Hominem quero III

“Bóg i ludzkość są jak para zakochanych, która wciąż myli miejsce spotkania “- zauważa S.Weil. Czy takie spostrzeżenie jest dzisiaj aktualne? Czy człowiek stara się przypomnieć sobie gdzie umówił się z Panem?

Obserwując współczesne imperium przyjemności można odnieść wrażenie, że spotkanie z Bogiem staje się dla wielu uciążliwością, a Jego przykazania nienawistnym ciężarem. Sunie przez świat nieustannie parada nieufności wobec wszystkiego, co święte. Poklask zyskują ci, którzy bezceremonialnie obnażają swoje wady, przedstawiają je jako widowiskowe atrakcje. Szczycą się czystym sumieniem -bo nie używanym. Regułą staje się brak reguł. W powszechnym zamieszaniu opanowuje człowieka “delirium niewiności”. Panuje, owszem, atmosfera powszechnej przychylności -pokaż mi swoje słabości, a ja tobie swoje- wymienimy się tym negatywnym “bogactwem”. W atmosferze permanentnego niżu moralnego człowiek ma za “słabą głowę “i za słabą wolę do wysiłków. Wiszą nad nim chmury zalewające go falami beznadziejnej skończoności, ale w długiej kolejce usłużnie czeka przecież nieskończona oferta “absolutów gasnącej doskonałości”. I zaczyna się człowiekowi wydawać, że o to właśnie chodzi, by jakaś “wartość” zawitała na chwilę w jego życiu i ustąpiła miejsca nowemu towarzyszowi zepsucia. W ten sposób może się stawać człowiek swoistym odkurzaczem, który wsysa do swojego wnętrza jednorazowe prawdy, pozorne dobra. Rośnie z nich w ludzkiej duszy góra śmieci, wysypisko, z którym sam sobie już nie radzi.

Ale Pan wciąż sączy do duszy błękitne kropelki łaski. Może się więc zdarzy, że w swoim śmietniku zauważy człowiek drogocenną perłę i skonstruuje wewnętrzny buldożer, który bezpardonowo rozprawi się z wszystkimi nieczystościami. A wtedy Bóg, który kocha naczynia puste, napełni je Sobą. Zrozumie wówczas, że ponad prawem do użycia (który mylnie nazywał życiem) jest miłość. Zrozumie, że tu chodzi o miłość.

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl