cz XXV

Demoralizacja przez fałszywą dobroć i źle rozumiane miłosierdzie

Pobłażliwość wobec błędów oraz brak jasnych i klarownych sankcji wobec tych, którzy błędy popełnili, fałszywie rozumiane miłosierdzie są demoralizujące. Przykłady mamy w rodzinie, gdzie dzieci nie znają pojęcia odpowiedzialności i kary (niekoniecznie cielesnej). W takich rodzinach dzieci stają się tyranami i niejednokrotnie rozbrykanymi bachorami, którym wszystko wolno i na których nie ma żadnego sposobu. Takie dzieci w szkole są nie do zniesienia, a styranizowani nauczyciele boją się wchodzić do klasy. A wszystko zaczęło się od tego, że dziecku nikt nigdy nie powiedział “NIE, źle zrobiłeś, tak się nie robi”. Pół biedy jeszcze jeśli są to tylko rozpuszczone i rozbrykane dzieci. Gorzej jeśli takie coś zdarza się wśród dorosłych.

Przykładem tutaj jest wątpliwie “chrześcijańska” czarna kreska Pana Mazowieckiego. Tym pociągnięciem zostały totalnie zdemoralizowane elity władzy. Nikt nikogo za nic do odpowiedzialności nie pociąga. Zmieniają się kolejne garnitury rządów, sejmów, senatów i całej politycznej śmietanki, kolejne struktury podejmują coraz bardziej kontrowersyjne decyzje (vide kolejne reformy służby zdrowia), które natychmiast są zmieniane przez następny garnitur, następnego ministra, następnego dyrektora departamentu, a odchodzący nie ponoszą żadnych konsekwencji za popełnione błędy. Wszyscy są bezkarni i to już nawet nie za błędne decyzje polityczne czy gospodarcze, ale nawet za zwyczajne matactwa i szwindle.

Radosna i beztroska bezkarność szerzy się i panoszy od góry do dołu, na wszystkich szczeblach i poziomach władzy, w różnych rodzajach społeczności i w różnych kręgach, niekoniecznie rządowych. Nikt za nic nie jest odpowiedzialny, nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności, nikt za nic nie jest karany, choćby popełnił rażące zaniedbania czy nadużycia. Sprawdza się jedno z praw Murphy’iego: “odpowiedzialność za błędy jest odwrotnie proporcjonalna do stanowiska tego, który ten błąd popełnił i jednocześnie odwrotnie proporcjonalna do wyrządzonych szkód.” Im wyższe stanowisko łajdaka, tym mniejszą odpowiedzialność ponosi, im większych szkód narobił tym mniej się boi i mniejsze są szanse, że ktoś mu się do skóry dobierze. I tak, powtarza się komunistyczny żart, że największe kary ponosiły sprzątaczki za kradzież szmaty, natomiast ministrowie za milionowe defraudacje nie ponosili żadnej odpowiedzialności, bo byli co najwyżej przenoszeni na “równorzędne stanowiska” lub wysyłani, aby “zaszczytnie reprezentować Polskę na placówkach dyplomatycznych”.

Czy coś się zmieniło od tamtych “pięknych czasów”. A może ktoś podejmie dyskusję i będzie bronił elit władzy nie tylko państwowej i politycznej ale i innej, której mnie tu krytykować nie przystoi 🙂 ? Elity władzy bowiem wszędzie są takie same. Pisałem kiedyś o arogancji władzy i jak sądzę arogancji tej sprzyja taka właśnie pobłażliwość i fałszywa dobroć czy miłosierdzie. Władza jest nietykalna, rości sobie do tego prawo i uzurpuje tym samym nieomylność i nietykalność !!! Stąd immunitety i bezkarność, stąd przekonanie, że władzy nikt nie ruszy i głęboka pewność, że nikt nie może jej pociągnąć za nic do odpowiedzialności, bo już proste pytanie: “co zrobiłeś z tą lub tamtą sprawą?” jest zamachem na władzę i może być dla pytającego niebezpieczne. W najlepszym wypadku może wylecieć “z partii” lub innej organizacji 🙂 nieprawdaż 🙂 Dlatego jeszcze raz podkreślam “czarna kreska” (czyjakolwiek !!!!) jest demoralizująca i absolutnie niechrześcijańska.

Co więcej, warto też zobaczyć jakie są mechanizmy tego procesu. Otóż poprzednika, odchodzącego ze stanowiska nie może rozliczać jego następca, bo i on sam kiedyś mógłby być rozliczony. Tak więc w sposób naturalny władza stara się raczej nie tykać i nie rozdrapywać ran przeszłości ze zwykłego koniunkturalizmu lub permisywizmu. Po co będę wytykał błędy moim poprzednikom i domagał się ich rozliczenia, skoro i ja nie będę na tym stanowisku wiecznie i po mnie też przyjdzie ktoś kto może mnie rozliczyć … Lepiej być miłosiernym, bo i ja na miłosierdzie będę mógł liczyć. Przewrotne zastosowanie Ewangelii … nieprawdaż 🙂 I w takiej sytuacji pod płaszczykiem ewangelicznego miłosierdzia promujemy cwaniactwo, koniunkturalizm, bezkarność, permisywizm, arogancję. Władza rzeczywiście staje się bezkarnie arogancka. I stale podkreślam nie tylko ta polityczna i nie tylko państwowa.

Nie jestem zwolennikiem ślepej zemsty i stawiania pod mur, ale ludzi, którzy się skompromitowali w sprawowaniu jakiejkolwiek władzy nie wolno do władzy już nigdy dopuszczać. Tych, którzy popełnili jawne błędy i pomyłki a tym bardziej nieuczciwości i kanty, należy publicznie napiętnować, a by nie mieli złudzeń, że społeczeństwo milcząc pochwala ich postępowanie. Stale wraca rzymskie przysłowie “Qui tacet consentire videtur”. Dlaczego bowiem ma być napiętnowany i karany kieszonkowiec czy uliczny pijaczek, dlaczego szary obywatel, zwykły członek jakiejkolwiek organizacji ma ponosić odpowiedzialność za swoje błędy, a inni, wyżej postawieni, którym więcej dano mają bezkarnie lekceważyć sobie wszelkie zasady zdrowego rozsądku i zwykłej przyzwoitości? Ewangeliczna jest przecież zasada: komu więcej dano, od tego też więcej wymagać się będzie. A władza sprytnie wybiera sobie tylko te elementy z Ewangelii, które jej pasują i kara podwładnych bo “zło musi być przykładnie ukarane!!!”. I wymierzają kary, tylko nie sobie wzajemnie, bo wtedy powołują się na konieczność okazywania miłosierdzia. Jakaż w tym przewrotność i perwersja …

Nie szukajmy zemsty, ale też nie dajmy się ogłupić przewrotnemu stosowaniu zasady “błogosławieni miłosierni, albowiem i oni miłosierdzia dostąpią”. To jest perwersyjne jej rozumienie, bo ci, którzy domagają się miłosierdzia dla siebie w imię tejże zasady, sami miłosierni nie byli i los biednych, małych ludzi nigdy ich nie obchodził.

Jeszcze raz powtarzam nie nawołuję do rewanżyzmu, ale chcę tylko budzić uśpione sumienia.

Mikołów, 09.01.2003 x. kazimierz sds

Uwagi do powyższego artykułu