Dokąd się pchamy?

Od kilku lat Polska wchodzi do Europy. Co to znaczy? Poszukujemy możliwości ekonomicznego zjednoczenia z Europejską Wspólnotą Gospodarczą, zabiegamy o przyjęcie do NATO, z niepokojem i nadziejami śledzimy wypowiedzi kolejnych polityków, (Kohl, Królowa Anglii), którzy obiecują nam rychłe zjednoczenie, włączenie, zespolenie itp. Z obrzydzeniem i wewnętrznym sprzeciwem słuchamy wypowiedzi niektórych radzieckich harcowników politycznych o “skundlonej Polsce”. Tak bardzo chcemy być na europejskim poziomie, każdego, kto kocha Ojczyznę i próbuje żyć w zgodzie z przykazaniami, chrzcimy ksenofobem czy zacofanym klerykałem. Ale o co naprawdę w całej tej zabawie chodzi?

Oczywiście, że żadne nowoczesne państwo nie może być samowystarczalne i absolutnie niezależne (gospodarczo, kulturowo itp., itd.) od swoich geograficznych sąsiadów. Należy się jednak zastanowić, czy wszystkie alianse i mariaże są właściwe i pożądane. Może by tak przywołać na pamięć najnowszą historię Polski i tę przedwojenną, wojenną i powojenną. Jak wyszliśmy na przedwojennych aliansach z obiecującymi nam teraz złote góry Francuzami czy Anglikami? Jakie były efekty naszych wojennych aliansów tak ze wschodem, jak i z zachodem? Co wynieśliśmy z 45 letniego, przymusowego mariażu z naszym wschodnim bratem? Gdzie była pomoc dla Polski spacyfikowanej w latach 39-45? Kto i jak zatkał gębę Stalinowi w Jałcie i Poczdamie? Gdzie utonęły pieniądze z planu Marchalla? Czyż niczego nigdy się od historii nie nauczymy? Czyż tak krótką mamy pamięć? Nie chodzi o rewanżyzm i przypominanie stale tego co było, ale o ostrożność i przezorność. Ale zostawmy historię historykom, oni się lepiej na tym znają. Zobaczmy co dzieje się współcześnie i o co w całej tej hecy “zjednoczona Europa” chodzi?

Od kilkunastu lat mam okazję przyglądać się tejże Europie z bliska i z daleka. Z bliska, bo jakiś czas byłem w Niemczech, w Belgii, Francji, później także w Anglii. A więc rzeczywiście z bliska. Pracując zaś przez cztery lata w Zairze, a teraz od dwóch lat w Tanzanii “oglądam sobie tą że Europę i jej poczynania” z daleka. I muszę szczerze przyznać, że tak z bliska, jak i z daleka -delikatnie mówiąc- jestem raczej zdegustowany Europą i wolałbym aby mój kraj ojczysty do Niej nie należał. I może należałoby powiedzieć wprost i uczciwie, że to nie o jedność narodów i kultur chodzi w całej tej nagonce na zjednoczenie, ale o forsę, o interesy wielkich konsorcjów przemysłowych. A jak to zwykle bywa w interesach nie ma miejsca ani na miłość, ani delikatność (chyba tylko w powiedzeniu Anglików, że między gentelmenami o pieniądzach się nie mówi), ani na absolutnie żadne altruizmy. To przecież pieniądz rządzi całym tym kołowrotem i nie ma absolutnie żadnego znaczenia jak będzie on robiony, byle było go dużo i byle pozostawał we właściwym miejscu, we właściwych bankach i we właściwych rękach. Czy to na pornografii, czy na narkotykach, na alkoholu nielegalnie do Polski wwożonym, czy na rozrywce (a raczej rozpuście), na informacji (lub dezinformacji), na prawdzie (a raczej na kłamstwie), wszystko jedno na czym … pecunia non olet, jak mawiali starożytni Rzymianie, którzy wymyślili opłaty za szalety miejskie. Zobaczmy więc może czym nas ta szlachetna i zjednoczona Europa zalewa. Będąc ostatnio w Polsce, z przerażeniem oglądałem pisemka w rodzaju “Bravo” i innych szmatławców (nazywajmy rzeczy po imieniu) kupowane przez moje siostrzenice w tajemnicy przed ich Matką. Z jeszcze większym przerażeniem oglądałem, wystawy ulicznych kiosków i niektóre programy telewizyjne, reklamy i całe to bla, bla, bla. Jadąc z Warszawy do Krakowa, naliczyłem 36 ogromnych plakatów reklamowych “Czas na lodowe szaleństwo”, na których (podpisana) Pani Kasia Figura, zachęcała swoimi gorącymi wdziękami do kupna zimnych lodów Schöller’a. Rzeczywiście oglądając tak gorące wystawy i reklamy trzeba się naprawdę ochłodzić i spojrzeć na całe to nachalne podgrzewanie Polaków, zimnym okiem. To fakt, że nigdy nie lubiłem komunistycznej papki lejącej się z telewizorów i w latach 1980 – 88 (czas Solidarności) nie oglądałem po prostu TV na znak protestu przeciwko temu bełkotowi a i dlatego, żeby się nie nabawić wrzodów na żołądku. Ale i to co widziałem teraz, zionie przerażającą pustką, nijakością, płytkością i miałkością. To w wielu wypadkach po prostu dno i pranie mózgów. Już nie wrzodów na żołądku można się nabawić, ale schizofrenii. Wystarczy przecież tylko szerzej otworzyć oczy i przefiltrować co nieco z tego, co płynie do nas ze “srebrnego ekranu”, aby z osłupieniem stwierdzić, że większość całej tej europejskości to nic nie warte i beznadziejne hasełka i slogany, pustka, bełkot, pomyje lejące się bez ładu i składu a nade wszystko ordynarne robienie forsy. Bo o pieniądzach (między dżentelmenami) się nie rozmawia, ale forsę się robi, brutalnie i na chama.

Kiedyś, będąc w Zairze oglądałem w TV francuskiej (retransmitowanej przez stację w Lubumbashi) reklamę szminki NIEZMYWALNEJ!!! Cena jednej sztuki 50 dolarów. Niedużo !!! Tylko, że za te same 50 dolarów ja mogłem kupić kilkadziesiąt kilogramów mąki kukurydzianej dla moich (adoptowanych) dzieci i utrzymać je przez kilka tygodni. Podobnie zdumiony byłem oglądając jakiś wywiad z jedną z polskich pań aktorek (już w Polsce ubiegłym roku). Płakała bardzo, jak to mało zarabia jako aktorka, jak bardzo sztuka u nas w Polsce “jest nie w cenie”. A na zakończenie poskarżyła się, że za premię jaką otrzymała (150 dolarów) kupiła sobie zaledwie blezerek (taka kolorowa szmatka), ale i tak bardzo się cieszy, bo przynajmniej “tak europejsko wygląda” w takim modnym ciuszku. A mnie znowu przed oczyma stanęli moi zairscy znajomi, gdzie górnik w kopalni miedzi zarabia miesięcznie 10 dolarów i ma do wyżywienia 11 osobową rodzinę. Ale nie trzeba może aż tak daleko szukać. Zadajmy sobie pytanie ile wynosi miesięczna renta przeciętnego polskiego staruszka, który całe swoje życie pracował uczciwie i opłacał ZUS-owskie składki? Moja Matka ma np. ok. 2 milionów starych złotych. To przecież nawet nie 150 dolarów. I ona niestety nigdy nie pozwoli sobie na to, żeby “wyglądać europejsko”. Tacy sami chrześcijanie żyją w Polsce, we Francji i w Zairze. A to co się tu, w Afryce dzieje, to przecież nie wynik ani diabelskiej, ani niebiańskiej polityki, tylko oczywiście wynik polityki między innymi europejskich mocarstw, które z tak wielką troską wypowiadają się na temat pokrzywdzonych, prześladowanych (mamy przecież Amnesty International), niedożywionych i głodujących. Oficjalnie posyłano do Burundi i Rwandy mąkę (sam widziałem jak samoloty zrzucały po kilka worków mąki dziennie). Ale nieoficjalnie i potajemnie przysyłano broń i amunicję tak dla zwolenników, jak i dla przeciwników zabitego prezydenta, tak dla Hutu, jak i dla Tutsi. Europejską broń … pecunia non olet. Albo ten cały wielki krzyk o przeludnienie na świecie. A przecież wystarczy sobie powiedzieć, że na świecie nie ma za dużo ludzi, ale na pewno jest za dużo egoistów. A krajom trzeciego świata lepiej dać środki antykoncepcyjne (tegoroczny prezent dla Tanzanii to 40 milionów prezerwatyw, dla kraju trzy razy większego od Polski – gdzie mieszka około 30 milionów ludzi) aby się za bardzo nie mnożyli, a wtedy inni będą mogli bez problemów mnożyć swoje fortuny.

Pamiętam też jak Europejska Wspólnota Gospodarcza przysłała nam do Kolwezi kilkadziesiąt ton mąki. Że mąka pszenna i ludzie nie wiedzą co z tym robić, nie szkodzi. Podstawą wyżywienia z Afryce nie jest chleb, ale bukari-ugali robione z mąki kukurydzianej i maniokowej. Ostatecznie można ludzi nauczyć piec chleb. Tylko, że te kilkadziesiąt ton mąki, to był transport mąki stęchniętej, przeterminowanej, czy źle składowanej, z której nie dało się upiec chleba. Próbowaliśmy na różne sposoby, ale stale bolały nas żołądki i mieliśmy biegunkę. W końcu poprosiliśmy jednego zawodowego piekarza (Belga) o radę. Powiedział tylko: “To skandal, z tej mąki nigdy nie będzie chleba. Ktoś w EWG pozbył się starych zapasów, a zrobił to z zyskiem, bo przekazanie czegoś na pomoc charytatywną zwalnia przekazującego od podatków.” Będąc w ub. roku w Anglii, gdzie przez kilka miesięcy o niczym innym się nie słyszało tylko o “Britisch Beef Ban” – zakazie sprzedaży angielskiej wołowiny wydanym przez EWG, myślałem sobie: ile z tej zakazanej wołowiny brytyjskiej wylądowało jako pomoc charytatywna w krajach trzeciego świata? W Anglii było kilkanaście wypadków śmiertelnych spowodowanych prawdopodobnie tym mięsem, ale kto tam będzie w Zairze, Somalii, czy Czadzie badał przyczyny śmierci kilku zagłodzonych murzynów?

I znowu przypominam sobie, co spływa do nas z tego oświeconego i dobroczynnego zachodu, ochłapy i to nie tylko jadalne, ale i całkowicie niestrawne, odpadki kultury i subkultury, sekty różnego pokroju i maści, które pod pozorem wyższej świadomości i duchowości rozbijają jedność narodu i rodzin, pomyje moralne i rozluźnienie, relatywizm w opakowaniu tolerancji i wolności, a wszystko to obficie zalewane (bo już nie zakrapiane) nielegalnie wwożoną wódeczką (ileż to afer nie może się doczekać rozwiązania, kto dawał pozwolenia?) Już Hitler, Göering i Stalin wiedzieli, że Polakom wystarczy po 2 litry wódki miesięcznie na głowę, żeby mieć ich w ręku. A przecież ta oświecona Europa serwuje nam jeszcze narkotyki, wolną miłość i kondomy – oczywiście dla ochrony przed groźnym AIDS, a jakże.

Kilka lat temu będąc w Niemczech ze zdziwieniem słuchałem o “rozliczeniu” jednej z wielkich akcji misyjnych organizowanych dla krajów trzeciego świata. Ostateczne saldo akcji: 80% ze złożonych przez ludzi składek, to koszty własne akcji. A więc na każde 1.000 marek, 800 pochłonęli urzędnicy, drukarnie ulotek, panienki siedzące przy komputerach i podliczające datki … Zaledwie 200 (na każde 1.000) marek zostało przekazanych dla potrzeb akcji misyjnych Kościoła. Ile z tego w rzeczywistości dotarło do umierających z głodu Hindusów, czy Somalijczyków??? Widziałem biura tej akcji. Panie sekretarki w eleganckich Mercedesach i Audi, skropione modnymi perfumami, zagryzające batoniki “MilkyWay” i miałem przed oczyma te 20 milionów dzieci umierających z głodu corocznie. Osiemdziesiąt procent z pieniędzy przeznaczonych przez pobożnych (i wcale nie tych najbogatszych) Niemców na pomoc dla głodujących wsiąkło po drodze jako “koszty własne” ….

A może z innej beczki. Będąc kiedyś w Holandii, sam widziałem ceremonię zaślubin dwóch piesków!!! Uroczystość była wspaniała, w ratuszu jednego z holenderskich miasteczek. Burmistrz o mało się nie popłakał ze wzruszenia, a właściciele piesków byli nieziemsko zadowoleni. Nie będę przecież pisał o błogosławieństwie w niektórych (tak niestety) katolickich kościołach Holandii małżeństw homoseksualnych, bo mnie zaraz ktoś zwyzywa od rasistów i homofobów, a to przecież naturalne, a jakże !! kiedy dwóch chłopów z brodami czuje do siebie miętkę. Jedno tylko pytanie z tym związane: “Czy rzeczywiście najlepszym sposobem na uchronienie się przed AIDS'em jest prezerwatywa (zachwalana nam tak bardzo i posyłana gratis z przeterminowanymi lekarstwami przez oświeconych braci ze zjednoczonej Europy), czy może raczej wierność małżeńska i moralność?” Ależ jestem konserwą i zakapiurem!!!

W Anglii oglądałem wieczorny program-dyskusję w telewizji BBC1 na temat : “A dlaczego by nie poligamia? ” z cyklu “Advocatus diabolis” (sic). Tegośmy jeszcze nie przerabiali. A cała sprawa związana jest z rozwodem księżniczki Walii – Lady Diany (dzisiaj już nieżyjącej). Jej mąż książę Karol był niewierny (według mojej staroświeckiej moralności) i obok swojej żony miał kontakty z innymi kobietami, a i podobno z mężczyznami (bo jest biseksualny). Lady Diana żądała rozwodu, a to jest związane z dużymi problemami, bo kto będzie następcą angielskiego tronu? A więc problemu następstwa by nie było (według autorów programu) gdyby książę mógł mieć kilka żon i z jedną z nich spłodzić legalnego następcę tronu. A zresztą nie tylko kilka żon kobiet, ale może jeszcze i “żon” mężczyzn … Mieliśmy już rozwody, eutanazję, przerywanie ciąży, małżeństwa homoseksualne i małżeństwa na próbę, a więc czemu jeszcze nie dołożyć poligamicznych małżeństw mieszanych? Nic tylko pogratulować propozycji rozwiązania!!!

Nie, nie, to społeczeństwo jest naprawdę bardzo, bardzo chore. I nikt tak na dobrą sprawę nie protestował przeciwko temu rozumowaniu. Zastanawiano się raczej, jak można by to rozwiązać z punktu widzenia prawa. Sprowadzono nawet specjalnie ze Stanów Zjednoczonych “profesora etnologii”, który udowadniał, że poligamia jest jak najbardziej naturalna, bo wszystkie plemiona pierwotne i prymitywne żyją właśnie w związkach poligamicznych. Szkoda tylko że te plemiona pierwotne i prymitywne nie wymyśliły biseksualnych związków poligamicznych. Nadal więc są jednak zacofane w stosunku do oświeconej Europy. A więc wracamy do epoki kamienia łupanego z jednym dodatkiem – homoseksualnym. A my chcemy do nowoczesnej Europy, do oświeconych braci i sióstr … A jednocześnie tak łatwo szafuje się u nas i powtarza określenia : “średniowiecze, ciemnogród i zacofanie”. To ja już wolę w średniowieczu, niż w epoce kamienia łupanego i wśród prymitywnych i naturalistycznych plemion Amazonki. Moi Afrykańscy współbracia i studenci, których od kilku lat uczę filozofii, kiedy czytają o takich “numerkach” w gazecie, to oczy ze zdziwienia wybałuszają, bo dla nich to przecież nie do pojęcia, jak może facet z facetem … !!! ale może właśnie dlatego my Europejczycy uważamy ich za zacofanych, bo oni nas, oświeconych przecież Europejczyków nie rozumieją?

Chyba jednak największym skandalem tej oświeconej i zjednoczonej Europy jest to co się wyprawiało w byłej Jugosławii. Na naszych oczach przez ponad trzy lata ginęły setki tysięcy ludzi, dopuszczano się morderstw i ludobójstwa w sposób najbardziej bestialski i wyrafinowany, a oświecona i nowoczesna (właściwie permisywistyczna Europa) dyskutowała. I nikt, absolutnie nikt z tych mocnych, silnych, nowoczesnych Europejczyków nie umiał, (a może nie chciał?) ruszyć palcem w tej sprawie. To co nam serwowała telewizja (bezsilne i bezradne twarze niebieskich beretów) było skandaliczną farsą. Pamiętam jak w Zairze moi czarni współbracia ze zdziwieniem pytali mnie : “Co się dzieje, dlaczego nikt nie interweniuje? Dlaczego nikt nie podejmie skutecznych działań?” Było to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy w Rwandzie odbywały się jatki między Hutu i Tutsi. W jakim my świecie żyjemy? Mówiono wprost : “Wojna w zatoce Perskiej trwała tylko kilka tygodni, bo tam chodziło o forsę, o bardzo grubą forsę. Wojna w Jugosławii trwa już trzeci rok, bo tam prawdopodobnie też chodzi o grubą forsę.”

Myślę, ze podstawowym problemem, jaki należy sobie uświadomić w tym względzie, jest permisywizm kultury europejskiej, tak mocno napiętnowany przez Papieża Jana Pawła II. To trudne słowo i trudno znaleźć jego definicję. Ale chodzi mniej więcej o to, żeby nikt nikomu nie przeszkadzał w zaspakajaniu najbardziej wyszukanych i wyrafinowanych marzeń i perwersji, w robieniu pieniędzy, w życiu w całkowitej wolności czy raczej samowoli i anarchii. Cała filozofia tej nowoczesnej, zjednoczonej Europy oparta jest na idei sprowadzającej się do powiedzenia : “Jestem absolutnie wolny i mogę robić co mi się tylko podoba, ale ty też jesteś wolny. A w razie konfliktu interesów wygrywa silniejszy czyli ten który ma więcej pieniędzy”. Takiej wolności służy i ją podsyca płyciutka rozrywka, masowa kultura, zrelatywizowana moralność, informacja i dezinformacja, rozrywanie wszelkich moralnych i etycznych związków. Temu też w końcu służy hasełko: “Wolność, Równość i Braterstwo”. Piękne, ale chyba jeszcze bardziej niebezpieczne niż “Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. Bo wolność jest tu synonimem anarchii i absolutnej samowoli. O równości nie ma przecież żadnej mowy (nie chodzi o to że wszyscy mamy takie same żołądki, ale o to że jedni pracowali uczciwie – fajtłapy, a inni umieli i nadal umieją robić forsę), a braterstwo też tylko na sztandarze, bo tam gdzie chodzi o interesy nie ma miejsca na czułości.

Przyglądając się tym permisywistycznym społeczeństwom oświeconej Europy z bliska i z daleka dochodzę coraz bardziej do wniosku, że nie chciałbym aby mój kraj, moja ojczyzna, moja rodzina należała do takiej społeczności. Tyle już razy nas w historii wykiwano … Po co jeszcze raz tak bardzo się napraszać, żeby nas znowu ktoś zechciał zrobić na szaro?

Morogoro, 23/11/97 Ks. Kazimierz Kubat SDS