cz. XXII

Czy ludzie naprawdę wierzą, że istnieje Szatan?

Od Pana Jacka otrzymałem list następującej treści z propozycją poruszenia bardzo trudnego tematu: „Czy ludzie naprawdę wierzą, że istnieje Szatan?”

Ostatnio ze względu na moje dorastające dzieci (9 i 12 lat) zmuszony byłem do zapoznania się z tematem książki “Harry Potter”. Po głębszym zapoznaniu się z opiniami na temat całego cyklu książek zorientowałem się, że jest to zły cykl książek bo wciąga drobnymi kroczkami w zło aż do rytualnych mordów satanistycznych i “twardej” magii włącznie (nie chcę w tym temacie poruszać wyłącznie sprawy tej książki). Udało mi się to przekazać moim dzieciom, udało mi się przekonać je żeby nie poszły na wspólne wyjście z klasą na ten film. Myślałem, że udało im się. Jednak nie. Na zimowym wyjeździe katolickiej grupy “Przymierza Rodzin” młodzi opiekunowie (pomimo wcześniejszych moich protestów oraz protestów mojej 9 letniej córki i jej koleżanek) czytali dzieciom tą książkę. Okazuje się, że i inne kręgi osób uważających się za katolików (w tym telewizja PULS) popiera tą wydaną przez wydawnictwo protestanckie serię książek. I w tym miejscu chcę przejść do proponowanego tematu: Uważam, że współcześni katolicy nie traktują sił zła poważnie. Nie wierzą, że siły zła są potężne i że człowiek nie jest w stanie sam sobie poradzić ze złem. Szatan jest potężniejszy od człowieka. Tylko z Bogiem możemy mu się przeciwstawić. A eksperymentowanie ze złem wciąga nas w to zło. Chciałbym wiedzieć, co myślicie na ten temat. Chciałbym również, aby ksiądz Kazimierz (którego serdecznie pozdrawiam) wypowiedział się na temat wiary współczesnych katolików w Szatana.

Jacek Ziombski

Tyle list od Pana Jacka. No cóż … zgadam się z nim całkowicie. Ludzie, (wielu katolików niestety również) chyba nie do końca wierzą w rzeczywiste istnienie osobowego zła, czyli Szatana. Sądzą, że jest to raczej obraz, mitologiczna pozostałość po czasach przesądów, „strach na wróble” i coś takiego jak Baba Jaga, która służy do straszenia niegrzecznych dzieci. A ludzie „lubią się bać”, lubią oglądać filmy grozy, słuchać niesamowitych opowieści z dreszczykiem, epatować się strachem. Przesądy, średniowieczne „strachy na lachy”, bajki? Zabawa ? A może niekoniecznie niewinna zabawa ….. ? Może jednak warto o tym porozmawiać rzeczowo i poważnie?

Nie umiem odpowiedzieć na pytanie tytułowe: „Czy ludzie naprawdę wierzą, że istnieje Szatan?”, bo po prostu nie wiem czy ludzie w to wierzą, czy nie. Nie prowadziłem w tym względzie ankiet, sondaży ani badań opinii publicznej. Trudno jest więc na to pytanie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Niemniej jednak z obserwacji współczesnej religijności i zachowań ludzi można wywnioskować, że istnienie Szatana – osobowego zła, nie jest poddawane w wątpliwość. Ludzie wierzą, czy raczej mają świadomość jego istnienia, ale jednocześnie nie bardzo się z tym liczą, nie traktują tego na serio ani poważnie. Można by nawet powiedzieć, że podobnie jest z wiarą w istnienie Pana Boga. Zasadniczo w Niego wierzymy, wiemy, że istnieje, ale nie traktujemy Go poważnie. Nikt Go nigdy nie widział, ci którzy Go widzieli i widzą twarzą w twarz nigdy do naszej rzeczywistości nie powracają, aby nas o istnieniu Boga przekonać, a więc nasz – do Boga – stosunek jest lekceważąco sceptyczny, szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z etyką i moralnymi zobowiązaniami. O ile o Bogu mówi nam jednak i przypomina Kościół, Ewangelia, czy w ogóle Pismo Święte i to powoduje, że z rzeczywistością Boga jakoś się jednak mniej lub bardziej poważnie liczymy, o tyle o Szatanie – przeciwniku Boga – raczej cicho. Jest to zresztą Jego – Szatana taktyka, uśpić czujność ludzi, wmówić im, że On sam nie istnieje, że wszelkie o nim wzmianki, to nic więcej tylko wymysły i historyjki podobne do opowiastek o kosmitach, ufoludkach itp. Stąd właśnie rodzi się taka ambiwalentna i sceptyczna postawa, niedowierzania, nie traktowania tej rzeczywistości poważnie.

Z jednej strony, to dobrze, bo im mniej zbliżamy się do tej rzeczywistości, tym lepiej. Ona jest jak magnes, który przyciąga i wabi, ale z drugiej strony … Właśnie, z drugiej strony powoduje to w ludziach przekonanie, że jest to raczej wymysł księży, próbujących straszyć piekłem i diabłem mniej pobożnych wyznawców Chrystusa. I dlatego tak wielu chrześcijan -z katolikami włącznie- uśmiecha się sceptycznie czy z zażenowaniem na samą wzmiankę dotyczącą Złego Ducha.

Nie chcę w tej chwili stawać się „apologetą piekła”, ani tym bardziej „advocatus diaboli”. Nie chcę straszyć i roztaczać wizji wiecznego potępienia czy rozwijać demonologii. Warto jednak zobaczyć kilka faktów. Biblia mówi o tej rzeczywistości wyraźnie. Tylko słowo „diabeł” wstępuje 33 razy w Piśmie Świętym, słowo „zły duch” aż 43 razy, a słowo „szatan” 28 razy. Nie jest to więc rzeczywistość, o której Biblia całkowicie milczy.

Trudniej byłoby wskazać jednoznacznie na ewidentne działania Złego Ducha, czy przejawy jego istnienia, bo tutaj mamy do czynienia z dwoma skrajnościami. W wiekach średnich wszelkie odchylenia od norm społecznych czy socjalnych, wiele chorób organicznych i wszystkie choroby psychiczne uznawane były za takież właśnie objawy działania Złego Ducha i mówiono wprost o opętaniu. Przeciwnie, w czasach nam współczesnych wszystko to stało się, albo raczej próbuje się sprowadzić do poziomu „naturalnego” lub naturalnie tłumaczonego, mówiąc jedynie o patologiach społecznych, czy dewiacjach, o chorobach psychicznych, o zboczeniach, o psychologicznym czy społecznym nieprzystosowaniu. Mamy więc od czynienia z dwoma skrajnymi postawami. Z jednej strony demonizacja z drugiej „naturalizacja”. Prawda zaś pewno leży gdzieś pośrodku i na pewno nie mam ani podstaw, ani możliwości do jej precyzowania i podawania konkretnych przykładów działania Złego Ducha. Wystarczy jednak posłuchać trochę uważniej wiadomości i dzienników telewizyjnych i radiowych, poczytać kilka artykułów czy doniesień prasowych, aby mieć poważne wątpliwości czy wszystkie tego rodzaju „sensacje” można wytłumaczyć jedynie naturalnymi, psychologicznymi czy socjologicznymi uwarunkowaniami.

Nie chcąc się wdawać w te socjologiczne analizy, warto może jedna przypomnieć sobie tylko słowa świętego Piotra, z jego 1 Listu „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.” (1 Piotra 5,8)

Z metafizycznego jednak punktu widzenia można przeprowadzić i takie rozumowanie. W jednym ze wcześniejszych artykułów napisałem, że metafizyczna (tomistyczna) definicja zła to: „malum est privatio bonum „– zło jest uszczupleniem, brakiem dobra, jego zniszczeniem i jego prywacją („Co to jest zło? – Metafizyczny brak?”) Adam zadał wtedy pytanie o istnienie „osobowego zła” („Adam pyta”). Sądzę, że dzisiaj dodałbym również, iż na ten temat można także powiedzieć „malum est negatio bonum” – zanegowaniem, przeciwieństwem dobra, jest po prostu Przeciwnikiem Boga, Boga Który jest Miłością i dobrocią, Który jest Dobrem. Skoro bowiem mamy Dobro Osobowe, a est nim sam Bóg, to możemy również mówić o osobowym Złu, o Złym.

Mamy więc niejako dwa rodzaje zła: jeden, to zło popełniane przez nas, zło zniszczenia, zanegowania dobra, zło naszych uczynków, w których nie chcemy czynić wprost zła, dla niego samego, ale dopuszczamy się zła, z braku pełnej świadomości, z zaślepienia, z nałogu, ze słabości. Jest to zło naszych grzechów, nie tylko lekkich, ale i tych poważniejszych ze względu na poważne dobro, które niszczymy.

Ale jest też zło, które jest wprost i bezpośrednio negowaniem dobra, które jest czynione nie ze słabości, lub braku rozeznania, ale dla samego czynienia zła. Nie jest to już „privatio bonnum”, uszczuplenie dobra, ale jest to wprost „negatio bonum” negowanie dobra, niszczenie dla niszczenia, zło dla zła. I to jest właśnie diaboliczne czynienie zła z nastawieniem na zło, jako takie. Jest to świadome sprzeciwianie się Bogu, Dobru, Miłości. Jest to świadome i (na pewno nie dobro – wolne lecz właśnie zło – wolne) opowiadanie się po stronie zła, po stronie Przeciwnika. Jest ono „zło – wolne”, bo tutaj zło jest wprost chciane, zamierzone i wybierane jako zło. I to jest coś, co wybrał Zły Duch, to jest Jego domena i Jego rzeczywistość. I są tacy, którzy takie coś wybierają …, którzy za takim złem się opowiadają w sposób świadomy. Ktoś może zapytać: „czy to możliwe aby człowiek przy zdrowych zmysłach chciał wprost i bezpośrednio zła dla niego samego?” Odpowiem, że nie wiem, bo mnie się nigdy nic takiego nie zdarzyło, ale … podejrzewam, że jednak są tacy, którzy wybierają zło dla niego samego, a tym samym opowiadają się po stronie zła osobowego, po stronie Szatana.

Warto jednak zobaczyć także co znaczy słowo „wierzyć”. Jak rozumiemy je w stosunku do Pana Boga? „Wierzę w Boga” nie znaczy tylko wiem, uznaję, że On istnieje, jestem wewnętrznie przekonany o Jego istnieniu, ale także wierzę Jemu, ufam i wierzę Bogu, że mnie nie tylko stworzył, ale i że mnie nie zawiedzie, że mnie zaprowadzi do życia wiecznego, do wiecznej szczęśliwości. Wierzę w Boga równa się wtedy wierzę Bogu.

A jak to słowo „wierzę” należałoby rozumieć w stosunku do rzeczywistości osobowego zła? Wierzę w istnienie Szatana, wiem, uznaję jego istnienie, ale nie wierzę jemu, nie ufam mu, nie pokładam mojej nadziei w tej rzeczywistości, nie łączę z tą rzeczywistością mojej przyszłości. Tutaj „wierzę w Szatana” -jak to strasznie brzmi- znaczy tylko wiem, że on istnieje i nic innego znaczyć nie powinno. Ale czy są tacy, którzy nie tylko wierzą w jego istnienie, ale także wierzą jemu? Nie wiem, ale podejrzewam, że tak …

Chyba o to chodziło Panu Jackowi?

Ks. Kazimierz SDS father@wanadoo.fr

cdn …