cz. XV

CZYM JEST GRZECH? JAKIE SĄ JEGO WYMIARY?

Słaba to pociecha, że pramatka Ewa przewidywała intuicyjnie potencjalne skutki swojego czynu. Czyż nadal nie jest tak, że często chcemy dobrze i to najczęściej dla innych nie dla siebie, tylko efekt działania jest nie taki jakbyśmy tego oczekiwali. Trudno jest zaakceptować fakt, że tak naprawdę wybieramy zło a w najlepszym przypadku mniejsze dobro.

Doświadczenie wielu pokoleń – nie tylko metafizyczna intuicja – podpowiada – że zło, tak pięknie opakowane okazuje się zgubne, a mimo to wciąż atrakcyjne i mimo wszystko wybierane. Czy to głupota, czy pycha każą nam uciszać sumienie. Czy to chciwość i pycha podpowiadają, że te małe plamki na naszych białych szatach to taki ładny wzorek, że jak będziemy chcieli to wszystko pięknie się wypierze. Czy nie tak podchodzimy do grzechu i zła. Początkowo umniejszamy jego wymiary, a potem pomału się przyzwyczajamy i potrzeba silnego wstrząsu aby zobaczyć siebie w prawdzie. Zastanawiam się dlaczego tak łatwo wierzymy różnym wątpliwym autorytetom tak długo jak niewiele od nas wymagają i obiecują wspaniałą przyszłość bez wyrzeczeń i pracy nad sobą.

Przeglądając różne fora katolickie nasuwa się nieodparcie jeden wniosek – że współcześnie gdzieś zagubiliśmy pojęcie grzechu. Jak często zadajemy sobie pytanie czy to już jest grzech czy może jeszcze nie i prosimy o dokładne sprecyzowanie. Nie tak dawno zaproponowałam, a może należałoby opracować dla współczesnych ludzi taką wielką księgę procedur zawierającą różne opisy sytuacji wraz z prawidłowym rozpoznaniem, jeżeli sami tak się zagubiliśmy, że wszystko widzimy jakby w krzywym zwierciadle. Jak często słyszymy przecież to czy tamto nie jest złe, a trochę później – gdybym wiedziała/ wiedział na pewno czegoś bym nie zrobił, nie zrobiła. W następstwie ubieramy się w przesadne poczucie winy, którego nie potrafimy znieść i same/sami jakże często się niszczymy i nie widzimy już żadnego sensu dla naszego życia. Ile czasu i zdarzeń potrzeba aby zagłuszyć sumienie i wyłączyć czerwoną lampkę z tyłu głowy, a może po prostu myślimy jakoś to będzie, może to co mówię i robię to nic złego. Pomimo że mądrzejsi powiedzieli „uważaj tak nie można” , wciąż nam się wydaje że tym razem akurat właśnie nam się uda, że wygramy sami z siebie bez niczyjej pomocy tam gdzie jest to naprawdę niemożliwe. Może moje siostry i ja sama korzystając ze swojej „metafizycznej intuicji” powinnyśmy więcej się nad tym zastanawiać i poczuć się odpowiedzialne nie tylko za siebie ale i za tę mniej obdarowaną połowę ludzkości i bardziej dbać o pomnażanie dobra.

Gdyby ktoś chciał się podzielić swoimi uwagami, z Autorką powyższych rozważań, to za Jej zgodą podaję adres: barka@elektron.pl

cdn …