cz. XIV

Artykuł dziewiąty – Czym jest grzech? Jakie są jego wymiary?

Z tego wszystkiego, co powiedziane zostało powyżej wynika, że każdy grzech jest złem, bo jest zaprzeczeniem dobroci bytu, albo odwrotnie: „każde zanegowanie dobra, zaprzeczenie dobroci bytu stworzonego, jest grzechem”. Byt ma w sobie siłę istnienia, siłę metafizyczną, która została mu udzielona przez BYT NAJWYŻSZY, przez Boga w akcie stworzenia czyli powołania do istnienia z niebytu. Bóg stwarzając nie potrzebował żadnego „materiału wyjściowego”, bo On sam jest BYTEM, albo jak mówi piękna łacińska definicja: „Deus ipsum esse subsistens (est)”, co w naszym pięknym języku można by przetłumaczyć: „Bóg jest istnieniem samoistnym, (a co za tym idzie substancjalnym)”. Do Jego istoty najgłębszej należy istnienie. I tenże Byt Samoistny, Substancjalny ma moc istnienia w sobie i moc stwarzania z niczego. Dlatego też o akcie stwórczym Boga teologia mówi „creatio ex nihilo”. Tenże Byt Samoistny udzielił mocy istnienia innym bytom, a zarazem udzielił im dobroci istnienia, bo to, co istnieje jest dobre. Każde więc zanegowanie, uszczuplenie bytu w jego istnieniu jest złem, jest grzechem. Można wiec powiedzieć, że grzech jest aktem skierowanym przeciwko mocy stwórczej Boga, jest procesem odwrotnym do stwarzania, lub przeciwnym stwarzaniu, a wiec jest niszczeniem, albo jeszcze inaczej jest zamachem na Boga w Jego stwórczej mocy. Można też powiedzieć, że jest on „psuciem” dobrego dzieła Bożego. Grzech, zło jest przeciwieństwem dobra, stwarzania, jest niszczeniem. I to jest ważne stwierdzenie. W dalszej części zobaczymy dlaczego.

Zobaczmy może jednak, „jak się to zaczęło?” Bardzo pouczające i głębokie jest opowiadanie Księgi Rodzaju o stworzeniu (Rdz 1-2) i grzechu pierworodnym (Rdz 3,1-24). Bóg stworzywszy człowieka, jako ostatnie i najdoskonalsze swoje dzieło zaprosił go do uczestnictwa w stwarzaniu, do pracy, która nie była ciężarem (stała się nim dopiero po grzechu) lecz partycypacją w dziele stwarzania, uczestnictwem w dziele samego Boga. Człowiek otrzymał zaproszenie do panowania nad Bożym stworzeniem, do stwarzania (przekazywania) życia, do pomnażania dobroci stworzonego przez Boga świata (Rdz 1,28-30). Człowiek, nazywając stworzone przez Boga zwierzęta (nadając im imię) określa ich istotę. W tym symbolicznym akcie „przyprowadzenia zwierząt do człowieka” (Rdz 2,19) Bóg niejako „dzieli się” z człowiekiem swoją stwórczą mocą. Człowiek nadając im imię, określając istotę bytów „stwarza je” bierze w swoje ręce część władzy nad stworzeniem, ale i część odpowiedzialności za stworzenie. I można zobaczyć, że Bóg nie wycofał się z niczego, co dał człowiekowi na początku. Do dzisiaj człowiek jest „wspólnikiem” w akcie stwarzania, jest powołany do przekazywania życia, jest powołany do pomnażania dobroci stworzenia, do panowania nad światem, ale i do odpowiedzialności za świat. Jedną jedyną rzecz Bóg zastrzegł wyłącznie dla siebie, a mianowicie stanowienie o dobru i złu (Rdz 2,17). Symboliczne „drzewo wiadomości dobra i zła” jest właśnie obrazem tej restrykcji. „Z każdego drzewa w ogrodzie możecie spożywać owoce, ale z drzewa wiadomości dobra i zła spożywać wam nie wolno, abyście nie pomarli”. Jest to może nawet nie tyle drzewo wiadomości ile raczej drzewo ustanawiania. Człowiek, jako byt stworzony nie ma mocy stwórczej w sobie samym i nie ma tym samym mocy stanowienia o tym co dobre, a co złe. Stan przed grzechem pierworodnym nie był stanem naiwnej niewinności i braku wiedzy o złu, ale stanem w którym człowiek nie miał prawa decydować (i zresztą nadal go nie ma) o tym co dobre i co złe, bo nie ma w nim absolutnej mocy powoływania do istnienia, a jedynie partycypacja w akcie stwórczym Boga. Faktem jest też i to (faktem bardzo boleśnie doświadczanym przez człowieka), że ta znajomość, decydowanie o dobru i złu jest śmiertelna. Przekonał się o tym człowiek na własnej skórze i do dzisiaj ponosi tego konsekwencje. Już w tym widać jak bardzo niebezpieczne jest zło i jak bardzo nie należy z nim igrać. Przeczuwała to chyba Ewa, kiedy w rozmowie z Kusicielem mówi: „Bóg powiedział, że nie możemy jeść owoców tego drzewa, a nawet się do niego zbliżać, abyśmy nie pomarli”. Ewa w tym momencie nie kłamie i nie zmyśla. Ona przeczuwa (jak każda kobieta) metafizyczną prawdę o niebezpieczeństwie samego tylko zbliżenia się do zła. Ze złem nie wolno igrać, jest ono o wiele mocniejsze od człowieka, jest bowiem zaprzeczeniem doskonałości bytu stworzonego przez Boga. Jeśli dobro jest potężne i ma ultymatywną, stwórczą moc ontologiczną, to i zło, jego przeciwieństwo jest potężne i ma także ultymatywną, destruktywną moc ontologiczną. I nikt nie ma prawa o tym decydować, poza Jedynym i Najwyższym, Najpotężniejszym Bytem, Dobrem i Prawodawcą, bo inaczej naraża się na zniszczenie (nie wolno wam spożywać, abyście nie pomarli). Bóg wie co mówi, i ograniczając człowieka nie chce mu niczego zabrać, w niczym go uszczuplić (dał mu przecież tak wiele, a właściwie wszystko). Chce tylko ustrzec człowieka przed metafizyczną katastrofą, przed zniszczeniem. On sam wie i On sam stanowi o tym co jest dobre i co jest złe. On sam doskonale wie, jaka jest moc istnienia, bo sam jest ISTNIENIEM, ale i On sam wie, jaka jest moc zniszczenia, bo On sam jest ostatecznym dawcą bytu, istnienia. Tak więc zabraniając człowiekowi „spożywania owocu” – stanowienia o dobru i złu, chce go przed destrukcją uchronić.

Ale wie o tym i Szatan, inteligencja czysta, Anioł upadły, Lucyfer (niosący światło – jakże ironicznie to brzmi!?!?). On pierwszy wypowiedział Bogu posłuszeństwo i Jego zasadniczym celem jest sprzeciwianie się Bogu we wszystkim, niszczenie wszystkiego, co Bóg stworzył. On sam również chce stanowić o dobru i złu. Wiedząc o tym, że ostatecznie nie jest to możliwe, próbuje kłamstwa, podstępu, maskowania, kamuflażu, aby uszczuplić dobro stworzonego przez Boga bytu. Nie może powiedzieć Adamowi i Ewie całej prawdy, więc mydli im oczy: „Nie bójcie się, nie pomrzecie. Bóg wie, że jeśli zjecie owoc z tego drzewa otworzą się wam oczy i staniecie się jak On, będziecie znali dobro i zło”. I tak na dobrą sprawę nie kłamie, bo rzeczywiście tylko Bóg zna, stanowi o dobru i złu. Znać więc dobro i zło, stanowić o nim, to być równym Bogu, to być Bogiem. Ale też nie mówi całej prawdy, nie mówi prawdy o tym, że zło ma tak wielką moc destrukcyjną, że człowiek tej odpowiedzialności, tej świadomości dobra i zła unieść nie może.

I co się ostatecznie stało? Wiemy wszyscy. Człowiek uległ pokusie dorównania Bogu. Chciał stanowić o tym co dobre i złe. Wszedł w obszar pychy, chciał dorównać Bogu i w obszar chciwości. Mało było mu tego co od Boga otrzymał (a otrzymał wszystko!!!!), chciał jeszcze więcej i … Skutki znamy.

Te same elementy możemy widzieć w każdym naszym osobistym grzechu. Pycha i chciwość. Ja chcę ustanawiać co jest dobre, a co jest złe. I stale mi mało, stale domagam się czegoś więcej. Pycha i chciwość, niedopowiedzenia i półprawdki, kamuflaż i maskowanie … och, to przecież nie jest takie złe … lekceważenie i … kiedy otwierają ci się oczy, widzisz, że jesteś nagi i bezbronny wobec zła. Jak Adamowi i Ewie, kiedy zobaczyli, że są nadzy … i bezbronni. Otworzyły im się oczy!

I efekty … Każdy z nas zna je doskonale i doświadcza ich na własnej skórze. Skoro chciałeś człowiecze poznać co to jest zło, to masz co chciałeś. Teraz już wiesz, że niesie ono w sobie niesamowicie potężną i destrukcyjną siłę. Siłę, której przeciwstawić się nie umiesz. Nie ma bowiem w tobie absolutnej mocy bytu i dlatego nie możesz się sprzeciwić, ani przeciwstawić absolutnej mocy niebytu, zła. Nie próbuj więc eksperymentować, bo jesteś za słaby. Tej gry nie wygrasz nigdy!

Z Tanzanii, borykając się z własnym grzechem – znajomością dobra i zła,

pozdrawia Ks. Kazimierz SDS

father@wanadoo.fr

cdn …