O Bogu nie wolno zapomnieć …

Jaka Europa?

„Do każdego więc, który przyzna się do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10, 32-33). Słowa te mieli w pamięci i w sercu niezliczeni chrześcijanie wszystkich czasów. Świadczyli o Chrystusie całym swoim życiem, a często także męczeńską śmiercią. Nawet bowiem w obliczu największych męczarni, jakie groziły im z powodu wyznawanej wiary, nie wyrzekali się swojego chrześcijaństwa.

BP STANISŁAW WIELGUS

Trwali wiernie przy Chrystusie masowo mordowani w starożytności przez rzymskich pogan, a także w wiekach późniejszych, po czasy nam współczesne, prześladowani i zabijani za wiarę w czasie rozmaitych rewolucji i wojen przez bezbożników: francuskich, bolszewickich, meksykańskich, hitlerowskich, chińskich i wszelkich innych.

Zrodzone z ateistycznej oświeceniowej filozofii totalitarne ideologie – hitlerowska i komunistyczna, odrzucając Boga i chrześcijański porządek moralny, spowodowały w XX wieku męczarnię i śmierć dziesiątków milionów niewinnych ludzi; we łzach i we krwi skąpały cały świat.

To dlatego, przerażone tragicznymi skutkami urządzania świata bez Boga i wbrew Bogu, narody, jak np. naród niemiecki i kilka innych narodów europejskich, wprowadziły po II wojnie światowej do swoich konstytucji wyraźne odniesienie do Boga jako gwaranta, że ustanawiane w przyszłości w ich krajach prawa państwowe nie zostaną nigdy skierowane przeciw Dekalogowi, przeciw chrześcijańskiemu prawu moralnemu oraz prawu naturalnemu.

Niestety, pamięć ludzi i pamięć całych narodów jest bardzo nietrwała. Tak szybko zapominają one o starej, mądrej przestrodze, która głosi, że ten, kto zapomina o minionych zbrodniach i nieszczęściach, zmuszony będzie przeżywać je po raz wtóry.

Człowiek postępowy?

Od końca lat 60. ubiegłego stulecia w Stanach Zjednoczonych i w krajach Europy Zachodniej, a ostatnio i u nas, rozwija się nowa, antychrześcijańska ideologia – ideologia ateistycznego liberalizmu, występująca w postaci tzw. poprawności politycznej, która nawiązując do starego hasła, głoszonego przez ojca nacjonalizmu niemieckiego Friedricha Nietzschego, że „Bóg umarł”, na Bożym tronie sadowi pozbawionego wszelkiej kodeksowej moralności tzw. postępowego człowieka. Takiego człowieka, który ustanawia prawa depczące przykazania Dekalogu; który głosi, że nie istnieje ani obiektywna prawda, ani obiektywne dobro; który wzywa do absolutnej swawoli, nie liczącej się z żadnymi zasadami moralnymi i religijnymi; który depcze prawo naturalne, uchwalając w wielu współczesnych parlamentach ustawy pozwalające zabijać ludzi w aborcji i eutanazji; który podważając trwałość rodziny i małżeństwa oraz wspierając na różne sposoby rozmaite anomalia, niszczy sprawdzone przez wieki teorie wychowawcze, a w ich miejsce wprowadza teorie deprawujące młode pokolenia; który głosi wreszcie, że jedyną formułą na udane życie współczesnego człowieka nie jest trzymanie się Bożych przykazań, lecz hedonistyczny konsumpcjonizm, wyrażający się w haśle: jak najwięcej przyjemności, jak najwięcej mocnych przeżyć, jak najwięcej nieskrępowanego niczym seksu oraz zakupy i ustawiczna zabawa.

Fałszywi współcześni prorocy, których dziś pełno w różnych mediach, instytucjach i partiach, dławią ducha wiary, ofiary, nadziei i miłości. Głoszą największe z możliwych kłamstwo, że szczęście można osiągnąć bez Boga, że człowiek sam siebie może zbawić, że może już na tym świecie stworzyć sobie raj, i że jest zwyczajnym zwierzęciem, w którym nie ma żadnego nadprzyrodzonego wymiaru. Depczą największe świętości. Bluźnią przeciw Bogu i szydzą z wiary. Czynią to w rozmaitych gazetach, internecie, parlamentach, kabaretach, telewizjach, radiach, teatrach, wystawach tzw. sztuki itd.

Kto sieje wiatr…

Odrzucanie wszelkiej transcendencji, tj. istnienia duchowego świata, oraz odrzucanie chrześcijańskiego prawa moralnego przez wiele tzw. autorytetów, zapraszanych stale do niektórych zwłaszcza wpływowych dziś mediów, zostawia jednak ślady w świadomości wielu ludzi, zwłaszcza młodych, którzy oddalają się od Boga i ulegają destrukcji moralnej. Ciągle przytłaczani jesteśmy informacjami o zbrodniach popełnianych przez młodocianych, którzy bez żadnych skrupułów mordują niewinnych ludzi: dla pieniędzy potrzebnych na zabawę i stroje; z powodu tego, że im ktoś przeszkadza w zabawie; a nawet dla uczczenia swoich urodzin, jak to ostatnio miało miejsce. Jest rzeczą oburzającą, że często ci sami medialni ludzie, którzy głoszą na cały świat postulat wolności bez żadnych zahamowań moralnych, którzy chwalą się przed milionową widownią telewizyjną i milionami słuchaczy radiowych, że łamią bez skrupułów szóste i inne przykazania Dekalogu, że rozbili po kilkanaście już razy swoje i cudze rodziny – niekiedy właśnie ci sami ludzie ubolewają jednocześnie nad złem popełnianym przez młodocianych. A przecież poniekąd sami ich do tego skłaniali, rozpowszechniając zło moralne, banalizując je i promując. W wielu wypadkach to jest właśnie ich zasługa. „Kto sieje wiatr, będzie zbierał burzę” – mówi Pismo Święte. I jak zawsze ma rację.

Czy Bóg zagraża wolności

W czasach niezwykłego chaosu ideowego, zdziczenia moralnego, rozkwitu irracjonalnych sekt, fałszywych teorii, magii i wszelkiego rodzaju zboczeń dla wielu ludzi istnienie Boga jawi się jako zagrożenie dla ich wolności. Jeśli bowiem Bóg istnieje, jeśli jest wszechmocny i sprawiedliwy, jeśli zna każdą naszą myśl, słyszy każde nasze słowo i widzi każdy nasz czyn – to trzeba się z Nim liczyć w każdej sekundzie życia; trzeba będzie przed Nim z tego życia zdać kiedyś rachunek; może szybciej niż się spodziewamy. To dlatego wielu podnosi bunt przeciw istnieniu Boga. Wmawiają sobie i innym, że nie istnieje. Bo lękają się odpowiedzialności za zło, które popełnili, za krzywdy, które wyrządzili. Dlatego wołają, że człowiek jest w pełni wolny tylko wtedy, kiedy ze swego życia usunie Boga. Nie bez powodu znany ateistyczny francuski filozof Jean Paul Sartre napisał w jednej ze swoich książek: „Koniecznie trzeba zaprzeczyć istnieniu Boga, chociażby naprawdę istniał, ponieważ myśl, że On jest, ogranicza ludzką wolność”.

Prawdziwy fundament nowej Europy

To dlatego wielu ludzi, a nawet szereg współczesnych społeczeństw, przyjęło tę bezbożną ideologię i wyrzuciło Boga ze swojego życia. To dlatego żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Usuwają z publicznych miejsc krzyże i inne znaki religijne. Szydzą z nich w kabaretach, teatrach i mediach. Wyzwolili się od Boga. Nie chcą o Nim słyszeć. Wyparli się Go całkowicie. Nie chcą wzmianki o Nim w ustanowionej dla Unii Europejskiej konstytucji, mimo że 80 % Europejczyków przyznaje się nadal do chrześcijaństwa. Zdradzają przez to zasady, na jakich Unię powołano przed laty do istnienia, bowiem były to zasady do głębi chrześcijańskie.

Mając świadomość niewyobrażalnego wprost zła, które wyrządziły ludzkości w pierwszej połowie XX wieku ateistyczne totalitaryzmy – hitlerowski i komunistyczny – trzej wybitni katoliccy mężowie stanu: Schuman, Adenauer i De Gasperi – przedstawiciele walczących ze sobą do niedawna narodów – położyli podwaliny dla Wspólnoty Europejskiej, opierając je na fundamencie chrześcijańskiego etosu. Oni dobrze wiedzieli, że polityka, jeśli chce naprawdę służyć ludziom, nie może się kierować samym pragmatyzmem, samą skutecznością w uzyskiwaniu gospodarczych zwłaszcza efektów, lecz że koniecznie musi mieć także wymiar moralny. Założyciele Unii nie mieli wątpliwości, że podstawą sprawiedliwości społecznej i pokoju winien być Dekalog, uzupełniony i pogłębiony przez Ewangelię. Tak więc nie tylko powstanie Europy z jej wspaniałą kulturą i nauką, po upadku grecko-rzymskiego świata, było dziełem chrześcijaństwa, lecz również dynamiczne odrodzenie się zachodniej Europy po barbarzyństwie II wojny światowej było jego zasługą.

Bez Boga nie ma człowieczeństwa

Kto dziś chce budować zjednoczoną Europę jako obszar prawa, pokoju i sprawiedliwości dla wszystkich zamieszkujących ją narodów i kultur wyłącznie w oparciu o czysty ludzki rozum, który nic nie chce wiedzieć o Bogu i Jego moralnym prawie – ten nieodwołalnie poniesie klęskę i doprowadzi do nowych nieszczęść miliony ludzi. Jakąż bowiem wolność może zagwarantować sam ludzki, oderwany od Boga, rozum i od jakich nadużyć może tę wolność uchronić? Widzieliśmy to już niejednokrotnie w historii. Widzieliśmy wiele razy, że ludzie, kiedy odrzucają Boga, jedynego Ojca całej ludzkości, nie są w stanie poczuć się swoimi braćmi. Bez wspólnego Ojca nie ma braterstwa. Tak więc także dziś odpowiedzialność przed Bogiem i zakorzenienie w niezmiennych, ponadczasowych wartościach oraz prawdach wiary chrześcijańskiej jest jedynym sposobem na stworzenie takiej Europy, która ma być czymś więcej niż tylko blokiem gospodarczym; która ma być wspólnotą sprawiedliwości, pokoju i przyjaźni dla narodów ją zamieszkujących. Zapomnienie o Bogu przynosi w konsekwencji zapomnienie o człowieku. A skutki tego są zawsze tragiczne.

To dlatego z takim niepokojem wszyscy ludzie znający historię i zatroskani o losy narodów europejskich, w tym także naszego narodu, który był szczególną ofiarą bezbożnych totalitaryzmów – przyjęli wiadomość o tym, że w preambule uchwalonej, chociaż jeszcze czekającej na zatwierdzenie narodów, konstytucji rozszerzonej Unii Europejskiej, nie znalazło się miejsce na odniesienie do Boga i na wzmiankę o chrześcijaństwie.

Preambuła wyznacza kierunek

Brak odniesienia do Boga i wzmianki o chrześcijańskich korzeniach całej kultury europejskiej w preambule do konstytucji Unii nie może być traktowany w kategoriach samej tylko symboliki, nie mającej większego znaczenia dla ustawy zasadniczej.

Preambuła w konstytucji każdej wspólnoty ma bowiem do spełnienia bardzo poważną rolę. Jest ona czymś w rodzaju konstytucji dla danej konstytucji. Pierwszym jej zadaniem jest wskazanie na zasady, z których wyrosła dana wspólnota, jej państwo oraz decydująca o jej tożsamości narodowej kultura; zadaniem drugim preambuły konstytucyjnej jest natomiast wyznaczenie ideowego kierunku rozwoju danej wspólnoty oraz granic etycznych, których nie może przekroczyć jej prawodawstwo.

Nie z innych powodów, ale właśnie dlatego niechrześcijańscy – co jest paradoksem – przywódcy chrześcijańskiej jeszcze w 80% Europy tak zawzięcie przeciwstawiali się wprowadzeniu Boga do konstytucji. Oni byli świadomi, że odwołanie się do Boga miałoby bardzo konkretne konsekwencje. Nie pozwalałoby bowiem na zgodne z prawem ateizowanie prawodawstwa i życia narodów europejskich, o co tak naprawdę tym przywódcom chodzi.

Pozory dialogu i demokracji

Niektórzy Europejczycy, w tym także chrześcijanie, powiadają, że faktu niewprowadzenia Boga do konstytucji, która ma obowiązywać narody europejskie, nie należy demonizować, skoro 51. jej artykuł stwierdza, że Unia szanuje i nie narusza statusu Kościołów i stowarzyszeń oraz wspólnot religijnych. Zobowiązuje się przy tym prowadzić z nimi otwarty i regularny dialog.

Ten rzekomy dialog władze różnych unijnych krajów prowadzą już od lat. Ale czy dialog ten ma jakiekolwiek znaczenie, skoro władze te nie liczą się zupełnie z głosem Kościołów, skoro wbrew ich protestom uchwalają i wprowadzają w życie sprzeczne z prawem naturalnym i Dekalogiem prawa, takie chociażby, jak prawo do aborcji na życzenie, prawo do eutanazji bądź prawo do tzw. małżeństw homoseksualnych? Czy ten dialog ma jakiekolwiek znaczenie, skoro w majestacie prawa wyrzucają symbole religijne z życia publicznego; skoro uparcie spychają religię do sfery czysto prywatnej; skoro lekceważą i dyskryminują na różne sposoby ludzi publicznie przyznających się do wiary religijnej itd.? To, co było nie do pomyślenia jeszcze kilkanaście lat temu, dziś jest faktem.

Lęk i obawy

Biorąc to wszystko pod uwagę, chrześcijanie mają prawo obawiać się, że będą coraz bardziej, tak jak to było w komunizmie, spychani na margines życia publicznego. Mają prawo obawiać się, że siły głoszące kompletny relatywizm poprawności politycznej, złączone z pogańskim liberalizmem, a rządzące dziś przywódcami wielu narodów, wielkimi finansami i potężnymi mediami, zaczną cenzurować samą Ewangelię. Kto wie, czy nie zakażą, pod odpowiedzialnością sądową, głoszenia prawdy o tym, że po śmierci będzie życie pozagrobowe, że każdego czeka Boży sąd, że Bóg jest nie tylko miłosierny, lecz także sprawiedliwy, że jest nie tylko niebo, lecz także wieczna kara. Mogą to uczynić w rzekomej trosce o dobre samopoczucie bezbożników. Zresztą, takie fakty już się zdarzają w niektórych krajach. Kościół nie ma wątpliwości, że to, co cesarskie, należy się cesarzowi, ale nie to, co Boże – nie ludzkie dusze i ludzkie sumienia.

Chrześcijanin ma być świadkiem Chrystusa

Kościół głosi, że żaden chrześcijanin nigdy, w żadnych okolicznościach, nie powinien wypierać się swojego Bożego dziecięctwa; nigdy i wobec nikogo nie powinien się wstydzić Ewangelii. Jak mówi św. Paweł, Ewangelia jest głupstwem dla pogan i zgorszeniem dla żydów, ale nie dla nas. Dla nas jest największym skarbem, podobnym do ewangelicznego skarbu wykopanego z ziemi, do najpiękniejszej perły z przypowieści Chrystusa, cenniejszej niż wszystkie inne perły na świecie. Dla nas Ewangelia jest życiem i światłem.

Jako chrześcijanie nie możemy przepraszać zsekularyzowanego świata za to, że żyjemy, i dziękować mu za to, że pozwala nam żyć na swoim marginesie. To nie Kościół ma się usprawiedliwiać przed światem z tego, że głosi Ewangelię. To zsekularyzowany świat powinien się usprawiedliwiać przed Kościołem za to, że przez swoje bezbożne prawa niszczy Boży porządek stworzenia.

Moc Ewangelii

W oczach ludzkich Ewangelia wydaje się słaba i bezradna. Tymczasem jest ona wielką siłą, jest mocą dającą zbawienie. Szanse wpływania Ewangelii na losy świata wydają się współczesnym bezbożnym żadne, a tymczasem są one ogromne, bo Ewangelia nie jest produktem ludzkim, lecz pochodzi od Wszechmocnego Boga. Pierwsi chrześcijanie, a była ich zaledwie garstka, garstka ludzi bez żadnego znaczenia politycznego, społecznego, gospodarczego i wojskowego – nawrócili potężny, mądry, cyniczny, bogaty starożytny świat. Uczynili to nie za pomocą programów oraz strategii politycznych i socjalnych. Nie, oni po prostu wierzyli w Chrystusa, Syna Bożego, który umarł za ludzi na krzyżu, zmartwychwstał oraz pozostał w Kościele i w życiu każdego z nich. Według tej wiary żyli w wielkoduszności i serdeczności z bliźnimi. I to zmieniło oblicze ziemi.

My także przede wszystkim potrzebujemy żywej wiary. Wiary, którą będziemy otwarcie w każdej chwili wyznawali i według której będziemy żyli: czcząc jedynego Boga, świętując dni Jemu poświęcone, nie zdradzając, nikogo nie krzywdząc, nie oszukując, nie kradnąc, nie kłamiąc, uczciwie pracując, nie ulegając nałogom, dobrze wychowując dzieci, nie oczerniając bliźnich i wspierając ich na miarę swoich możliwości.

Współczesnemu człowiekowi i każdemu z nas potrzebna jest, dosłownie jak powietrze, gotowość do słuchania Ewangelii i do przyjęcia jej w swoim życiu. Tylko tak możemy zreformować świat. Wszelkie inne próby jego reformowania skazane są na niepowodzenie. Nie pieniądz, nie pęd do dobrobytu, nie pozbawiona wszelkich hamulców samowola moralna – nazywana dziś przez wielu wolnością – może zbawić i uczynić szczęśliwym człowieka, lecz tylko Chrystus i Jego Ewangelia.

Nie wstydźmy się Chrystusa

Do swojej zbawczej misji Chrystus potrzebuje nas, chrześcijan. Potrzebuje naszych umysłów, naszych rąk, naszych serc, naszych zdolności i talentów. Nie wahajmy się czynić dobra. Nie wstydźmy się przyznawać do Chrystusa. Bądźmy Jego świadkami. Nie bójmy się powiedzieć „nie” temu złu, które nas kusi ze wszystkich stron. Tylko niewolnik zawsze mówi „tak”. Człowiek wolny potrafi powiedzieć „nie” temu, co niszczy jego duszę. Żyjmy po Bożemu. Miejmy odwagę cywilną do wyznawania naszej wiary i życia zgodnie z nią. Taka odwaga w wyznawaniu wiary potrzebna jest chrześcijaninowi nie tylko wobec prześladowców grożących mu śmiercią i cierpieniami za jej wyznawanie. Taka odwaga potrzebna jest mu także wobec szyderców, szydzących z jego wiary, wobec pełnych ironii uwag ze strony znajomych, a czasami nawet wobec krewnych, mających mu za złe wierność Bożym przykazaniom. Jak napisał kiedyś znakomity myśliciel Henri de Lubac: „Czasami trudniej i ciężej jest świadczyć o swojej wierze wobec szyderczych uśmiechów ze strony braci niż wobec wrogiego trybunału”.

Pamiętajmy o tym, że to nie wina liberalnych ateistów i bezbożników, że świat się sekularyzuje, że odchodzi od Boga, że ustanawia bezbożne prawa, że nie wprowadził do konstytucji unijnej odniesienia do Boga. W pierwszym rzędzie to wina tych biernych i tchórzliwych chrześcijan, którzy nie bronią Chrystusowej wiary i moralności. Zawsze tak było w historii, że siła zła płynęła ze ślepoty, lenistwa i tchórzostwa dobra.

Chrześcijanie mają głos

Skoro w Europie jest ok. 80% chrześcijan, skoro w naszym kraju jest ponad 90% katolików, to kto wybiera do parlamentów bezbożników? Kto im daje władzę? Kto pozwala im ustanawiać bezbożne prawa? Kto kupuje i czyta pełne pornografii i nienawiści do Kościoła pisma? Kto godzi się na to, że jakaś grupka nienawidzących proboszcza w tej czy innej parafii ludzi wzywa na pomoc bezbożne, pędzące za sensacją media, żeby dokonać nad nim swoistego samosądu i skompromitować Kościół? Kto głosuje na takich polityków, których cały program polityczno-społeczny wyraża się w żądaniu aborcji na zawołanie, w promowaniu homoseksualizmu oraz w ciągle tej samej, poczynając od Lenina i Stalina, a na współczesnych lewakach kończąc, bolszewickiej nienawiści do Kościoła, będącego przecież przez tysiąc lat siłą i ostoją polskości, który chcieliby skompromitować, obłożyć kontrybucjami i podeptać – jak to czynili ich ideologiczni ojcowie przez całe dziesięciolecia? W sytuacji, gdy służba zdrowia jest w głębokiej zapaści finansowej, a wielu ludzi nie ma pieniędzy na zbyt drogie lekarstwa ratujące życie, budżetowe pieniądze politycy ci przeznaczają na refundację środków antykoncepcyjnych. Kto takim ludziom daje do ręki władzę w chrześcijańskim w dziewiędziesięciu kilku procentach kraju? Nikt inny przecież jak tylko my, chrześcijanie.

Największy grzech – obojętność

W naszych czasach najgorszym zagrożeniem dla chrześcijaństwa nie jest wojujący ateizm, lecz obojętność religijna ludzi, którzy uważają się za chrześcijan, ale żyją jak bezbożni poganie i niczym się od nich nie różnią. Którzy tak jak bezbożni poganie kradną i oszukują, dokonują malwersacji i krzywdzą bliźnich; którzy tak jak poganie zamiast na Mszę św. pędzą w niedzielę do supermarketu; którzy tak jak poganie zamiast Pana Boga czczą złotego cielca; którzy tak jak poganie nie modlą się do Boga i wyrzucili Go już ze swojego codziennego życia.

Nie ma nic gorszego dla chrześcijaństwa jak źli chrześcijanie!

W sytuacji, gdy nasz świat ogarnia cywilizacja śmierci, my, chrześcijanie, musimy się obudzić do żarliwej wiary. Nie pozostawajmy ze swoją wiarą na marginesie życia społecznego i politycznego, lecz wchodźmy w nie, zabierajmy głos, idźmy do wyborów, głosujmy w nich na prawych, po chrześcijańsku żyjących ludzi. Łączmy się z innymi ludźmi dobrej woli. Nie pozwólmy się zepchnąć na margines życia publicznego.

Nasze życie – świadectwem naszej wiary

Wszędzie, gdzie żyjemy i pracujemy, pokazujmy ludziom Chrystusa przez swoje piękne, uczciwe życie. Módlmy się i uczmy modlitwy bliźnich. Pomnażajmy swoją wiedzę religijną i pouczajmy o Chrystusie innych. Pielęgnujmy znaki naszej wiary w domu i poza domem. Nie poddawajmy się pogańskiemu sposobowi spędzania niedzieli. Chrońmy życie ludzkie we wszystkich wymiarach, zagrożone dziś tak bardzo, zwłaszcza u jego początku i kresu, przez aborcję i eutanazję, i sprzeciwiajmy się zbrodniczym doświadczeniom na ludzkich embrionach. Zachowujmy wierność małżeńską. Pielęgnujmy nasze chrześcijańskie rodziny. Wspierajmy solidarnie ludzi potrzebujących: chorych, samotnych, bezrobotnych i pokrzywdzonych przez życie. Wspomagajmy media katolickie i brońmy je przed ustawicznymi atakami wrogich im sił.

I zawsze, w chwilach dobrych i złych, w dobrym zdrowiu i w cierpieniu, prywatnie i publicznie, w życiu społecznym i politycznym, w domu i na uniwersytecie, będąc skromnym pracownikiem i pełniąc najwyższe urzędy, idąc do pracy i biorąc kartę wyborczą do ręki – nie zapominajmy o tym, że jesteśmy chrześcijanami i że tylko wtedy, gdy publicznie przyznamy się do Chrystusa, On przyzna się do nas na Bożym sądzie, przed którym stanie na pewno każdy człowiek.

Bp Stanisław Wielgus

Artykuł w wersji oryginalnej na Onet .pl