09.30.06

Refleksje o wierze, kulturze i Europie (5)

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 8:33 po południu od admin

Czy jest możliwość, aby Europa poradziła sobie z panoszącą się laicyzacją czy dechrystianizacją?

Nie ma recepty uniwersalnej. Każdy Europejczyk powinien dogłębnie i uczciwie przeanalizować pewne podstawowe pojęcia, takie jak: prawda, dobro i zło. Każdy z nas musi mieć klarowne rozróżnienie, co to jest prawda, a co kłamstwo. Lansowano kiedyś przewrotne powiedzenie „prawdomówny inaczej” - tak mówiono o byłym prezydencie Kwaśniewskim. To jest paranoja. Albo ktoś jest prawdomówny, albo jest kłamcą. Albo ktoś jest uczciwy, albo jest złodziejem. Nie ma pojęcia: „prawdomówny inaczej”. Od tego poszły inne pojęcia np. homoseksualista to „kochający inaczej”, a złodziej to „uczciwy inaczej”. I myślę, że każdy z nas jako człowiek ma prawo i obowiązek te pojęcia jednoznacznie przemyśleć i zrozumieć. Dobro jest, albo go nie ma. I jest zło. Największym nieszczęściem i przewrotnością współczesnego człowieka nie jest już nawet to, że popełnia grzechy, ale to, że bezczelnie udowadnia, że ich nie popełnia, że grzechu w ogóle nie ma, że zło nie istnieje. To właśnie czyni człowieka nie tylko wewnętrznie zatwardziałym, ale wprost „impregnowanym’ na łaskę Bożą, nieprzemakalnym na Boże Miłosierdzie. W takim stanie Bóg ze swoją Łaską i Miłosierdziem ma coraz mniejsze szanse na dotarcie do człowieka, na jego uleczenie. To jest właśnie nieszczęście faryzeuszów w Ewangelii, którzy nie widzą własnej grzeszności i dlatego nie mogą być uleczeni. To jest także sytuacja współczesnego człowieka (a powiedzmy nawet wprost Europejczyka), który zatracił poczucie grzechu, który utracił ostrość widzenia i samokrytycyzm w imię pseudo-wolności i fałszywej tolerancji. I tu właśnie pojawia się pycha, która nie tylko chce stanowić o dobru i złu, ale odrzuca nawet samo pojęcie zła i grzechu. Zło popełnione przez jednego człowieka jest karane. To samo zło, popełnione przez innego, będzie gloryfikowane. Kradzież jest zawsze kradzieżą czy ukradnie robotnik, czy minister. A w sytuacji, gdy zaciera się różnica pomiędzy sprawiedliwością i niesprawiedliwością, między dobrem i złem ludzie są zdezorientowani. Nie mają jasnych norm i wtedy jakakolwiek moralność czy etyka jest skazana na banicję.

Kolejnym pojęciem fundamentalnym do przemyślenia jest pojęcie wolności i odpowiedzialności: jestem wolny, więc mogę robić, co chcę. Taka wolność jest wolnością anarchistyczną, destrukcyjną, jest tyranią silniejszego, prawem dżungli, jest bezprawiem. Jestem odpowiedzialny za to, co robię! Dziennikarz nie może pisać bzdur na zasadzie: gdzieś słyszałem, mówiono, że itd. Polityk nie jest poza, czy ponad prawem i absolutnie nie cieszy się wolnością czynienia, co mu się podoba tylko dlatego, że ma immunitet. Nie ma i być nie może immunitetów dla złodziei i aferzystów. Każdy jest odpowiedzialny za to, co czyni, a im większa wolność, im wyższe stanowisko tym większa odpowiedzialność. Nie można bezkarnie szkalować człowieka, nie można stawiać się poza, czy ponad prawem i uczciwością, prawdomównością, rzetelnością… jeśli ktoś namota, to musi za to ponieść odpowiedzialność. Wolność nie jest wartością najwyższą. Najwyższą wartością jest prawda. To właśnie, poznanie prawdy uczyni nas wolnymi (jak mówi Chrystus w Ewangelii – J 8,32). Poza prawdą, czy wbrew prawdzie nie ma wolności. Wolność poza, czy ponad prawdą jest absurdem i tyranią silniejszego i demagoga.

Tolerancja: jeśli katolik upomni się o wartości moralne w życiu społeczny czy zawodowym, to się go oskarża o religijny fanatyzm, o klerykalizm, o brak tolerancji. Natomiast zboczeniec, zbrodniarz, przestępca ma prawo w imię tolerancji głosić anty-wartości i domagać się ich akceptacji. W imię tolerancji mam akceptować wszelkiego rodzaju zboczenia i dewiacje. Ja, jako katolik jestem posądzany o fanatyzm, ale ten, który popełnia zło ma prawo do tolerancji. A skąd to pomieszanie z poplątaniem? A no właśnie z braku jasnych rozstrzygnięć i klarownych definicji dobra i zła, czyli z braku prawdy. Toleruję człowieka, ale nie toleruję zła. Ojciec Krąpiec mówi, że „tolerancja zła jest złą tolerancją”. Związki homoseksualne nie mogą być zrównane w prawach z rodziną, bo to jest absurd. Ja nie oceniam ludzi, którzy mają z tym kłopoty, bo nie jestem lekarzem seksuologiem, ale nie mogę zgodzić się z tezą, że związki homoseksualne są naturalne i że powinny w prawie być zrównane z prawami rodziny. Jakaż to naturalność, skoro natura nastawiona jest na prokreację? Nie mogę twierdzić, że pijak, alkoholik jest kimś zdrowym, bo to jest choroba alkoholowa. Dlaczego parlamenty europejskie demokratycznie dekretujące, że związki homoseksualne są naturalne, nie zadekretują, że od dzisiaj np. nie obowiązuje prawo grawitacji i naturalnym jest unoszenie się w powietrzu? Przecież to czysty absurd i paranoja!

Kolejna wartość to rodzina. Rodzina jest komórką, w której kształtują się najwyższe wartości. Jeżeli więc rodzina jest, zdezorientowana, rozbita, atakowana, to gdzie dzieci mają zaczerpnąć prawdziwych wartości moralnych. Widzę, jak wszystkie masmedia głoszą relatywizm moralny, wolność i dowolność wyborów. W takim relatywizowanym świecie wygrywa ten, kto jest silniejszy, lub ten, kto jest większym demagogiem, kto głośniej i bezczelniej krzyczy.

Nie mogę też powiedzieć, że mnie to wszystko ogłupiło, nie mogę zwolnić się czy usprawiedliwić modą, przekonaniami większości, czy brakiem rozeznania. To ty jesteś odpowiedzialny za twoją strefę moralną. Nie oglądaj głupich filmów, nie czytaj kretyńskich gazet, nie daj się manipulować. To dziećmi można manipulować, to dziecko może powiedzieć: „ja nie wiedziałem”. Człowiek dorosły popełnia jeden z najważniejszych grzechów, grzech nie używania rozumu kiedy daje sobą manipulować i jednocześnie zwalnia się z odpowiedzialności za swoje czyny. Daję się ogłupiać, mamić, jest to przyjemne, za mnie myślą inni. Pozbyłem się odpowiedzialności za krytyczne myślenie, dałem się manipulować i za to też jestem odpowiedzialny. To, że zniszczyłem w swoim życiu wszystkie wartości, to jest moja wina, bo pozwoliłem na to. Rodzice, którzy zwalniają się z obowiązku wychowania dzieci, pozwalają na oglądanie godzinami telewizji z absurdalnymi i szkodliwymi programami lub bezsensowne wertowanie treści w Internecie są odpowiedzialni za to, że dziecko staje się nadpobudliwe, za to, że nikt nie umie sobie z takim dzieckiem poradzić. Dziecko wsiąka bardzo szybko i bezbronnie w historie nawet kryminalne. Wtedy odpowiedzialność zrzuca się na Internet, na nauczyciela, na „takie czasy”, tylko nie na rodziców. Rodzice pozwolili, by dziecko było manipulowane, żeby mu robiono wodę z mózgu. I to rodzice wyrządzili mu największą krzywdę.

Skąd biorą się tacy rodzice? Do każdego zawodu trzeba się przygotowywać latami. Lekarz studiuje 6-7 lat, inżynier zanim zacznie budować domy uczy się 5 – 6 lat, nawet na piekarza czy szewca trzeba kilka lat terminować Nie ma natomiast szkół dla rodziców. Tu jest pytanie, kto ma przygotowywać rodziców do wypełniania ich zadań. Jeśli już na poziomie rodziny nie ma wzorców we własnych rodzicach, to jakimi rodzicami będą kiedyś tak wychowywane, czy raczej deformowane dzieci? Przypomina mi się powiedzenie kard. Stefana Wyszyńskiego: „najważniejszą pracą dla księży, najważniejszym zadaniem Kościoła jest praca w rodzinach”. Rodzina jest tym miejscem, gdzie przekazuje się najwyższe wartości, nie w formie katechizacji, lecz w formie wychowania przez przykład. Dlatego myślę, że pierwszym elementem kuracji jest położenie nacisku na kształtowanie rodziny. Zauważyłem wiele razy, że tam gdzie nie ma komputera, nawet telewizora, dzieci są zdrowsze, spokojniejsze mniej znerwicowane. Przy komputerze, kretyńskiej i pełnej przemocy telewizji dzieci są rozdygotane, stale szukają ekscytacji. Nie jestem przeciwnikiem telewizora i komputera, bo też ich czasem używam, ale dziecko nie ma samokontroli, jest chłonne. Żyjemy w nienormalnym świecie, gdzie technologia nas nie tylko przerasta, ale i dominuje. Spotkałem takie absurdalne sytuacje, że matka woła dziecko z pokoju do kuchni na obiad za pomocą sms’a. To jest paranoja. Sytuacja, w której rodzina nie idzie w niedzielę na Mszę Św., bo ojciec siedzi przed komputerem razem z synem, nie idzie się na spacer, na wycieczkę, nie ma czasu dla siebie wzajemnie, bo każdy siedzi przed swoim ekranikiem jest coraz częstsza. To nawet z punktu widzenia biologicznego ma opłakane skutki. Musimy świadomie używać wszystkiego, ale używać tak, aby nam to nie zaszkodziło. Czekolada jest bardzo dobra. Ale jeżeli będę ją jadł bez umiaru, to ostatecznie zachoruję. Tak samo jest ze wszystkimi innymi używkami, które mogą obrócić się przeciwko człowiekowi.

09.29.06

XXVI Niedziela w ciągu roku – B

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 11:01 po południu od admin

Lb 11,25-29

A Pan zstąpił w obłoku i mówił z nim. Wziął z ducha, który był w nim, i przekazał go owym siedemdziesięciu starszym. A gdy spoczął na nich duch, wpadli w uniesienie prorockie. Nie powtórzyło się to jednak. Dwóch mężów pozostało w obozie. Jeden nazywał się Eldad, a drugi Medad. Na nich też zstąpił duch, bo należeli do wezwanych, tylko nie przyszli do namiotu. Wpadli więc w obozie w uniesienie prorockie. Przybiegł młodzieniec i doniósł Mojżeszowi: Eldad i Medad wpadli w obozie w uniesienie prorockie. Jozue, syn Nuna, który od młodości swojej był w służbie Mojżesza, zabrał głos i rzekł: Mojżeszu, panie mój, zabroń im! Ale Mojżesz odparł: Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!

Jk 5,1-6

A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabili sprawiedliwego: nie stawia wam oporu.

Mk 9,38-46

Wtedy Jan rzekł do Niego: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.

Zazdrość i zgorszenie…

Postawa Jozuego, zazdrosnego o dar proroctwa powtarza się wśród Apostołów. Oni też są zazdrośni, że oto ktoś, kto nie chodził z nimi dokonuje niezwykłych rzeczy w imię Chrystusa. I Jozue był wybrańcem Boga, to on wprowadził Naród Wybrany do Ziemi Obiecanej, i Apostołowie też… specjalnie wybrani przez samego Chrystusa, a jednak… a jednak nie są wolni od zazdrości…

Czyż i nam się to dzisiaj nie zdarza, że zazdrościmy? Nawet dobrych, pochodzących od Boga darów, że jesteśmy zawistni, że złym okiem patrzymy, bo ktoś otrzymał coś, czego według nas otrzymać nie powinien? To już nie faryzeusze, to Apostołowie Chrystusa są hipokrytami… A jakże często powtarza się to wśród nas? Zazdrość jest najbardziej bezinteresowną wadą i najmniej pożytku z niej mamy, a przecież tak często obecna jest w naszym bardzo „pobożnym” i „katolickim” życiu. Skąd się to bierze? Nie dalej jak w ubiegłą niedzielę mówił św. Jakub: “Gdzie bowiem zazdrość i żądza, tam też bezład i wszelki występek…” A tyle tego wśród nas, tyle zazdrości i żądz morderczych… i modlitw nie wysłuchanych…

I drugi temat dzisiejszej Ewangelii, zgorszenie… dawane innym. Niestety i to jest obecne w naszym życiu… w moim życiu. Iluż ludzi zgorszyło się moim postępowaniem, moim zachowaniem, moimi żądzami, zazdrością, chciwością, moimi grzechami…? A gdybym tak miał dosłownie zastosować polecenie Chrystusa: “… jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją…” I nie zasłaniaj się tym, że inni jeszcze gorzej robią, nie usprawiedliwiaj się, że taka była konieczność i racja stanu, że tego wymagała sytuacja, że… itd., itp…. Iluż z nas chodziło by bez rąk, bez nóg i bez oczu?

Zgorszyłeś innych, stałeś się powodem grzechu, przez swój zły przykład, przez swoje niedbalstwo, przez brak cywilnej odwagi, przez zaniedbanie, przez lekceważenie… stałeś się powodem grzechu i nie masz nic na swoje usprawiedliwienie. Stałeś się powodem grzechu, bo nie chciało ci się, bo nie opłacało się, bo nie warto było. Stałeś się powodem grzechu, bo byłeś małoduszny i lękliwy, bo byłeś lekkomyślny i nieuważny. Stałeś się powodem grzechu, bo zaniedbałeś swoje obowiązki. Stałeś się powodem grzechu, bo nie starczyło ci odwagi, bo kierowały tobą twoje żądze i pragnienia…

I lepiej by było uwiązać kamień młyński u twojej szyi, bo zgorszyłeś innych, nawet niekoniecznie swoim grzechem, ale zaniedbaniem, lekceważeniem, tupetem, cwaniactwem, przebiegłością, chciwością, skąpstwem, fałszywą i faryzejską pobożnością, zazdrością, arogancją…

Nie osądzaj tak łatwo innych…

zobacz czy i ty sam nie jesteś powodem grzechu…

nawet kiedy ci się wydaje, że jesteś pobożny i prawy…

prawdziwa cnota krytyki się nie boi …

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 8:59 po południu od admin

„Papież nie powinien był przepraszać. Potraktował islam z godnością. Potraktował tę wiarę i tę (muzułmańską) społeczność jak dorosłych, od których można czegoś wymagać. To oznaka szacunku. Obrażający jest politycznie słuszny, podyktowany fałszywą delikatnością pogląd o tym, jak należy podchodzić do muzułmanów, który zakorzenia się dziś na Zachodzie. Sprowadza się on do ostrzeżenia: »Cicho sza! Nie mówmy nic o islamie! Nie rozumiecie? Jeśli powiecie coś krytycznego, spalą wasz dom. Zostawcie ich w spokoju. Nie drażnijcie ich. Nie są oni zdolni do cywilizowanego, racjonalnego dialogu o problemach w swojej wspólnocie wiary«”

za New York Times

zobacz także Przemówienie Ojca Świętego wygłoszone w czasie spotkania z przedstawicielami nauki w auli uniwersytetu w Ratyzbonie 12 września 2006 r

piękna modlitwa św. Tomasza:

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 3:57 po południu od admin

„Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary.

Wyzwól mój umysł od niekończącego się brnięcia w szczegóły i dodaj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do sedna rzeczy.”

09.28.06

29.09. Świętych Archaniołów: Michała, Gabriela i Rafała

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 7:39 przed południem od admin

Dn 7,9-10.13-14

Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła - płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

lub

Ap 12,7-12a

I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym. A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych - aż do śmierci. Dlatego radujcie się, niebiosa i ich mieszkańcy!

J 1,47-51

Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym. Odpowiedział Mu Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela! Odparł mu Jezus: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem powiedział do niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego.

Aniołowie - czy istnieją?

Według Pisma Świętego Michał, Gabriel i Rafał to trzej spośród siedmiu Archaniołów stojących przed Bogiem. Zarówno Żydowska, jak i Chrześcijańska tradycja uznaje istnienie aniołów i wierzy w ich specjalne posłannictwo oraz szczególną służbę, jaką maja oni do spełnienia wobec ludzi z przykazania Bożego.

Archanioł Michał - Jego imię znaczy “Któż jak Bóg?” W tradycji biblijnej uznany za szczególnego opiekuna narodu Wybranego (Dn 12,1) i Kościoła. W Apokalipsie (Ap 12,7-9) przedstawiony jako przywódca zastępów anielskich w walce z Szatanem,

Archanioł Gabriel - Jego imię znaczy “Bóg jest Mocą“. Jest specjalnym posłannikiem Boga w zapowiadaniu niezwykłych wydarzeń zbawczych. To on przepowiedział przyjście Mesjasza prorokowi Danielowi (Dn 8,15), a według Ewangelii św. Łukasza był posłany do Zachariasza i do Maryi w dniu zwiastowania (Łk 1),

Archanioł Rafał - Jego imię oznacza “Bóg uzdrawia“. Sam siebie przedstawia, jako tego, który zanosi modlitwy ludzi przed tron Boży (Tb 12,15). Według Ewangelii św. Jana jest on łączony z sadzawką Betesda w Jerozolimie, gdzie dokonywały się liczne uzdrowienia.

Egzystencja duchów czystych, jak o aniołach mówi teologia, nie wydaje się być racjonalnie uzasadniona i wytłumaczalna jedynie na podstawie czysto logicznego rozumowania. O ich istnieniu wiemy z Objawienia zawartego w Piśmie świętym. Według tegoż objawienia, są to istoty stworzone przez Boga i żyjące niejako w dwóch światach lub stanach: w niebie -w ustawicznej obecności Boga- i jako posłane ku pomocy człowiekowi. Ale wedle tegoż samego objawienia istnieją również aniołowie upadli, ci którzy odmówili służby Bogu i ich rzeczywistością jest stan piekła i odrzucenia, a ich “posłannictwem” (oczywiście przeciwnym Bogu) jest kuszenie człowieka i odwodzenie go od Boga. Istnienie aniołów, ich duchowa natura, fakt istnienia dobrych i upadłych aniołów, rola Archaniołów i ich działanie są przedmiotem katolickiej doktryny wiary opartej na objawieniu zawartym w Piśmie świętym.

Św. Tomasz z Akwinu mówiąc o aniołach stwierdza, że: “są to inteligencje (duchy) czyste, niezłożone z materii i formy, ale złożone z aktu i potencji, w których można rozróżnić to czym taki byt jest i fakt, że on istnieje” (S.Th. I, I, Q50). Ponadto według nauczania teologów scholastycznych aniołowie będąc duchami czy też inteligencjami czystymi nie mają możliwości mylenia się ani, co za tym idzie nawracania. Stąd upadli aniołowie zbuntowali się przeciwko Bogu z pełną świadomością tego, co czynią i nie mogą się ani usprawiedliwiać niewiedzą, ani nawrócić. *

Dla naszych jednak potrzeb wystarczy może uświadomić sobie, że Bóg w swojej nieskończonej dobroci przewidział nawet takie stworzenia jak aniołowie, aby okazać człowiekowi swoją miłość i miłosierdzie.

Święci Aniołowie Boży - wspomagajcie mnie waszą czystą mocą i pomocą w walce z nieprzyjaciółmi Boga i moimi nieprzyjaciółmi.

* Wszystkich zainteresowanych odsyłam niniejszym do Sumy Teologicznej św. Tomasza, gdzie w części I, tomu I poświęca on zagadnieniu aniołów kwestie od 50 do 74. Jest to sławny traktat Tomasza “O Aniołach - De Angelis“.

09.26.06

Refleksje o wierze, kulturze i Europie (4)

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 5:14 po południu od admin

Przez wiele lat pracował Ksiądz w Afryce. Jak z perspektywy tych lat ocenia Ksiądz, jak widzi misje Kościoła na różnych kontynentach, w różnych środowiskach? I jakie jest w tym miejsce Polaków, a także Salwatorianów?

Może najpierw pewne uściślenie terminologiczne. Dokumenty Kościoła (Katechizm i Prawo Kanoniczne) mówią wyraźnie o misji „ad gentes” tzn. głoszeniu Słowa Bożego dla pogan lub do pogan, czyli o tym pierwszym głoszeniu, o pierwszym zetknięciu się pewnej kultury z Osobą Syna Bożego, z Dobra Nowiną. I to odnosi się do pracy wśród narodów Afryki, niektórych narodów czy kultur Ameryki Łacińskiej, Azji i Oceanii. Nie można tego mylić z re-ewangelizacją, która dokonuje się na terenach niegdyś chrześcijańskich, a dzisiaj (z różnych powodów) spoganiałych, jak np. tereny byłego ZSRRS czy innych krajów Europy (np. zachodniej), gdzie czasami praca jest nawet o wiele trudniejsza niż na terenach ściśle misyjnych, ale nie jest to misja „ad gentes”. Używanie więc np. zwrotu „misja wschodnia” dla określenia pracy ewangelizacyjnej czy re-ewangelizacyjnej na terenach Białorusi, Ukrainy, czy Rosji jest jednak pewnym nadużyciem. Ja więc pragnę mówić jedynie o misji w sensie „stricte” czyli o misjach na terenie Afryki. I tutaj kilka spostrzeżeń najpierw natury ogólnej.

Pierwsze z nich to spostrzeżenie, że zmniejsza się ilość misjonarzy duchownych (księży, braci, sióstr), co na pewno jest niepokojące, ale zwiększa się ilość świeckich zaangażowanych w misje, co z kolei jest na pewno pocieszające. Dla przykładu na ogólną liczbę zaledwie 2.060 misjonarzy polskich pracujących w świecie aż 190-ciu to misjonarze świeccy, którzy pracowali lub nadal pracują w krajach misyjnych (według danych z Instytutu Misyjnego Laikatu). Mówię „zaledwie 2.060 misjonarzy polskich”, bo dla przykładu taka Hiszpania (niewiele większa od Polski) ma ich ponad 20 tysięcy. Tak więc ta katolicka Polska nie wypada wcale tak różowo na tle innych krajów. Trudno akurat w tym miejscu analizować przyczyny tego stanu rzeczy, ale jest on jednak dosyć symptomatyczny i powiedziałbym raczej niepokojący. Zmniejsza się liczba misyjnych powołań, zmniejsza się zastraszająco ilość wyjeżdżających na misje księży, sióstr czy braci. Soborowa idea wyrażająca się w słowach: „Kościół będzie albo misyjny, albo go wcale nie będzie” – wydaje się tutaj chyba jak najbardziej na czasie. Oczywiście strzec się należy uogólnień i malkontenctwa, ale tak popularny u nas hurraoptymizm i zwracanie uwagi tylko na sukcesy i pozytywy jest równie niebezpieczny i usypiający. Bo nawet statystyki w tym względzie mówią same za siebie. To prawda, że część z tych, którzy mogliby wyjechać na misje „ad gentes” wyjechało na wschód, ale nie są to znowu tak wielkie liczby i nie należy się wcale tym usprawiedliwiać, bo przeczytałem kiedyś, że jeden z biskupów „wschodnich” po wizycie w kilku diecezjach południowej Polski powiedział iż „obecnie z tych diecezji 150 – 200 księży śmiało natychmiast mogłoby wyjechać do pracy na wschodzie, czy na misje do Afryki, bez jakiegokolwiek uszczerbku dla miejscowego duszpasterstwa.

I tutaj druga uwaga ogólna, uwaga jednego z moich studentów –wspomniana wyżej- że laicyzacja czy nawet poganizaja Europy dokonuje się w tak zastraszającym tempie, iż ja sam zadaję sobie pytanie: czy nie mają oni w pewnym sensie racji mówiąc, że my powinniśmy raczej nawracać naszych „spoganiałych braci Europejczyków”, którzy coraz bardziej żyją tak, jakby Bóg nie istniał?

I tak się zastanawiam, czy aby przypadkiem ta laicyzacja, czy poganizacja Europy (także Polski) nie jest efektem zaniku ducha misyjnego, czyli braku tej wewnętrznej, głębokiej świadomości, że Chrystus w Którego wierzę domaga się, abym się tą wiarą dzielił? Misje bowiem to nie jest tylko sprawa tych nielicznych, którzy decydują się na wyjazd z kraju do krajów misyjnych, ale to cały duch kościoła lokalnego, który wiarą chce –lub nie chce- się dzielić. A przecież za tym ogólnym i eufemicznym stwierdzeniem kryją się bardzo konkretne fakty, jak np. animacja misyjna w duszpasterstwie parafialnym, powiedziałbym nawet cała „filozofia misyjna”, którą tak jasno wyraził Założyciel naszego zgromadzenia ks. Franciszek Jordan: „Dopóki istnieje na świecie chociażby jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa nie wolno ci spocząć”. A przecież chodzi także o misyjną formację alumnów w seminariach, czy o to, co nazwałbym polityką misyjną diecezji i zgromadzeń zakonnych. Sądzę, że rachunek sumienia w tym względzie byłby więcej niż pożądany. I ten rachunek powinien być przeprowadzony właśnie w świetle tego powiedzenia: „Kościół będzie misyjny, albo go wcale nie będzie.” Można by nawet zapytać: „czy Europa nie wysyła misjonarzy dlatego, że się poganizuje i już ich nie ma, czy raczej nie jest tak, że Europa się poganizuje, bo nie wysyła już misjonarzy „ad gentes”. Czy nie jest tak, że wiele zgromadzeń zakonnych (także w Polsce) przeżywa wyraźny kryzys powołań właśnie dlatego, że zapomniało o swoim misyjnym powołaniu?

Ciekawym jest np. fakt, że u początków naszego zgromadzenia, kiedy liczyło ono zaledwie kilkunastu członków już w 1889 roku (a więc w 8 lat po oficjalnym założeniu Zgromadzenia) Założyciel wysłał pierwszych misjonarzy do Assam w Indiach, a później do Chin. A przecież Europa w tym czasie także przezywała kryzys, jak chociażby problem skutków Kulturkampf’u w Niemczech. Ta świadomość misyjna naszego Założyciela, została jakby w naszych czasach zapomniana, żeby nie powiedzieć zanegowana.

Mógłbym nawet powiedzieć i jestem przekonany, że Europa, albo odrodzi w sobie ducha misyjnego, albo zniknie. A odnosi się to przecież także do Polski. Albo odnowimy, odrodzimy w nas misyjnego ducha, albo znikniemy. Światu potrzeba misjonarzy, światu potrzeba Polskich misjonarzy, którzy mimo trudności chcą dzielić się wiarą w Jezusa Chrystusa, którzy zrozumieli i przyjęli nawoływanie świętego Pawła z 2 listu do Tymoteusza: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, /w razie potrzeby/ wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!” (2 Tm 4:1-5)

I po tych ogólnych uwagach kilka refleksji osobistych. Nie będę tu przytaczał liczb, ani statystyk, ale ograniczę się raczej do kilku refleksji pozytywnych, „ku pokrzepieniu serc”. Pracowałem przez kilka lat w ówczesnym Zairze (dzisiaj Republika Demokratyczna Kongo), później przez prawie 10 lat w Tanzanii, a z Tanzanii (od 1998) prawie co roku dojeżdżałem do pomocy na Komorach. I powiem najpierw jasno i mocno: „nie żałuję ani jednego dnia spędzonego w Afryce”, nawet jeśli czasami nie były to dni łatwe i na efekty mojej pracy trzeba było czekać latami. Moi pierwsi studenci z Zairu i Tanzanii są już dzisiaj księżmi, niektórzy porobili doktoraty, inni zostali przełożonymi w swoich zgromadzeniach, wielu (jak np. klerycy ze Zgromadzenia Precious Blood, czy Consolata Fathers) wyjechało na misje do Ameryki Łacińskiej. Wielu pracuje w samym Zairze czy Tanzanii. I kiedy ich spotykam lub kiedy do mnie piszą odczuwam wewnętrzną satysfakcję, że coś im jednak dałem, coś więcej niż samą wiedzę z filozofii czy kosmologii. I to cieszy. To pokazuje i utwierdza mnie w przekonaniu, że moja praca była tam potrzebna i nie poszła na marne. A czasami myślę sobie nawet przekornie: „a może oni za kilka, kilkanaście lat przyjadą tutaj, do Europy na misje ad gentes?”

I druga refleksja „ku pokrzepieniu serc”. Ksiądz, brat zakonny, siostra pracująca na misjach na pewno widzą sens swojej pracy i widzą jej potrzebę, jej nieodzowność, mimo, że jest tam już coraz więcej duchowieństwa rodzimego. To nie jest tak, że wzrost liczby miejscowego duchowieństwa eliminuje potrzebę misjonarzy. Oni są tam nadal potrzebni, o ile nawet nie do bezpośredniej pracy w buszu, to do formacji, do kontynuacji procesu przygotowania i kształcenia kościoła rodzimego. I Salwatorianie mają tu także swój udział. Od 1993 roku, a więc od prawie 13 lat funkcjonuje w Tanzanii międzyzakonne Seminarium Duchowne (obecnie Instytut Filozoficzno – Teologiczny) w Morogoro, z którego co roku wychodzi kilku, kilkunastu „nowych świeżo upieczonych księży”.

I misja na Komorach, gdzie nie ma powołań, nie ma chrztów, nie ma nawróceń wśród miejscowej w 100% islamskiej ludności, ale poprzez Salwatorianów tam pracujących, jest obecność Kościoła. Wprawdzie niema i milcząca, ale jednak nie bezużyteczna obecność Kościoła i obecność Boga, który jest Miłością w islamskim świecie. Prowadzimy tam parafię dla tych nielicznych katolików z kontynentu i Malgaszów z Madagaskaru, oraz charytatywną działalność w szpitalu dla poparzonych dzieci, w przychodni zdrowotnej dla ubogich i w szkołach dla kobiet. I mimo, że efekty tej pracy są może mniej spektakularne i mniej widoczne niż w przypadku Zairu (Kongo) i Tanzanii, to jednak na pewno nie mniej wartościowe. Jak pisze Ks. Jan Szpilka, który od ponad ośmiu lat pracuje tam jako Administrator Apostolski: „Jestem przekonany, że ta nasza salwatoriańska obecność w tym kraju wpisuje się w Boże plany, w Bożą logikę, a także w charyzmat naszego Zgromadzenia. Nie wolno nam wprawdzie mówić o Chrystusie, ale nikt nie zabrania nam głosić Ewangelii przykładem, opieką nad chorymi, modlitwą i poprzez dialog. Jeden z biskupów południowoamerykańskich powiedział, że przykład życia może się okazać jedyną ewangelią, jaką niektórzy przeczytają.

I to też jest praca misyjna, o czym nie wolno zapominać. Jest to zdanie: ”przykład życia może się okazać jedyną ewangelią, jaką niektórzy przeczytają” może nawet coraz bardziej aktualne także w dechrystianuzującej się Europie.

09.25.06

Homilia Ojca Świętego Benedykta XVI

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 4:41 po południu od admin

wygłoszona podczas Mszy św. 26 maja 2006 na placu Piłsudskiego w Warszawie

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Umiłowani w Chrystusie Panu Bracia i Siostry.

”Razem z wami pragnę wyśpiewać pieśń dziękczynienia dla Opatrzności, która pozwala mi dziś jako pielgrzymowi stanąć na tym miejscu”. Tymi słowami 27 lat temu rozpoczął swoją homilię w Warszawie mój umiłowany poprzednik Jan Paweł II. Dziś czynię je moimi i dziękuję Panu za to, że mi pozwolił znaleźć się na tym historycznym placu. Tutaj, w wigilię uroczystości zesłania Ducha Świętego, Jan Paweł II wypowiedział znaczące słowa modlitwy: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”. I dodał: „Tej ziemi!” Tutaj też, na tym samym placu był żegnany wielki Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński. W tych dniach wspominamy 25. rocznicę jego śmierci.

Bóg połączył te dwie osoby nie tylko przez tę samą wiarę, ale również przez koleje życia, tak mocno związane z historią tego narodu i Kościoła, który w nim żyje. Na początku pontyfikatu Jan Paweł II pisał do Kardynała Wyszyńskiego: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem” (List Jana Pawła II do Polaków, 23 października 1978). Jak nie dziękować dziś Bogu za to wszystko, co dokonało się w waszej Ojczyźnie i w całym świecie podczas pontyfikatu Jana Pawła II? Na naszych oczach zmieniły się systemy polityczne, ekonomiczne i społeczne. Ludzie w wielu krajach odzyskali wolność i poczucie godności. „Nie zapominajmy wielkich dzieł Bożych” (por. Ps 78, 7). Dziękuję wam za waszą obecność i modlitwę. Dziękuję Kardynałowi Prymasowi za słowa, które do mnie skierował. Pozdrawiam wszystkich obecnych tu biskupów. Cieszę się z obecności Pana Prezydenta oraz władz państwowych i lokalnych. Sercem obejmuję wszystkich Polaków, którzy żyją w kraju i za granicą.

„Trwajcie mocni w wierze!” Wysłuchaliśmy przed chwilą słów Jezusa: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy” (J 14, 15-17a). W tych słowach Jezus ukazuje najściślejszy związek, jaki istnieje między wiarą i wyznaniem Bożej prawdy, między wiarą i całkowitym poświęceniem się Jezusowi w miłości, między wiarą i życiem według przykazań Bożych. Wszystkie te trzy wymiary wiary są owocem działania Ducha Świętego. Działanie to objawia się jako wewnętrzna moc, która jednoczy serca uczniów z Sercem Chrystusa i uzdalnia ich do miłowania braci, tak jak On ich umiłował. Tak więc wiara jest darem, ale jednocześnie jest też zadaniem.

„Ojciec da wam innego Pocieszyciela – Ducha Prawdy”. Wiara jako znajomość i wyznawanie prawdy o Bogu i o człowieku „rodzi się z tego, co się słyszy, a tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” – naucza św. Paweł (Rz 10, 17). W dziejach Kościoła Apostołowie głosili słowo Chrystusa, starając się przekazać je nieskazitelne swoim następcom, którzy z kolei przekazywali je następnym pokoleniom, aż do naszych czasów. Wielu głosicieli Ewangelii oddało życie za wierność prawdzie słowa Chrystusa. I tak, z troski o prawdę, ukształtowała się Tradycja Kościoła. Podobnie jak było w minionych wiekach, i dziś są osoby lub środowiska, które, odchodząc od tej Tradycji, chciałyby zafałszować słowo Chrystusa i usunąć z Ewangelii prawdy, według nich, zbyt niewygodne dla współczesnego człowieka. Usiłuje się stworzyć wrażenie, że wszystko jest względne, że również prawdy wiary zależą od sytuacji historycznej i od ludzkiej oceny. Kościół jednak nie może dopuścić, by zamilkł Duch Prawdy. Za prawdę Ewangelii odpowiedzialni są następcy Apostołów, razem z Papieżem, ale także wszyscy chrześcijanie są wezwani, by wziąć na siebie część tej odpowiedzialności, przyjmując jej autorytatywne wskazania. Każdy chrześcijanin winien konfrontować własne poglądy ze wskazaniami Ewangelii i Tradycji Kościoła, aby dochować wierności słowu Chrystusa, nawet gdy jest ono wymagające i po ludzku trudne do zrozumienia. Nie możemy ulec pokusie relatywizmu czy subiektywnego i selektywnego interpretowania Pisma św. Tylko cała prawda pozwoli przylgnąć do Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia.

Chrystus mówi: ”Jeśli Mnie miłujecie…” Wiara nie oznacza jedynie przyjęcia określonego zbioru prawd dotyczących tajemnic Boga, człowieka, życia i śmierci oraz rzeczy przyszłych. Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował (por. 1 J 4, 11), aż do całkowitej ofiary z siebie. „Bóg (…) okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8). Jak inaczej możemy odpowiedzieć na tak wielką miłość, jeśli nie sercem otwartym i gotowym miłować. Ale co to znaczy miłować Chrystusa? To znaczy ufać Mu również w godzinie próby, podążać za Nim także drogą krzyżową, w nadziei, że niebawem nadejdzie poranek zmartwychwstania. Powierzając się Chrystusowi, nie tracimy nic, a zyskujemy wszystko. W Jego rękach nasze życie nabiera prawdziwego sensu. Miłość do Chrystusa wyraża się w pragnieniu życia zgodnego z myślami i uczuciami Jego Serca. Realizuje się to przez wewnętrzne zjednoczenie, oparte na łasce sakramentów, umacniane przez nieustanną modlitwę, uwielbienie, dziękczynienie i pokutę. Nie może zabraknąć uważnego wsłuchiwania się w natchnienia, które On przekazuje nam przez swoje Słowo, przez osoby, które spotykamy, przez sytuacje z codziennego życia. Miłować Go znaczy prowadzić z Nim nieustanny dialog, aby poznać Jego wolę i gorliwie ją pełnić.

Przeżywać własną wiarę jako relację miłości do Chrystusa znaczy również być gotowym do rezygnacji ze wszystkiego, co stanowi zaprzeczenie Jego miłości. Oto dlaczego Jezus powiedział do Apostołów: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”. A jakie są przykazania Chrystusa? Kiedy Jezus nauczał tłumy, nie omieszkał potwierdzić prawa, które Stwórca wpisał w serce człowieka, a później zapisał na tablicach Dekalogu. „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni” (Mt 5, 17-18). Jezus jednak dał Prawu nową motywację: należy zachowywać dziesięć przykazań z miłości do Boga i do bliźniego: „Miłować [Boga] całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary” (Mk 12, 33). W tym duchu Jezus sformułował swój wykaz wewnętrznych postaw tych, którzy pragną głęboko żyć wiarą: Błogosławieni ubodzy w duchu, którzy się smucą, cisi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, czystego serca, którzy wprowadzają pokój, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości… (por. Mt 5, 3-12).

Drodzy Bracia i Siostry, wiara jako przylgnięcie do Chrystusa objawia się przez miłość, która potęguje dobro, jakie Stwórca wpisał w naturę każdego i każdej z nas, w osobowość każdego człowieka i we wszystko to, co istnieje w świecie. Kto wierzy i kocha, staje się budowniczym „cywilizacji miłości”, której centrum jest Chrystus. Dwadzieścia siedem lat temu, w tym miejscu, Jan Paweł II powiedział: „Polska stała się w naszych czasach Ziemią szczególnie odpowiedzialnego świadectwa” (Warszawa, 2 czerwca 1979). Proszę was, pielęgnujcie to bogate dziedzictwo wiary poprzednich pokoleń, dziedzictwo myśli i posługi wielkiego Polaka, Papieża Jana Pawła II. Trwajcie mocni w wierze, przekazujcie ją waszym dzieciom, dawajcie świadectwo łasce, której doświadczyliście w sposób tak obfity przez działanie Ducha Świętego w waszej historii. Niech Maryja, Królowa Polski, wskazuje wam drogę do swego Syna i towarzyszy wam na drodze do szczęśliwej i pełnej pokoju przyszłości. Niech nigdy nie zabraknie w Waszych sercach miłości do Chrystusa i Jego Kościoła. Amen.

09.24.06

Refleksje o wierze, kulturze i Europie (3)

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 9:37 przed południem od admin

A jak Afrykańczycy widzą Europę?

Przede wszystkim jako bogatą materialnie, a jednocześnie jako bardzo egoistyczną i zapatrzoną w siebie. Przykład podany na początku jest tylko szczytem góry lodowej. Inny wstrząsający przykład to: fakt, że dla zapewnienia 2 miliardom ludzi w krajach ubogich dostępu do bieżącej wody potrzeba jest około 7 miliardów dolarów. Jest to znacznie mniej niż Europejczycy rocznie wydają na perfumy, czy też amerykańskie kobiety na operacje plastyczne piersi. A jednocześnie warto wiedzieć, że te 7 miliardów dolarów uratowałoby codziennie około 4 tysięcy ludzi przed śmiercią…

Od białego człowieka oczekuje się jedynie dóbr materialnych i to jest czasami tragiczne. Ja za pieniądze, które otrzymuję czasami w Polsce (w szkołach), płacę szkołę afrykańskim dzieciom zwłaszcza sierotom, dziewczynkom, które mają mniejszą siłę przebicia, mniejsze możliwości uczenia się. Ludzie miejscowi wolą, by proboszczem był biały misjonarz, bo on ma zaplecze materialne. Natomiast czarny ma niewiele, nie może dawać. Jednocześnie biali są postrzegani jako byli kolonizatorzy, zawsze od nich o wiele bogatsi. Biali politycy chcą dać Afryce tylko tyle, żeby było na jedzenie i trochę rozrywek, aby się nie zbuntowali i nie wkroczyli do Europy. Afryka jest traktowana jak skansen, w którym zachowało się kilka rezerwatów, jak np. największy park narodowy Afryki- Serengetti w Tanzanii, czy Park Krugera w Afryce Płd., w których można podziwiać egzotyczne zwierzęta i ludzi żyjących w prymitywnych warunkach, gdzie zachodni turyści przylatują na egzotyczne safari. A więc Afrykańczyk widzi białego jako „muzungu” – egoistycznego „białasa”, z którego należy wyciągnąć, ile się da. Biały ze swoim materialnych i technologicznym bogactwem rozwija w sobie –w sposób nawet nieuświadomiony- kompleks wyższości. Afrykańczyk z kolei, widząc i odczuwając ten kompleks wyższości i lekceważenia rozwija w sobie kompleks niższości. A co jest naturalnym efektem kompleksu niższości? Oczywiście agresja. W takim klimacie, misje Kościoła, to bardzo trudne przedsięwzięcie. Trzeba dużej pokory i prostoty, aby nieść Dobrą Nowinę o zbawieniu, nie kolonizując, nie niszcząc, nie pogardzając tymi, których się ewangelizuje.

W pewnym sensie można powiedzieć, że biali narzucili im chrześcijaństwo. Nie oceniam tego negatywnie, bo za tym idzie także postęp techniczny, czy chociażby medyczny, szkolnictwo opieka nad dzieckiem itd. Tylko- z drugiej strony- czy to wszystko, z czym my przychodzimy jest im nieodzownie potrzebne? Oni w naturalny sposób zaczynają pożądać tego samego, co my posiadamy. Kiedyś busz był dla nich ostoją, żywił, karmił, chronił, dostarczał wszystkiego, co potrzebne do życia. A teraz busz nie jest w stanie wyprodukować telewizora, roweru, komputera. Mają to, co dostaną, wyłudzą lub ukradną- a jeśli się im nie uda, to są nieszczęśliwi. Uważają, że biały musi im dać, bo ma. Misje więc nie są tak pełne chwały i jeśli mają spełnić swoje zadanie to muszą kłaść nacisk na rozwój innych, niż tylko technologiczne wartości, na rozwijanie wartości moralnych i ludzkich. Misjonarze to nie tylko, a nawet nie przede wszystkim prekursorzy wartości cywilizacyjnych. Ciekawym jest np. to, że w Morogoro gdzie wykładam w seminarium, największą liczbę powołań mają nie bogate zgromadzenia zakonne włoskie, amerykańskie czy polskie, budujące wielkie i luksusowe domy zakonne, ale pewien ubogi franciszkanin ojciec Richardo (też zresztą Włoch), który chodzi boso, w zniszczonym i połatanym habicie, mieszka ze swoimi braćmi w tradycyjnych afrykańskich lepiankach, bez światła i bez bieżącej wody. I to właśnie do niego garnie się największa liczba młodych Afrykańczyków.

Do tej pory, w wielu wypadkach była to raczej próba materialnej dominacji i epatowania wartościami materialnymi. Przykry zarzut moich studentów, że jednymi z agentów kolonializmu byli misjonarze, bo zaraz za nimi przychodzili kolonizatorzy- nie jest pozbawiony podstaw. Tak postrzegają misjonarzy Afrykańczycy, bardzo krytycznie i bardzo ostro. Misjonarze, którzy swoją pracę oparli na materialnych tylko zasobach, bardzo szybko spostrzegli się, że przegrali. Trzeba szukać innych form przekazywania Dobrej Nowiny, nie łączyć tego z materialnymi prezentami. Teraz orientacja jest trochę inna. Zresztą, Europa jako całość jest widziana jako kontynent, który nie chce się dzielić swoimi bogactwami. Europa daje to, co im spadnie ze stołu. W czasie jednej z pielgrzymek do Niemiec, Papież Jan Paweł II powiedział, że kościół niemiecki daje na misje, materialnie najwięcej, ale jednocześnie daje stale za mało, bo daje tylko to, co ludziom zbywa. Czy to nie jest tak, że w czasie niedzieli misyjnej wrzucamy na składkę na misje 10 czy nawet 20 złotych (to, co nam zbywa) i w ten sposób uspokajamy swoje sumienia?

Na pytanie więc: „Jak Afryka widzi Europę?” należałoby odpowiedzieć: bardzo krytycznie. A przecież widoczne jest i to, że Europa traci wiarę, że się poganizuje, że traci ludzkie wartości. Sam słyszałem (wcale niezłośliwie zadane) pytanie: „Czy wy, biali nie powinniście raczej zostać w Europie i nawracać waszych braci? To przecież oni są poganami, żyjącymi bez Boga, a nie my Afrykańczycy? I to oni potrzebują misjonarzy bardziej niż my.” I coś w tym jest.

09.23.06

XXV Niedziela w ciągu roku – B

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 10:30 przed południem od admin

Mdr 2,12-20

Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo - jak mówił - będzie ocalony.

Jk 3,16 - 4,3

Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś /zstępująca/ z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój. Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.

Mk 9,30-37

Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.

Kto chce być pierwszym…

Pożądacie, a nie macie… żywicie morderczą zazdrość… kłócicie się kto z was jest pierwszy, zabiegacie o honory i przywileje… wymyślacie sobie coraz to bardziej komiczne tytuły… prowadzicie walki i kłótnie…

Oj, skąd my to znamy, te dyskusje Apostołów Chrystusa? Jakby od tysięcy lat nic się w tym względzie nie zmieniło. A Chrystus ustawicznie powraca ze swoją nauką o poniżeniu, o wyszydzeniu, o męce i o śmierci. I na całą zawziętą i pełną zazdrości dyskusję swoich „wybranych Dwunastu” odpowiada bardzo prosto, stawiając przed nimi dziecko. A im jakby ktoś w twarz dał… zawstydzeni nie rozumieją o co chodzi.

A nasi dyrektorzy, prałaci, prezesowie, panowie ministrowie, biskupi, profesorowie, doktorzy, senatorowie…? A gdyby tak Chrystus przed nimi dziecko postawił i jeszcze im powiedział: “kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich“…?

Czyż nie poczuliby się obrażeni i dotknięci??? Już widzę ich miny, ich święte oburzenie, ich zgorszenie i zdziwienie…, bowiem posprzeczali się kto z nich jest największy…

Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.” Cóż więcej można dodać to tych słów św. Jakuba? Cóż więcej, skoro nawet ci, którzy się modlą, źle się modlą…? A wszystko dlatego, że zapomnieli o tym, co znaczy pójść za Chrystusem. A wszystko dlatego, że wzięła w nich górę -jak w Apostołach - ludzka próżność… dobrzy i pobożni katolicy, pewni siebie i zadufani w swej doskonałości Słudzy Chrystusa… współcześni Apostołowie i ich następcy. Bo nie zrozumieli, ani co to znaczy stracić życie dla Chrystusa, ani po co im Chrystus dziecko przed oczy stawia…

A ileż we mnie morderczej zazdrości, ileż zabiegania o ludzkie względy, ileż poszukiwania swego, udowadniania swoich racji, ileż kłótliwości, zawiści, złości, pychy, obłudy, chciwości, arogancji… Ileż we mnie próżności, chęci wywyższenia się, dominowania, bycia pierwszym, ileż nieustępliwości, fałszywej pobożności i świętego oburzenia, bo ktoś ośmielił się mnie skrytykować…?

A kto chce być pierwszym…

niech będzie ostatnim…

JAKŻE ŁATWO POWIEDZIEĆ…

09.22.06

Bronię Papieża przed… katolikami

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 10:30 po południu od admin

(as)

Media pełne są opisów reakcji muzułmańskich na wyrwany z kontekstu papieskiego wykładu w Ratyzbonie. Widzimy płonące kukły imitujące Benedykta XVI, słyszymy pełne nienawiści groźby pod adresem chrześcijan. Wszystko to budzi niepokój. Chwilami nawet strach.

Mnie jednak niepokoją nie tylko islamskie reakcje. Niepokoją mnie również reakcje europejskich, a w tym także katolickich, komentatorów całego wydarzenia. Ze zdumieniem słyszę głosy sugerujące, że Papież źle dobrał cytat, że wykazał się brakiem medialnego wyczucia, że swoim przemówieniem zniweczył kilkadziesiąt lat dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego, że zerwał ze strategia przyjętą wobec innych religii przez Jana Pawła II.

O co tu chodzi? Dlaczego wobec całkowicie bezpodstawnej nagonki na Papieża i chrześcijaństwo organizowanej przez skrajnie radykalne odłamy islamistów chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy, nie stają w jedności, tylko zaczynają na siłę szukać winy po swojej stronie. Żeby chociaż szukali winy w sobie. Ale nie, szukają winy w Następcy świętego Piotra, w Zastępcy Jezusa na ziemi.

Przedstawiciele innych religii (nie tylko muzułmanie) bardzo stanowczo bronią swych duchowych przywódców. Nie pozwalają reprezentantom innych religii ich krytykować, a w sytuacji ataku na któregoś z nich, jak jeden mąż stają w obronie. A chrześcijanie? A katolicy?

Czy to taka chrześcijańska specyfika wynikająca z treści wyznawanej wiary? Nie. To skutek poważnego kryzysu tożsamości. To rezultat traktowania religii w kategoriach prywatnych i wybiórczych. To wynik słabej wiary. Czyli tego wszystkiego, o czym w stanowczych słowach mówił podczas bawarskiej pielgrzymki (również w czasie budzącego islamskie protesty wykładu) mówił Benedykt XVI.

Nie chodzi mi o to, aby katolicy w obronie Benedykta XVI organizowali wielkie manifestacje. Broń Boże, żeby mieli sięgać po jakiekolwiek, nawet najłagodniejsze formy przemocy. Chodzi o to, aby zechcieli zastanowić się głęboko nad tym, co naprawdę mówił w Ratyzbonie Papież i dlaczego właśnie to mówił. Następca świętego Piotra nie jest politykiem, który reprezentuje stanowisko jakiejś konkretnej grupy interesów. Jest – powtórzmy to – Zastępcą Chrystusa na ziemi. Dlatego nie kieruje się poprawnością polityczną, lecz Ewangelią. Głosi wiarę.

(Jedna z wypowiedzi na stronie info.wiara.pl )

jak trudno znaleźć Boga…

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 10:03 po południu od admin

Mała rybka w oceanie zwraca się do starszej koleżanki:

- Ty z pewnością masz więcej doświadczenia rybiego niż ja: powiedz mi więc, gdzie mogę znaleźć taką rzecz, która nazywa się „ocean”; moje dotychczasowe poszukiwania nie przyniosły bowiem żadnego rezultatu…

- Ocean - odparła starsza ryba - to jest to, gdzie ty teraz pływasz, ta przestrzeń, w której żyjesz…

- Ależ to tylko woda - odparła rozczarowana rybka - ja szukam oceanu…

I odpłynęła, aby szukać dalej.

09.21.06

Papież Benedykt XVI do kapłanów…

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 8:34 po południu od admin

Warszawa, 25 maja 2006, Archikatedra św. Jana

“Na samym początku składam dzięki Bogu mojemu przez Jezusa Chrystusa za was wszystkich… Gorąco bowiem pragnąłem was zobaczyć, aby wam użyczyć nieco daru duchowego dla waszego umocnienia, to jest abyśmy się u was nawzajem pokrzepili wspólną wiarą - waszą i moją” (Rz 1, 8-12).

Tymi słowami zwracam się do was, drodzy kapłani, ponieważ dobrze oddają one moje dzisiejsze uczucia i myśli, pragnienia i modlitwy. W sposób szczególny pozdrawiam Kardynała Józefa Glempa, Arcybiskupa Warszawy i Prymasa Polski, i składam mu najserdeczniejsze gratulacje z okazji 50. rocznicy Święceń kapłańskich, która przypada właśnie dziś. Przybywam do Polski, do umiłowanej ojczyzny mojego wielkiego poprzednika Jana Pawła II, aby - tak jak on miał w zwyczaju - zaczerpnąć z tego klimatu wiary, jakim żyjecie, oraz aby “wam użyczyć nieco daru duchowego dla waszego umocnienia”. Ufam, że moje pielgrzymowanie w tych dniach “pokrzepi naszą wspólną wiarę - waszą i moją”.

Spotykam się z wami dzisiaj w archikatedrze warszawskiej, której każdy kamień przypomina bolesne dzieje waszej stolicy i waszego kraju. Na jak wielkie próby byliście wystawiani w nie tak dawnych czasach! Pamiętajmy o heroicznych świadkach wiary i ufności, którzy oddali swe życie Bogu i ludziom, o kanonizowanych świętych i o zwyczajnych ludziach, którzy pozostali prawi, autentyczni i dobrzy, nie ulegając zwątpieniu, nie tracąc wiary. W tej katedrze szczególnie wspominam Sługę Bożego kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego nazywacie “Prymasem Tysiąclecia”, który - zawierzając siebie Chrystusowi i Jego Matce - umiał wiernie służyć Kościołowi nawet pośród długotrwałych, bolesnych doświadczeń. Z uznaniem i wdzięcznością wspominamy tych, którzy nie ulegali siłom ciemności. Uczymy się od nich odwagi, konsekwencji i wytrwałości w dochowaniu wierności Ewangelii.

Spotykam się dziś z wami, kapłanami, których Chrystus powołał, abyście Mu służyli w nowym tysiącleciu. Zostaliście z ludzi wzięci, ustanowieni w sprawach odnoszących się do Boga, abyście składali dary i ofiary za grzechy (por. Hbr 5, 1). Wierzcie w moc waszego kapłaństwa! Na mocy przyjętego sakramentu otrzymaliście wszystko to, czym jesteście. Gdy wypowiadacie słowo “ja” czy “moje” (”Ja ci odpuszczam… To jest bowiem ciało moje…), czynicie to nie w swoim imieniu, ale w imieniu Chrystusa (in persona Christi), który zapragnął posłużyć się waszymi ustami i rękami, waszą ofiarnością i talentem. Poprzez liturgiczny znak nałożenia rąk w obrzędzie święceń, Chrystus wziął was w swoją szczególną opiekę. Jesteście ukryci w Jego dłoniach i w Jego Sercu. Zanurzcie się w Jego miłość i oddajcie Mu waszą! A odkąd wasze ręce zostały namaszczone olejem, znakiem Ducha Świętego, zostały przeznaczone na służbę Pana jako Jego ręce w dzisiejszym świecie. Nie mogą już służyć egoizmowi, ale powinny nieść światu świadectwo o miłości samego Boga.

Wielkość Chrystusowego kapłaństwa może przerażać. Jak św. Piotr możemy wołać: “Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5, 8), bo z trudem przychodzi nam uwierzyć, że to właśnie nas Chrystus powołał. Czy nie mógł On wybrać kogoś innego, bardziej zdolnego, bardziej świętego? A właśnie na każdego z nas padło pełne miłości spojrzenie Jezusa, i temu Jego spojrzeniu trzeba zaufać. Nie ulegajmy pokusie pośpiechu, a czas oddany Chrystusowi w cichej, osobistej modlitwie niech nie wydaje się czasem straconym. To właśnie wtedy rodzą się najwspanialsze owoce duszpasterskiej posługi. Nie trzeba się zrażać tym, że modlitwa wymaga wysiłku, że podczas niej zdaje się, że Jezus milczy. On milczy, ale działa. Odnośnie do tego chciałbym wspomnieć przeżycie z ubiegłego roku w Kolonii. Byłem wówczas świadkiem głębokiego, niezapomnianego milczenia miliona młodych ludzi, w momencie adoracji Najświętszego Sakramentu! To modlitewne milczenie nas zjednoczyło, podniosło na duchu. Świat, w którym jest tak wiele hałasu, tak wiele zagubienia, potrzebuje milczącej adoracji Jezusa, ukrytego w hostii. Trwajcie w modlitwie adoracji i uczcie wiernych tej modlitwy. W niej znajdą pocieszenie i światło przede wszystkim ludzie strapieni.

Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego. Dlatego, gdy młody kapłan stawia swoje pierwsze kroki, potrzebuje u swego boku poważnego mistrza, który mu pomoże, by nie zagubił się pośród propozycji kultury chwili. Aby przeciwstawić się pokusom relatywizmu i permisywizmu nie jest wcale konieczne, aby kapłan był zorientowany we wszystkich aktualnych, zmiennych trendach; wierni oczekują od niego, że będzie raczej świadkiem odwiecznej mądrości, płynącej z objawionego Słowa. Dbanie o jakość osobistej modlitwy oraz o dobrą formację teologiczną owocuje w życiu. Życie pod wpływem totalitaryzmów mogło zrodzić nieuświadomioną tendencję do ukrywania się pod zewnętrzną maską, a w konsekwencji do ulegania jakiejś formie hipokryzji. Oczywiste jest, że to nie służy autentyczności braterskich relacji i może prowadzić do przesadnej koncentracji na sobie samych. W rzeczywistości osiąga się dojrzałość uczuciową, gdy serce lgnie do Boga. Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa. Aby to nastąpiło, trzeba rzetelności wobec siebie, otwartości wobec kierownika duchowego i ufności w miłosierdzie Boże.

Podczas Wielkiego Jubileuszu Jan Paweł II wielokrotnie wzywał wiernych do pokuty za przeszłe niewierności. Wierzymy, że Kościół jest święty, ale są w nim ludzie grzeszni. Trzeba odrzucić chęć utożsamiania się jedynie z bezgrzesznymi. Jak mógłby Kościół wykluczyć ze swojej wspólnoty ludzi grzesznych? To dla ich zbawienia Chrystus wcielił się, umarł i zmartwychwstał. Trzeba więc uczyć się szczerze przeżywać chrześcijańską pokutę. Praktykując ją, wyznajemy własne indywidualne grzechy w łączności z innymi, wobec nich i wobec Boga. Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań. Ponadto wyznaniu grzechu - confessio peccati, aby użyć określenia św. Augustyna, winno zawsze towarzyszyć też confessio laudis - wyznanie chwały. Prosząc o przebaczenie zła popełnionego w przeszłości, powinniśmy również pamiętać o dobru, które spełniło się z pomocą łaski Bożej, która choć złożona w glinianych naczyniach, przynosiła błogosławione owoce.

Dzisiaj Kościół polski stoi przed wielkim wyzwaniem, jakim jest duszpasterska troska o wiernych, którzy Polskę opuścili. Plaga bezrobocia zmusza wiele osób do wyjazdu za granicę. Jest to zjawisko o ogromnej skali. Gdy rodziny są przez to rozdzielone, gdy rwą się więzi społeczne, Kościół nie może być obojętny. Trzeba, aby wyjeżdżającym towarzyszyli kapłani, którzy w łączności z lokalnymi Kościołami podejmą pracę duszpasterską wśród emigracji. Kościół w Polsce dał już wielu księży i wiele sióstr, którzy posługują, nie tylko Polakom poza granicami kraju, ale również na misjach, nieraz w bardzo trudnych warunkach, w Afryce, w Azji, w Ameryce Łacińskiej i innych regionach. Nie zapominajcie, drodzy kapłani, o tych misjonarzach. Dar licznych powołań, jakim Bóg pobłogosławił wasz Kościół, powinien być przyjmowany w duchu prawdziwie katolickim. Kapłani polscy, nie bójcie się opuścić wasz bezpieczny i znany świat, by służyć tam, gdzie brak kapłanów i gdzie wasza wielkoduszność przyniesie wielokrotne owoce!

Trwajcie mocni w wierze! Również wam powierzam to motto mojej pielgrzymki. Bądźcie autentyczni w waszym życiu i posłudze. Wpatrzeni w Chrystusa, żyjcie życiem skromnym, solidarni z wiernymi, do których jesteście posłani. Służcie wszystkim, czekajcie na nich w parafiach i w konfesjonałach, towarzyszcie nowym ruchom i wspólnotom, wspierajcie rodziny, nie traćcie więzi z młodzieżą, pamiętajcie o ubogich i opuszczonych. Gdy będziecie żyli wiarą, Duch Święty wam podpowie, co macie mówić, jak macie służyć. Będziecie mogli zawsze liczyć na pomoc Tej, która przewodzi Kościołowi w wierze. Zachęcam was, abyście zawsze wzywali Ją słowami, które dobrze znacie: “Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”. Wszystkim wam błogosławię.

09.20.06

Refleksje o wierze, kulturze i Europie (2)

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 3:30 po południu od admin

Jak ocenia Ksiądz Europę w świetle bogactwa duchowego i jak w tym świetle jawi się Afryka?

Europejczykiem jestem, stąd pochodzę i tu bywam, a w Afryce pracuję od 15 lat i mam możliwość widzenia np. kościoła i katolicyzmu na obydwu kontynentach z obu perspektyw. I myślę tak: sytuacja kościoła, czy sytuacja wiary w Europie- użyję tego słowa świadomie- jest tragiczna, szczególnie w zachodniej części Europy: we Francji, w Anglii, w krajach Beneluxu, czy nawet w Niemczech, w niektórych landach. Jest tragiczna i mówią o tym sami ludzie tego kościoła. Np. Kard. Danneels z Belgii mówi wprost o „kryzysie wiary i katolicyzmu” spowodowanym pełną pychy i zarozumiałości samowystarczalnością. Zresztą mówi o tym też papież Jan Paweł II w swej ostatniej książce, wydanej 2 lata temu, zatytułowanej „Pamięć i tożsamość”. Idąc za tymi dwoma wypowiedziami, a zwłaszcza tą papieską, trzeba powiedzieć, że Europa przeżywa chorobę Alzheimera, czyli zapomina o swoich korzeniach, a tym samym traci tożsamość. Europa i Europejczycy nie wiedzą już kim są. Jest to widoczne zarówno w życiu społecznym i politycznym, jak i religijnym i moralnym. Najbardziej jest to widoczne we Francji, gdzie papież Jan Paweł II w 1981 r. w czasie swej pierwszej pielgrzymki do tego kraju zadał pytanie: „Francjo, najstarsza córko Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?” Ta sama Francja szczyci się obecnie tym, że drugą po katolicyzmie religią we Francji jest islam. Jest to ta Francja, w której jest coraz więcej muzułmanów, która wprowadza drakońskie zasady laicyzacji, gdzie religię spycha się wprost do zakrystii kościoła, gdzie odbyła się słynna akcja przeciw czadorom, noszonym przez islamskie kobiety, ale i przeciw –jak oni to nazwali- „ostentacyjnym symbolom religijnym”. Znam taki przypadek, gdy siostra zakonna pojawiła się w szkole w zakonnym welonie i musiała zapłacić 40 Euro kary za „widoczne” znaki religijne. Europa przeżywa więc kryzys wywołany pychą połączoną z przekonaniem o samowystarczalności. Człowiek współczesny zauroczony możliwościami technicznymi i technologicznymi coraz bardziej wierzy, że Pan Bóg jest mu do niczego niepotrzebny. Pana Boga widzi się jako, taką sobie odległą rzeczywistość, którą należy brać pod uwagę ewentualnie na starość lub w obliczu kataklizmów, jak np. tsunami w Indonezji.

Jednym słowem można powiedzieć Europa się poganizuje. W wielu krajach współczesnej Europy wracają oficjalnie kulty pogańskie, jak np. w Danii i Niemczech kult Odyna, czy chociażby w Polsce kult Światowida. Czytałem ostatnio, że w Warszawie zgłoszono oficjalną prośbę o rejestrację związku wyznaniowego Światowida. Z perspektywy np. Komorów zaś, gdzie pracuję widać bardzo tę chorobę Europy. Na Komorach mówi się wprost, że narody, które zapomniały o Bogu nie mają prawa istnieć, skazane są na zagładę i wymarcie. Muzułmanie stwierdzają, „my nawrócimy Europę, my musimy jej przypomnieć o Bogu, o którym ona zapomniała, którego lekceważy”.

Ale troska, aby Europie przypomnieć o chrześcijańskich korzeniach pojawia się również w pontyfikacie obecnego papieża Benedykta XVI, który mówi, że Europa będzie chrześcijańska, albo w ogóle zatraci swoją egzystencję, również na poziomie biologicznym, jak to się dzieje w Belgii, Holandii i Hiszpanii, gdzie wprowadza się (i uznaje za coś demokratycznego i postępowego) aborcję, eutanazję, gdzie legalizuje związki homoseksualne, z których w naturalny sposób nie narodzą się przecież dzieci. Prowadzi to wprost do biologicznej zagłady. Coraz mniej rodzi się dzieci, kraje się wyludniają, narody wymierają. W żadnym europejskim kraju; łącznie z Polską nie ma dodatniego przyrostu naturalnego. Z jednej strony ośmiesza się i obrzydza rodzinę, z drugiej promuje się prawne środki do eksterminacji rodziny- jak mówi Papież w swej książce „Pamięć i tożsamość”: „ … jest to eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego postępu społeczeństw i całej ludzkości. (…) trzeba się zapytać, czy tu nie działa jakaś inna jeszcze „ideologia zła”, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi?

Schodzimy do poziomu absolutnego relatywizmu moralnego, etycznego, socjologicznego i kulturowego; wszystko jest względne, wszystko jest dopuszczalne, nie ma żadnych wartości, które są niewzruszone. Utrudnione, a nawet wprost niemożliwe jest formowanie młodego pokolenia, które ulega degradacji, bo jak można przekazywać wartości, których się nie posiada, skoro wszystko jest względne i zależy od punktu widzenia? Bogactwo, w które my Europejczycy obrastamy prowadzi do przekonania o samodzielności, a w ostateczności do pychy. A jednocześnie ludzie bogaci zamykają się, odcinają od innych, chronią i bronią swego bogactwa. Kiedyś wierząca szlachta i magnateria tworzyła chrześcijańską kulturę, kościoły, obrazy, katedry, rzeźby ofiarowała ją społeczeństwu, dziś to bogactwo (nowej magnaterii) izoluje się, zamyka za kolczastymi drutami i za murami. Kultura staje się już nie tylko coraz bardziej elitarna, ale wprost udziwniona i szokująca, bo o to właśnie chodzi. I jest to kultura coraz bardziej pogańska, nastawiona i grająca na najbardziej zwierzęcych instynktach. Europa naprawdę traci pamięć o swoich korzeniach, a co za tym idzie i swoją tożsamość. Być może technologicznie staje się coraz bardziej rozwinięta, ale socjologicznie i kulturowo, moralnie i etycznie coraz bardziej dzika i zacofana. Kiedy patrzy się na Europę z perspektywy innego kontynentu widzi się te destrukcyjne trendy, które niszczą katolicyzm i kulturę chrześcijańską, ale nie tylko chrześcijańską- każdą kulturę. Coraz mniej ludzi w kościołach, coraz mniej ślubów, coraz więcej związków „na próbę”, odejścia od chrześcijaństwa do „środków zastępczych”, do innych „egzaltowanych” religii. Coraz więcej np. Francuzów, przechodzi na islam, Coraz więcej Europejczyków zwraca się ku dalekowschodnim sektom. Człowiek nie cierpi duchowej pustki. Jeśli Europa wyruguje swą rdzenną religię, to musi ją czymś zastąpić. Człowiek nie może być niewierzący. Zobrzydzono mu Boga, który stawia pewne wymagania moralne, a jednocześnie podsuwane są zastępniki w rodzaju jak Hare Kryszna. A swoją drogą to ciekawe, kto wie, że nazwa ta znaczy „Niszczyciel Wszechatrakcyjny”? A kto jest owym Atrakcyjnym Niszczycielem, jak nie Szatan, przeciwnik Boga?

Inna rzecz, że islam również stawia wysokie wymagania. Jest to np. modlitwa siedem razy w ciągu dnia: pierwsza o 4:30. rano. I ludzie się ku temu garną. Ale obce jest zawsze bardziej pociągające. Jest to dziwne i przerażające; białe kobiety wkładają czador i pozwalają się traktować jak niewolnice. Młodzi ludzie, którzy buntują się przeciwko przykazaniom, jednocześnie pozwalają się bałamucić wymagającymi praktykami Za-Zen, buddyzmu czy ruchu Hare Kryszna. To jest dziwne i niezrozumiałe.

Polska jest wprawdzie jeszcze w większości, tradycyjnie katolicka. Utratę tożsamości widać już jednak u tych, którzy wspięli się na pewien stopień zamożności. To widać i u jednostek, i w szerszym, cywilizacyjnym kontekście. Wraz z pomnażaniem bogactwa materialnego cywilizacje stają się nasycone materialnie. Ten dobrobyt i nasycenie, a w końcu i przesycenie prowadzi w naturalny sposób do obumierania, do agonii tak jednostek, jak i cywilizacji. W ten sposób obumarła cywilizacja egipska, mezopotamska, rzymska, grecka, czy przedkolumbijskie cywilizacje amerykańskie. Jest to i u nas coraz szybsze i coraz bardziej widoczne. Człowiek, który się dorabia jest dynamiczny, obrotny, rzutki. Kiedy się dorobi, staje się leniwy, skoncentrowany na strzeżeniu i obronie zgromadzonego bogactwa. Zaczyna zachłannie strzec tego, co zdobył. Przestaje się intelektualnie rozwijać, wchodzi w stan stagnacji i destrukcji. Jest to widoczne również na przykładzie rodziny czy większych jednostek społecznych. Najbogatsze społeczeństwa żyją dostatnio i zamożnie, a jednocześnie mają największy odsetek samobójstw (jak np. społeczeństwa Szwajcarii czy bogatej Japonii), czyli… depresja staje się –niejako- naturalnym następstwem przesycenia. Szuka się coraz mocniejszych wrażeń, ekscytujących sytuacji. Nie wystarcza już film, sport, seks, gonienie po sklepach i bezsensowne kupowanie pod presją terroru reklamy. Ludzie dla podniesienia adrenaliny szukają coraz bardziej perwersyjnych wrażeń, wyżycia np. w sportach ekstremalnych– bo znudziło ich normalne życie. A ostatecznie, absolutnie znudzeni i sfrustrowani popełniają samobójstwa.

To jest paradoksalne, że kiedy w jednej części globu np. w Afryce, dobrzy katolicy umierają z głodu, w innej części tegoż samego świata dobrzy katolicy umierają z przejedzenia. Rzeczywistość Afryki jest taka, że np. w Zairze większość rodzin żyje w ogromnej biedzie, że rodzina dwunastoosobowa dzieli się na trzy grupy: pierwsza je w poniedziałek, druga we wtorek, trzecia we środę. Nie wiedzą o tym dzieci w naszych podstawówkach, gimnazjach i szkołach średnich. Nikt im o tym nie mówi. Gdy ja o tym opowiadam- robią wielkie oczy. Nie trzeba aż tak daleko szukać. Są u nas takie fakty: w niektórych rodzinach jednych stać na wczasy na Majorce i narty w Alpach, ale w tej samej rodzinie u brata czy siostry, dzieci nie mają śniadania i butów zimowych. Trzeba ludzi uczulać na potrzeby innych, uświadamiać, że ci, którzy nastawili się na szaleńcze bogacenie się kroczą ku przepaści, że droga ta doprowadzi do przesytu, do depresji, a w końcu do autodestrukcji. Ludzie nie chcą myśleć, że ktoś mógłby pomniejszyć ich zasoby, nie chcą się dzielić, obrastają w dobra i wypełnia ich egoistyczna mentalność snobów i sobków.

A przecież podstawowa zasada moralna mówi: więcej radości jest w dawaniu aniżeli w braniu, dziel się tym, co masz, dawaj, nie oczekując wdzięczności, rezygnuj ze zbędnego, kretyńskiego „obkupowania się” w supermarketach jedynie dla przyjemności kupowania. A jednocześnie działa zaprogramowana, przewrotna machina, złudna wiara, że szczęście można osiągnąć, mając większe możliwości nabywcze. A to przecież nieprawda!

Powróćmy do Afryki: tu ludzie cieszą się z przeżycia każdego dnia, z każdej kropli deszczu, z uprawianej ziemi rodzącej maniok i kukurydzę. Nie nawołuję do cofnięcia się wstecz w technologicznym postępie, ale do refleksji; czy ten nasz technologiczny postęp, z którego jesteśmy tacy dumni, prowadzi nas naprawdę w dobrym kierunku? Czy nie zapomnieliśmy o czymś znacznie ważniejszym? A przecież i Afrykańczycy też są wplątywani w spiralę chęci posiadania. Biały człowiek przywozi np. komputery, samochody, telewizory i cały ten technologiczny balast. I oni, Afrykańczycy też, zrobią wszystko, żeby taki komputer, samochód, telewizor zdobyć. I już są nieszczęśliwi nie mogąc ich tak łatwo zdobyć. W buszu jednak ludzie są o wiele szczęśliwsi, nie muszą się martwić o ochronę tego, co posiadają, nie są bombardowani ideologią posiadania, filozofią gromadzenia, paranoją zdobywania, są bardziej uzależnieni od Boga, od przyrody, ich życie jest bliższe natury, jest spokojniejsze - nie jest ważny stan konta, ale to kim się jest, relacje międzyludzkie. I w takim klimacie Kościół ma zupełnie inne znaczenie, inaczej, lepiej się rozwija. Wiara trafia na bardzo podatny grunt. Myślę nawet, że Europejczycy mogliby się właśnie tej prostoty, a zarazem głębi i bezpośredniości wiary i zwykłych kontaktów międzyludzkich, od Afrykańczyków nauczyć. Afryka ma mniej materialnie, ale psychologicznie, duchowo jest chyba bogatsza. Europa ma o wiele więcej materialnie, ale psychologicznie rzecz ujmując- jest bardzo nieszczęśliwa. Więcej mieć, nie znaczy wcale bardziej, czy lepiej być. Musimy pamiętać o naszych korzeniach, abyśmy nie stali się nijacy, ale też abyśmy nie ulegli presji posiadania, presji gromadzenia, a w ostateczności autodestrukcji spowodowanej przesytem. Nasze, europejskie „mieć” przygniotło nas i spowodowało: z jednej strony ból głowy i przejedzenie, a z drugiej strony właśnie chorobę Alzheimera, utratę pamięci, a co za tym idzie i utratę tożsamości. My już nie wiemy kim jesteśmy, zalani dobrobytem i przygniecieni pychą tracimy duszę. I proszę zauważyć – stale narzekamy, utyskujemy, biadolimy. Nasze bogactwo i potrzeba pomnażania tego bogactwa stają się coraz bardziej, przysłowiowym kamieniem uwiązanym u nogi orła. Nie pozwalają nam wzlecieć, więżą nas przy ziemi.

09.19.06

Refleksje o wierze, kulturze i Europie (1)

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 8:14 po południu od admin

Europa jest kolebką chrześcijaństwa i Kościoła, jest Jego centrum, Afryka - kontynent wymagający ewangelizacji, nowy grunt pod zasiew Słowa Bożego. Czy możliwe jest dokonanie jakiegoś porównania Europy i Afryki, zestawienie wartości, które te dwa kontynenty prezentują?

Porównanie w jakimś sensie jest oczywiście możliwe. Chociaż takie porównania muszą być przeprowadzane raczej ostrożnie. Zazwyczaj myśli się o bogactwie Europy i biedzie Afryki. Mówi się o cywilizacyjnie rozwiniętej Europie i zacofanej Afryce. A przecież nie jest tak, że to tylko Europa ma coś do dania, do zaoferowania, a Afryka jedynie do wzięcia, do skorzystania. A poza tym, kiedy mówimy o tym dawaniu, to warto też wiedzieć co tak naprawdę i jak ta Europa Afryce daje. Dla przykładu: w 2004 roku bogate kraje zachodu (Europy) przekazały dla biednych krajów afrykańskich 53 miliardy dolarów w ramach pomocy. W tym samym 2004 roku biedne kraje afrykańskie zapłaciły bogatym krajom zachodu 398 miliardów dolarów, a więc prawie 8 razy tyle w ramach spłaty długów. Tak daje i tak dzieli się swoim bogactwem Europa. To też warto wiedzieć.

09.18.06

dziwne …

Posted in Słowo Boże na niedzielę at 9:45 po południu od admin

Trzeba, żeby z czyjegoś powodu bolało serce. Dziwne, ale bez tego życie jest puste.

Wasilij Rozanow

« Previous entries Project-Id-Version: WordPress 2.1.1 Report-Msgid-Bugs-To: POT-Creation-Date: 2005-02-15 10:33-0600 PO-Revision-Date: 2007-03-03 11:05+0100 Last-Translator: Jakub Zwoliński Language-Team: SnowDog MIME-Version: 1.0 Content-Type: text/plain; charset=iso-8859-2 Content-Transfer-Encoding: 8bit X-Poedit-Language: Polish X-Poedit-Country: POLAND X-Poedit-Basepath: . X-Poedit-KeywordsList: _e;__ X-Poedit-SourceCharset: utf-8 Plural-Forms: nplurals=2; plural=(n != 1); X-Poedit-SearchPath-0: F:\apache\htdocs\wordpress Project-Id-Version: WordPress 2.1.1 Report-Msgid-Bugs-To: POT-Creation-Date: 2005-02-15 10:33-0600 PO-Revision-Date: 2007-03-03 11:05+0100 Last-Translator: Jakub Zwoliński Language-Team: SnowDog MIME-Version: 1.0 Content-Type: text/plain; charset=iso-8859-2 Content-Transfer-Encoding: 8bit X-Poedit-Language: Polish X-Poedit-Country: POLAND X-Poedit-Basepath: . X-Poedit-KeywordsList: _e;__ X-Poedit-SourceCharset: utf-8 Plural-Forms: nplurals=2; plural=(n != 1); X-Poedit-SearchPath-0: F:\apache\htdocs\wordpress