uwagi ku wyższej rzeczywistości i nie śmie sięgnąć po prawdę bytu”.

Analiza dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa pokazuje, że naruszenie harmonijnej współpracy wiary i rozumu przynosi wypaczenia, które odbijają się ujemnie na całokształcie ludzkiej egzystencji. Żarliwa wiara średniowiecza poszukiwała rozumowych uzasadnień (fides querens intellectum) i wypracowała “model” najbardziej owocnego współdziałania obu sił ducha. Papież przypomina, że najwznioślejszą syntezę rozumu i wiary zaproponował św. Tomasz z Akwinu. I do dziś jest to niedościgniony wzór osmozy obu władz ducha przy jednoczesnym zachowaniu ich autonomii.

Stopniowo ludzkość oddalała się od tego idealnego wzorca, próbując rozwiązywać wątpliwości metafizyczne wyłącznie przy pomocy rozumu (racjonalizm) bądź negując jego przydatność w recepcji prawd wiary (fideizm). Ojciec Święty podkreśla, że słaby rozum będzie słabym obrońcą wiary, więc należy z całą stanowczością powtórzyć, że Kościół nie boi się pracy intelektu. Wskazuje jedynie, że “obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi, który ze swej natury zdolny jest dotrzeć nawet do samego Stwórcy, istnieje poznanie właściwe wierze. Jest to poznanie prawdy opartej na rzeczywistości samego Boga, który się objawia, a więc prawdy niezawodnej, ponieważ Bóg się nie myli ani nie może zwieść człowieka (Konstytucja dogmatyczna Dei Filius, rozdz. III, cyt. za “Wiara i rozum”, s, 16.

Na przełomie wieków Jan Paweł proponuje skierować ponownie ludzką duchowość na sprawdzony szlak, na tory myślenia, którego źródła są wertykalne. Trzeba bowiem nauczyć się od nowa rozpatrywać sprawy człowieka w kontekście Bożym.

Rozum zawsze, a szczególnie dzisiaj, czyni wszystko notorycznie problematycznym. Dla niego godzenie absolutnej tożsamości Najwyższego Bytu z możliwością kreacji i kontaktu ze światem jest karkołomnym zadaniem. Dla wiary, która jest najbardziej czcigodną zdolnością ludzkiego ducha, zadanie takie jest wykonalne. “Akt wiary jest darem osoby stworzonej Bytowi Osobowemu Niestworzonemu i dlatego jest poznaniem wywołanym przez miłość” (J. Mouroux, Wierzę w Ciebie). Wiara ukazuje uniwersum najwyższych wartości, fascynująco inne niż zło i nicość. “To wiara przynagla rozum, aby przekraczał wszelkie bariery izolacji i nie wahał się ponosić ryzyka w poszukiwaniu wszystkiego, co piękne, dobre i prawdziwe(Wiara i rozum).

Instrumentarium językowe filozofii dysponuje pojęciami Boga jako Nieruchomego Poruszyciela, Jedni, Pierwszej Przyczyny itp., ale takie wyjaśnienia nie satysfakcjonują ludzkiego serca, w którym rozgrywa się całokształt dramaturgii istnienia. Dopiero Bóg żywy, który się objawia, może zmienić obojętne konstatacje w dynamiczny poryw egzystencjalny, w olśnienie, że Bóg jest Miłością i do miłości powołuje. Człowiek dostrzega, jak pisał K. Rahner, że “ziemia rodzi dzieci o sercach nie mających miary. To, co im daje, jest zbyt piękne, aby tym wzgardzić, ale jednocześnie zbyt ubogie i kruche, by stać się spełnieniem ich nienasycenia . . . “. Gdyż świat w granicach czystego rozumu wciąż budzi w człowieku obawy totalnej daremności. Gdy człowiek – wędrująca egzystencja- wyrusza w swoją duchową peregrynację intelektualnym wehikułem, napotyka krainę chaotycznych wrażeń i sądów, wśród których niełatwo mu będzie dotrzeć do głębi- mieszkania prawdy. Bez światła wiary często staje nad przepaścią sceptycyzmu i nihilizmu. Nie dostrzega po drodze szyfrów transcendencji i zbawienia, które jakby rozszerzają pojemność umysłu i mogą bezkolizyjnie przenosić w nieogarnioną Rzeczywistość, w której króluje Osobowa Pełnia-Droga, Prawda i Życie.

“Oczy wiary” rozpoznają, że wszystkie byty są światłem prowadzącym do Boga. “Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty, wiekuista Jego potęga oraz bóstwo stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła (Rz 1, 20). Dzisiaj dzieło Boże często jest przysłonięte dla człowieka przez imponujący świat ludzkich wytworów. Naturalne dążenie rozumu do ostatecznego usprawiedliwienia istnienia, do nadania ostatecznego sensu egzystencji stale jest zakłócane przez presję przygodności, przez zalew nieistotnych propozycji -pozornych wartości i zbędnych niejednokrotnie rzeczy. Skoro tylko myśl ludzka pragnie docierać do struktur głębokich, do locus metaphysicus, wciąż odwodzi ją od tych szlachetnych zamiarów, oferowana przez świat, uwodzicielska pokusa powierzchowności . Kwestionuje ona zasadność intelektualnych poszukiwań, które nie przynoszą bezpośrednio wymiernych korzyści praktycznych. Rozum poszukuje dopełnienia pola poznania, dopomina się o metafizyczny horyzont, który otwiera przed człowiekiem wszechświat sensu. Jednak jego środowisko intelektualne jest zbyt zagęszczone, zaśmiecone perfekcjonizowaniem doraźnych wartości użytkowych, by odpowiadać na “prośby” rozumu. „Próżność biegnie, miłość drąży” (G. Marcel). Próżność przynagla człowieka do ciągłej zmiany, do poszukiwania nowości materialnych i duchowych. Takie życie w biegu pozbawia możliwości dostrzegania wartości absolutnych i wiernego trwania przy nich. Zwycięstwo nad istnieniem płytkim odnosi człowiek dopiero wtedy, gdy się zatrzyma, gdy opuści swój ciasny świat i otworzy się na dar nad-przyrodzonej Miłości.

“Wiara to krok ku zrozumieniu, zrozumienie jest nagrodą za wiarę”(św. Augustyn). Zrozumienie prawdy o sobie i zanurzenie się w Prawdzie Osobowej, którą jest Chrystus, wyzwala człowieka od działań pozornie ważnych, od trwonienia się w nieuporządkowanej aktywności. Wiara nie jest wtedy bezpiecznym azylem od wysiłku myślenia, ale najsubtelniejszą operacją ludzkiego ducha, który odważył się dokonać przewartościowania całości egzystencji i skierowania jej na nową drogę . Wiara nie żąda zatem od rozumu religijnej uległości, raczej domaga się od niego męstwa i rzetelności.

Rozpatrując “dobroczynne” funkcje wiary, nie należy zapominać, że “odnośnie wiary Kościół Katolicki wyznaje, iż jest ona cnotą nadprzyrodzoną, dzięki której pod natchnieniem Bożym i z pomocą łaski uznajemy za prawdziwe treści przez Niego objawione, nie dlatego, że w świetle naturalnego rozumowania poznajemy wewnętrzną prawdę rzeczy, ale ze względu na autorytet samego Boga” (Dei Filius, Sobór Watykański I). Sam Bóg obdarowuje człowieka najświętszym rozjaśnieniem całego bytu. Proponuje mu mądrość, której nie zapewnią najbardziej heroiczne wysiłki ludzkiego rozumu. “To wszystko słoma” -miał powiedzieć św. Tomasz z Akwinu o dorobku intelektualnym swojego życia na kilka lat przed swoją śmiercią.. Bo gdy człowiek doświadczy potęgi Rzeczywistości Nadprzyrodzonej, blednie blask jego dzieła. Dostrzega, że dopiero myśli “zasadzone “wiarą tworzą epopeję ducha, która jest najdoskonalszym przeczuciem tej Przyjaznej Dali, do której zdążamy i gdzie czeka nasz Pan. Wtedy uwieńczeniem pracy ludzkiego umysłu, pokornym hołdem rozumu, który chce stale znajdować się w zasięgu świętego oczyszczenia niesionego przez wiarę, będą przytoczone przez encyklikę “Wiara i rozum” słowa z Proslogionu św. Anzelma -“O Panie, nie tylko jesteś tym, czego nie zdoła przewyższyć nic, co możemy pomyśleć, ale jesteś większy niż wszystko, co można pomyśleć. ”

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl