kosztowanie Boga …

“Pseudo- Dionizy powiada w traktacie O imionach Bożych, że Bóg nie ma imienia i równie dobrze wolno Go nazywać każdym imieniem, jak i odmówić jakiegokolwiek imienia; skoro nasze myślenie nie potrafi uchwycić boskiej jedności, to żadne twierdzenie ani żadna negacja nie może być właściwie o Bogu wypowiedziana. Dlatego też zaleca nam, byśmy powstrzymywali się od mówienia i myślenia o Bogu czegokolwiek, czego On sam nie zechciał nam objawić w Piśmie Świętym ” (L. Kołakowski, Jeśli Boga nie ma… )

Wydaje się oczywiste, że wszelkie nasze rozważania o Bogu, refleksje nad Jego Słowem muszą mieć swoje źródło w Objawieniu. Nie mamy innego dostępu do rzeczywistości nadprzyrodzonej. Nie istnieją inne kanały kontaktowania się z Bogiem poza tymi, które On sam wyznaczył. I najostrożniejsze byłoby pełne czci milczenie wobec Najwyższego Majestatu. Mówi się o przewadze oratio mentalis nad modłami słownymi i głoszeniem… Ale sam Chrystus nakazał, żeby iść na cały świat i głosić Ewangelię. Powszechnym obowiązkiem każdego wierzącego, a szczególnym, “zawodowym” duchowieństwa jest przepowiadanie Bożego Słowa.

Farrer stwierdza, że “mowa jest bytem ludzkim i w sposób jedyny w swoim rodzaju objawia resztę tego bytu”. Wypowiadając Słowo Boże, komentując je, odsłaniamy wewnętrzne duchowe zasoby. Słowo Boże jest absolutnie doskonałe, a my, przekazując je, próbując oddać tę niepojętą kompletność, dokonujemy jakby emanacji słownych. Ich jakość zależy od tego, czy mieszka w nas Boży Duch.” Ten tylko jest żywy, w kim mieszka Pan. Nikt inny nie jest naprawdę żywy” (Adi Granth). Człowiek naprawdę żywy nie wyrządzi “krzywdy ” Bożemu Słowu.

Jesteśmy z rodu Boga i jeśli tylko z obfitości serca mówią usta, nie musimy lękać się logicznej niespójności i nieporadności naszych przekazów, bo Prawda przemawia sama i każdy kto z niej, słyszy jej głos.

“Podmiotem Bożego Słowa jest Bóg – inaczej mówiąc; stwierdzamy przemawianie Boga. Tam, gdzie to ma miejsce, mówienie i w ogóle zdolność mówienia u człowieka, podobnie jak jego przygodność odnoszona jest do Boga. Ale i tutaj pojawia się pytanie, jaka relacja zachodzi między Bożym Słowem a Bożą rzeczywistością. Czy Słowo jest rzeczywistością własną, odrębną od Boga, czy też jest to ostatecznie Bóg sam, który w swoim Słowie jest działającym i sprawiającym (H. Waldenfels SI ).

Skoro wypowiadanie Bożego Słowa to swoiste fruitio Dei – kosztowanie Boga samego, wydaje się zrozumiałe, że człowiek zobowiązany jest z najwyższym szacunkiem i miłością wydobywać te święte zasoby z Biblii, czy innych natchnionych źródeł.

“Sitz in Leben prawdziwej teologii wg. Jezusa jest nie akademickie mówienie o Bogu, ale rozmowa z Bogiem, modlitwa” ( H.Waldenfels SI ). Jeśli Słowo Boże utożsamia się z Bogiem, każda nasza wypowiedź radykalizuje się. Nasza własna wrażliwość staje się filtrowana oczyma Boga i zaangażowana w sprawy rangi nadprzyrodzonej.

“Nasz Bóg nie milczy, przybędzie i głos swój podniesie “( Ps 50[49] , 3 ). Głos ten aktualizuje to, co ogłasza i w każdym przypadku osiąga swój cel. Słowo Boże bezpośrednio oddane do dyspozycji człowieka, rozszerza się ku eschatologicznej obietnicy. Jeśli tylko człowiek nabożnie je rozważa i wypowiada, otrzymuje dla ponadzmysłowego obrazu odpowiednie słowo ludzkie. I wówczas Słowo Boże staje się dostrzegalne i przekazywalne. Możemy wtedy powiedzieć za Wittgensteinem, że “Kiedy nie usiłujemy wyrazić niewyrażalnego, nic się wtedy nie traci, niewyrażalne zostaje niewyrażalnie zawarte w tym, co wyrażone “.

W ostateczności jest chyba tak, że Słowo Boże będzie skuteczne tylko wtedy, gdy odbiorca otwiera się z najszczerszą, ostateczną i niepowątpiewalną ufnością na jego dotyk. Słowo Boże jest wówczas trwałym, absolutnym przypominaniem, napominaniem i niezawodną obietnicą. Jest autentycznym budulcem tylko dla tych, którzy naprawdę pragną je spożytkować dla spełnienia swej egzystencji w Chrystusie.

“Można pytać, czy mówienie o Słowie Boga nie wciąga go w sposób niewłaściwy w dzieje świata i do nich nie przywiązuje, jako że słowo, które nie tylko metaforycznie jest słowem, mając być zrozumianym przez człowieka, może być niezrozumiane, a tym samym po ludzku nadużywane. Czy to wszystko nie jest obrazą majestatu Boga? “- pyta E. Biser.

Waldenfels odpowiada, że “jakkolwiek Słowo Boga, a tym samym Bóg w osobie Jezusa jest wydany człowiekowi, to jednak Słowo Boże jako Słowo Boga pozostaje faktycznie poza ludzką władzą “.

Nie może więc paść ofiarą dociekliwości sceptyków, nieudolności kaznodziejów czy jakichkolwiek zawinionych czy niezawinionych manipulacji. Słowo płomiennego Majestatu Jahwe jest ogniem trawiącym, któremu nikt i nic zagrozić nie może. Chociaż dialektyka myślenia biblijnego, ten szczególny rys wypowiedzi o obrazie Boga – odległość i bliskość, zbliżenie i oddalenie, zrozumienie i niezrozumienie wciąż będzie rodzić w człowieku wątpliwości, czy nie nadużył, nie zdefraudował powierzonego mu skarbu, czy nie zrobił z niego złego użytku. Jedyne co może człowiek zrobić, to czystym sercem, otwartym umysłem czerpać z tego nieskazitelnego, niewyczerpanego Źródła.

Izrael pojmował Słowo Boga jako rzeczywistość ponad wszelkimi ziemskimi przemianami, jako wiecznotrwałe dziedzictwo. Jako rzeczywistość, która dzięki swemu przymiotowi oznaczania i podtrzymywania istnienia została uznana jako moc konstytuująca egzystencję. I my tak powinniśmy ją pojmować.

Jolanta Lesiuk
silence78@wp.pl