Chrystus – Życie i Zmartwychwstanie nasze

” …A dzisiaj! Dla Ciebie! Jest zgorszeniem, niewygodnym marzycielem, pozbawionym wyczucia tego, co się w towarzystwie nosi, a co nie jest modne?”

Kilka lat temu, gdy wracałam z rodziną z Wigilii Paschalnej, dobiegł mnie głos dystyngowanej pani – “a ja wiem, czy ten Kościół coś nam daje?”. A głos ten był nasączony jakimś złowieszczym sceptycyzmem, przykrą zrzędliwością. I stał się okrutnym dysonansem dla mojego błogosławionego nastroju, dla “wniebowziętego” serca. Jeszcze nie opuścił mojego serca metafizyczny dreszcz, jeszcze niewypowiedzianym szczęściem “pieściły ” uszy słowa Kapłana-

Chrystus wczoraj i dziś

Początek i koniec

Alfa i Omega

Do Niego należy czas i wieczność

Jemu chwała i panowanie

przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Słowa, których święte: prawda, siła i piękno są porażające. Przyprawiają o omdlenie i wzbudzają dojmującą tęsknotę za niezwłocznym spotkaniem z tym “niepoprawnym marzycielem” (jak Ksiądz napisał).Tych kilkanaście słów to niepodważalna racja naszej chrześcijańskiej wiary, to jest to, dla czego warto żyć. To jest moja najwspanialsza filozofia egzystencji.

Jakże to! Gdy Kościół podaje dojrzałe owoce wiary, gdy otwiera drzwi do radości Pana, do wiecznej radości, ktoś powątpiewa czy coś nam daje. “Niewielu ludzi przyświadcza realnie historyczne i jednocześnie trwałe znaczenie tajemnic chrześcijaństwa, stąd pewnego rodzaju mglista atmosfera, jaka je otacza: nie odrzuca się ich, ale i nie traktuje z szacunkiem, który by im przydawał świetności, pozwalał rozumieć stawiane przez nie wymagania jako wymagania Obecności towarzyszącej naszej przynależności i naszemu działaniu” (M. Blondel). Summa mentis virtus Deum cognoscere – najwyższą cnotą rozumu poznawanie Boga -wołało Średniowiecze. Jednak ludziom zaczęło się wydawać, że rozum za wysoko szybuje. F. Bacon podpowiedział, że potrzeba rozumowi raczej ołowiu niż skrzydeł. Zatem rozum- ulubiony twór Boży -zainstalował się na ziemi, zbudował przyziemne wytwórnie sensu.

A “wydaje się, że pytanie o sens jest puste i nieprawomocne, jeśli zamknięte są dla nas kanały kontaktu z wieczną składnicą sensu” (L. Kołakowski, Jeśli Boga nie ma). Dlatego człowiek współczesny nie dociera refleksją do swego najistotniejszego centrum, do korzeni bytu, lecz trwoni się w materii. Utracił wewnętrzną wolność rozumianą jako odpowiedzialne samookreślenie. Brak wewnętrznej wolności objawia się sceptycznym podejściem do możliwości jasnego obrazu sensu ludzkiej egzystencji i przeświadczeniem, że wszelkie normy, reguły postępowania są płynne, bo stale zmienia się horyzont motywacyjny podejmowanych decyzji. Zdaniem wielu współczesnych prawda jest córą czasu.

“Żaden filozof przed przyjściem Chrystusa nie był w stanie, wkładając w to największe swe starania, tak dobrze poznać prawdy o Bogu i o tym, co jest potrzebne do zbawienia, jak po przyjściu Chrystusa poznaje to przez wiarę najuboższa staruszka (znana nam już vitulina) … Bo u kresu owej odrobiny wiedzy, jaką ma on o Bogu, otwiera się przed nim to wszystko, w co jedynie wierzy i o czym nie wie” (św. Tomasz).Ale nasze przewrotne czasy wyżej sobie cenią drogę niż cel, szukanie niż znalezienie- ubolewał H. U. von Balthasar. Jak więc ma znaleźć człowiek Chrystusa, jeżeli mu na tym nie zależy. Bóg zsyła swe światło po uśmierzeniu buntu woli. Trzeba też wzbudzić w sobie odrobinę cnoty, która “zwabiłaby” Jezusa. Czasami ktoś mówi, że -owszem- jest otwarty na wartości chrześcijańskie, ale nie została mu dana łaska wiary.

“Nie wyobrażam sobie (powiedział pewien poeta), żebym -gdyby to było 2000 lat temu- chodził za Jezusem, u stóp Jego siadał”. Może tak właśnie jest z tymi pokrzywdzonymi brakiem łaski wiary. Nie wyobrażają sobie konsekwentnego przyjęcia Objawienia i zmiany życia, do której wiara przynagla. Mogą co najwyżej przystać na to, że od czasu do czasu będą posługiwać się Chrystusem, Jego nauką, żeby zrealizować swoje plany. Stąd biorą się postawy, takie jak Valery Giscard d'Estaing'a, stąd przekraczanie granic emocjonalnego bezwstydu, o których to problemach pisze Ksiądz w „zastanawiającym zestawieniu” czy w „wiwisekcji nieszczęścia”.

Hominem vidit, Deum credens confessus est -ujrzał Człowieka, wyznał, iż wierzy w Boga (to słowa św. Tomasza z Akwinu o Niewiernym Tomaszu). “Człowieczeństwo z krwi i kości można stwierdzić bez trudu, lecz uznanie boskości nie jest sprawą zmysłów, fizycznej percepcji ani wiedzy pozytywnej, ani nawet samego rozumowania, lecz sprawą konkretnego rozumienia, prawości serca, zmysłu religijnego, który jest najpełniejszą formą rozumu” (M. Blondel, Filozoficzne wyzwania chrześcijaństwa). Dzisiaj brakuje ludziom sił do boskości, bo pozwalają się “zaszczuwać” wszelkim nadmiarem spraw nieistotnych, nazywając otwartością i tolerancją przyswajanie sobie czegokolwiek i gdziekolwiek. “Tolerancja wobec fałszu, jest tolerancją fałszywą, a otwartość na byle jaką informację prowadzi do zamętu i intelektualnej płycizny sofistycznej” -przestrzega O. A. Krąpiec.

Wydaje się, że człowiekowi ten zamęt jest na rękę. Żywiołowość, bezwolne płynięcie z falami czasu to ekscytujące i ciekawe. Obowiązuje niezobowiązująca degustacja życia . Człowiek namiętnie ostrzy narzędzia poznawcze (jak powiedziałby O. A. Krąpiec) w nadziei, że samodzielnie wykroi sobie w świecie porządny kawał sensu, który całkowicie go usatysfakcjonuje. W tej zapamiętałej pogoni za samo-spełnieniem nie ma miejsca na stałość i wierność. Trzeba ciągle moralnie ewoluować, wyzbywać się krępującej opieki moralności.

Pisze Ksiądz o nowym grzechu pobłażliwości. Obawiam się, że człowiek pobłaża drugiemu, przymyka oczy na jego nieprawość, wcale nie z powodu miłosierdzia chrześcijańskiego (nawet źle rozumianego),obawiam się, że niejednokrotnie nie dociera nawet świadomością do tych pokładów wartości. Może jest to bezwiedna, bezmyślna obojętność, nazywana tolerancją lub co najwyżej płytkie wyrachowanie. Przede wszystkim jednak człowiek pobłaża samemu sobie. W przed-chrześcijańskiej Grecji funkcjonował ideał kalokagatii (harmonijnego połączenia piękna ciała z dobrocią i dzielnością moralną).Wydawałoby się, że współcześnie po ponad dwutysiącletniej pracy woli inspirowanej Absolutnym Wzorcem Człowieczeństwa, powinno być zdecydowanie lepiej, jeśli chodzi o duchowe piękno człowieka. A przecież widzimy, że przesadna dbałość o ciało idzie często w parze z ohydą moralną. Słyszy się, że nawet wśród tzw. elit kulturalnych największe wzięcie mają ci, którzy legitymują się “najatrakcyjniejszymi” wadami.

Można spokojnie popijać herbatkę z cytryną, oglądając drastyczne wojenne sceny, można handlować obrazami cierpienia, gdy mentalność jest oschła, wypruta z Bożych wartości. Mówienie do takiego człowieka o przekraczaniu granic przyzwoitości, o bezwstydzie jest tak samo mało skuteczne, jak Herbertowe nacieranie Mozartem uszu głuchego. To jest język innego świata, zapoznanego przez człowieka nowej generacji. On musi być au courant, musi znać fakty dnia. A że są one niejednokrotnie niewymownie drastyczne, proszę się nie dziwić że Chrystus ze Swoim cierpieniem na Krzyżu “blado” wypada. Nie wzrusza zblazowanej duszy. On nie jest traktowany gorzej niż inne fakty dnia. Jego Ofiara traktowana jest demokratycznie. Jeżeli przypadkiem trafi na czułą duszę i zarazi ją Swoją Boskością to jej sprawa, jej szczęście. Styl nowoczesnego świata nie zezwala, żeby koncentrować się na Chrześcijańskim Bogu. Trzeba “uczciwie ” przedstawiać inne możliwości. Chaotyczna mowa mijających dni głosi błahe propozycje i bez żenady wrzuca je do jednego kotła poznania z Objawieniem, z nadprzyrodzonymi wartościami. Jezus Chrystus-Źródło Wody Żywej bezwstydnie mieszany jest z jakąkolwiek mętną wodą. Panoszy się też jakaś dziwna, luzacka zażyłość z Bogiem -Człowiekiem. Letniość, gorsza może od niewiary.

” Kto chłonie światło życia, staje się pełnym człowiekiem i osiągnie, jak mówił Norwid -całoczłowieczeństwo” (arcybiskup Bolonek). Modlitwy idą dalej niż jakiekolwiek rozważania. Trzeba więc zanosić do Boga modły o „całoczłowieczeństwo” dla każdego człowieka. “Nie jesteśmy filozofami słów, ale czynów, nie mówimy wielkich rzeczy, ale nimi żyjemy “- mówił św. Cyprian. Naprawdę żyć wielkimi rzeczami, które zesłał nam Bóg to najważniejsze zadanie człowieka wierzącego.

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl