Dzieci w objęciach Chrystusa

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże” (Łk 18, 16).

W pierwszej zwrotce mojej piosenki „Nie zabraniajcie im” usiłowałem sparafrazować epizod, który został odnotowany przez wszystkich synoptyków (por. (Mt 19,15-17; Mk 10, 13-16; Łk 18,15-17). „Zmęczony był Jezus, gdy dzieci wesołe prosiły, by im błogosławi, przegnać pragnęli je apostołowie, a Pan wtedy powiedział tak: Nie zabraniajcie im przychodzić do mnie, nie zabraniajcie im, Ja czekam tu. Ja takim niebo dam, nagrodą będę sam, Ja przecież po to wciąż przemierzam świat”.

Widocznie scena Pana Jezusa z dziećmi wywarła na Jego uczniach wielkie wrażenie, bo ją zapamiętali, bądź też mieli wyrzuty sumienia, iż dzieciom zabraniali przychodzić do swojego Mistrza? Jest pewne – dzieci w życiu Chrystusa zajmowały miejsce wyjątkowe. Nie tylko miał dla nich czas (chociaż był zmęczony). Nie tylko je brał w objęcia. Nie tylko kładł na nie ręce. Nie tylko je błogosławił. Ale nadto stawiał je dorosłym jako wzór do naśladowania: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3).

Dzieci zajmują również wyjątkowe miejsce w życiu Kościoła. Nikogo nie trzeba przekonywać jak ważna jest katechizacja szkolna i przykościelna. Kościół zajmuje się dziećmi przez specjalne nabożeństwa, spotkania, rekolekcje oraz inne poczynania duszpasterskie. Małe dzieci mają swoje święto w Młodzianków (28 grudnia). Natomiast wszystkie kalendarze (katolickie i liturgiczne także) odnotowują Międzynarodowy Dzień Dziecka w dniu 1 czerwca.

Zapytajmy – jak się dzieci mają we współczesnym świecie? Różnie. W wielu zakątkach naszego globu dzieciom dzieje się źle. Znamy dzieci żebrzące na ulicach wielkich miast, dzieci pracujące w kopalniach i fabrykach, dzieci-żołnierzy z karabinami na wojnach. Statystyki są przeraźliwe. Obecnie ponad 300 milionów dzieci na świecie chronicznie cierpi głód. Pan Jezus po swoim Zmartwychwstaniu pytał swoich uczniów: „Dzieci, czy macie co na posiłek?” (J 21, 5). Kto dzisiaj ma się zatroszczyć o posiłek dla dzieci? Około 170 milionów z nich do szkoły idzie z pustym żołądkiem. Każdego roku, jedynie we wszystkich afrykańskich państwa położonych na południe od Sahary, umiera z niedożywienia 26 milionów dzieci. Przeszło 130 milionów nie chodzi do szkoły. Milion z nich jest nosicielami wirusa HIV. Drugi milion jest zatrudnionych w azjatyckim „seks-biznesie”. Dramatyczna sytuacja dzieci dotyczy nie tylko tzw. biednych krajów Trzeciego Świata. Np. w USA co dwie godziny jakieś dziecko ginie od strzału z broni. W Rosji prawie 2 miliony dzieci nie ma „domu”. W niedzielę 27 stycznia br. TVP pokazała reportaż o „moskiewskich sierotach ulicy”. Komentator powiedział, że władze miasta problem rozwiązały wprowadzając od godziny 23 „godzinę milicyjną” dla dzieci poniżej 16 roku życia. „I mają czyste sumienie” – zakończył.

Jak to jest z naszym sumieniem?

W Polsce też jest różnie, jak na całym świecie, ale ostatnie dziesięciolecie jest w tym zakresie niepokojące. Przede wszystkim dzieci jest za mało. Demografowie biją na alarm. Nad Wisłą i Odrą długo nie będziemy krajem 40 milionowym. Żeby liczebność narodu utrzymać na niezmiennym poziomie, to na 100 kobiet w wieku płodności powinno przypadać przynajmniej 211 dzieci. Niestety rodzi się tylko 150 i liczba ta wciąż się kurczy. Polityka rodzinna nie sprzyja dzietności. Rządzący skrócili urlopy macierzyńskie. Ustawa antyaborcyjna, owszem obowiązuje, ale proceder nielegalnej aborcji kwitnie. Wystarczy sięgnąć po jakąkolwiek gazetę lokalną i zawsze się „znajdzie” kilka telefonów: ginekolog, zabiegi, dyskretnie, profesjonalnie.

A co się dzieje z dziećmi, którym „pozwalamy żyć”? Czy rodzina, szkoła, parafia i całe społeczeństwo naprawdę robi wszystko by „w zdrowym ciele był zdrowy duch?” Niestety w naszych rodzinach jest wiele patologii a nawet przemocy. „Czystego sumienia” dorosłym nie dają akcje typu: drugie śniadanie w szkole, duchowa adaptacja, pomoc dzieciom na misjach itd. Najważniejsze jest wychowanie. Ale wychowanie to nie jest tresura. Jeśli chcemy mieć dobrych obywateli, dobrych katolików, i w ogóle dobrych ludzi, to musimy młodym dać dobry przykład. Gdy zapytano wielkiego Alberta Schweitzera jak należy wychować młode pokolenie, to powiedział: „przez dobry przykład” i powtórzył to trzy razy. Gdyby nas naszły pokusy „gorszenia maluczkich” to przypomnijmy sobie ostrzeżenie Pana Jezusa: „Biada światu z powodu zgorszeń! Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza”. Tę wypowiedź również odnotowują wszyscy synoptycy (por. Mt 18,6-7; Mk 9, 42; Łk 17, 1-2). Od Pana Jezusa uczmy się dobroci dla dzieci i zapamiętajmy Jego słowa: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

Waldemar Wesoły SVD

z: “Misjonarz” 6(2002), s.16-17.

Artykuł powyższy pochodzi ze strony O. Zdzisława Grad SVD . Za jego pozwoleniem.