09.30.06
Refleksje o wierze, kulturze i Europie (5)
Czy jest możliwość, aby Europa poradziła sobie z panoszącą się laicyzacją czy dechrystianizacją?
Nie ma recepty uniwersalnej. Każdy Europejczyk powinien dogłębnie i uczciwie przeanalizować pewne podstawowe pojęcia, takie jak: prawda, dobro i zło. Każdy z nas musi mieć klarowne rozróżnienie, co to jest prawda, a co kłamstwo. Lansowano kiedyś przewrotne powiedzenie „prawdomówny inaczej” - tak mówiono o byłym prezydencie Kwaśniewskim. To jest paranoja. Albo ktoś jest prawdomówny, albo jest kłamcą. Albo ktoś jest uczciwy, albo jest złodziejem. Nie ma pojęcia: „prawdomówny inaczej”. Od tego poszły inne pojęcia np. homoseksualista to „kochający inaczej”, a złodziej to „uczciwy inaczej”. I myślę, że każdy z nas jako człowiek ma prawo i obowiązek te pojęcia jednoznacznie przemyśleć i zrozumieć. Dobro jest, albo go nie ma. I jest zło. Największym nieszczęściem i przewrotnością współczesnego człowieka nie jest już nawet to, że popełnia grzechy, ale to, że bezczelnie udowadnia, że ich nie popełnia, że grzechu w ogóle nie ma, że zło nie istnieje. To właśnie czyni człowieka nie tylko wewnętrznie zatwardziałym, ale wprost „impregnowanym’ na łaskę Bożą, nieprzemakalnym na Boże Miłosierdzie. W takim stanie Bóg ze swoją Łaską i Miłosierdziem ma coraz mniejsze szanse na dotarcie do człowieka, na jego uleczenie. To jest właśnie nieszczęście faryzeuszów w Ewangelii, którzy nie widzą własnej grzeszności i dlatego nie mogą być uleczeni. To jest także sytuacja współczesnego człowieka (a powiedzmy nawet wprost Europejczyka), który zatracił poczucie grzechu, który utracił ostrość widzenia i samokrytycyzm w imię pseudo-wolności i fałszywej tolerancji. I tu właśnie pojawia się pycha, która nie tylko chce stanowić o dobru i złu, ale odrzuca nawet samo pojęcie zła i grzechu. Zło popełnione przez jednego człowieka jest karane. To samo zło, popełnione przez innego, będzie gloryfikowane. Kradzież jest zawsze kradzieżą czy ukradnie robotnik, czy minister. A w sytuacji, gdy zaciera się różnica pomiędzy sprawiedliwością i niesprawiedliwością, między dobrem i złem ludzie są zdezorientowani. Nie mają jasnych norm i wtedy jakakolwiek moralność czy etyka jest skazana na banicję.
Kolejnym pojęciem fundamentalnym do przemyślenia jest pojęcie wolności i odpowiedzialności: jestem wolny, więc mogę robić, co chcę. Taka wolność jest wolnością anarchistyczną, destrukcyjną, jest tyranią silniejszego, prawem dżungli, jest bezprawiem. Jestem odpowiedzialny za to, co robię! Dziennikarz nie może pisać bzdur na zasadzie: gdzieś słyszałem, mówiono, że itd. Polityk nie jest poza, czy ponad prawem i absolutnie nie cieszy się wolnością czynienia, co mu się podoba tylko dlatego, że ma immunitet. Nie ma i być nie może immunitetów dla złodziei i aferzystów. Każdy jest odpowiedzialny za to, co czyni, a im większa wolność, im wyższe stanowisko tym większa odpowiedzialność. Nie można bezkarnie szkalować człowieka, nie można stawiać się poza, czy ponad prawem i uczciwością, prawdomównością, rzetelnością… jeśli ktoś namota, to musi za to ponieść odpowiedzialność. Wolność nie jest wartością najwyższą. Najwyższą wartością jest prawda. To właśnie, poznanie prawdy uczyni nas wolnymi (jak mówi Chrystus w Ewangelii – J 8,32). Poza prawdą, czy wbrew prawdzie nie ma wolności. Wolność poza, czy ponad prawdą jest absurdem i tyranią silniejszego i demagoga.
Tolerancja: jeśli katolik upomni się o wartości moralne w życiu społeczny czy zawodowym, to się go oskarża o religijny fanatyzm, o klerykalizm, o brak tolerancji. Natomiast zboczeniec, zbrodniarz, przestępca ma prawo w imię tolerancji głosić anty-wartości i domagać się ich akceptacji. W imię tolerancji mam akceptować wszelkiego rodzaju zboczenia i dewiacje. Ja, jako katolik jestem posądzany o fanatyzm, ale ten, który popełnia zło ma prawo do tolerancji. A skąd to pomieszanie z poplątaniem? A no właśnie z braku jasnych rozstrzygnięć i klarownych definicji dobra i zła, czyli z braku prawdy. Toleruję człowieka, ale nie toleruję zła. Ojciec Krąpiec mówi, że „tolerancja zła jest złą tolerancją”. Związki homoseksualne nie mogą być zrównane w prawach z rodziną, bo to jest absurd. Ja nie oceniam ludzi, którzy mają z tym kłopoty, bo nie jestem lekarzem seksuologiem, ale nie mogę zgodzić się z tezą, że związki homoseksualne są naturalne i że powinny w prawie być zrównane z prawami rodziny. Jakaż to naturalność, skoro natura nastawiona jest na prokreację? Nie mogę twierdzić, że pijak, alkoholik jest kimś zdrowym, bo to jest choroba alkoholowa. Dlaczego parlamenty europejskie demokratycznie dekretujące, że związki homoseksualne są naturalne, nie zadekretują, że od dzisiaj np. nie obowiązuje prawo grawitacji i naturalnym jest unoszenie się w powietrzu? Przecież to czysty absurd i paranoja!
Kolejna wartość to rodzina. Rodzina jest komórką, w której kształtują się najwyższe wartości. Jeżeli więc rodzina jest, zdezorientowana, rozbita, atakowana, to gdzie dzieci mają zaczerpnąć prawdziwych wartości moralnych. Widzę, jak wszystkie masmedia głoszą relatywizm moralny, wolność i dowolność wyborów. W takim relatywizowanym świecie wygrywa ten, kto jest silniejszy, lub ten, kto jest większym demagogiem, kto głośniej i bezczelniej krzyczy.
Nie mogę też powiedzieć, że mnie to wszystko ogłupiło, nie mogę zwolnić się czy usprawiedliwić modą, przekonaniami większości, czy brakiem rozeznania. To ty jesteś odpowiedzialny za twoją strefę moralną. Nie oglądaj głupich filmów, nie czytaj kretyńskich gazet, nie daj się manipulować. To dziećmi można manipulować, to dziecko może powiedzieć: „ja nie wiedziałem”. Człowiek dorosły popełnia jeden z najważniejszych grzechów, grzech nie używania rozumu kiedy daje sobą manipulować i jednocześnie zwalnia się z odpowiedzialności za swoje czyny. Daję się ogłupiać, mamić, jest to przyjemne, za mnie myślą inni. Pozbyłem się odpowiedzialności za krytyczne myślenie, dałem się manipulować i za to też jestem odpowiedzialny. To, że zniszczyłem w swoim życiu wszystkie wartości, to jest moja wina, bo pozwoliłem na to. Rodzice, którzy zwalniają się z obowiązku wychowania dzieci, pozwalają na oglądanie godzinami telewizji z absurdalnymi i szkodliwymi programami lub bezsensowne wertowanie treści w Internecie są odpowiedzialni za to, że dziecko staje się nadpobudliwe, za to, że nikt nie umie sobie z takim dzieckiem poradzić. Dziecko wsiąka bardzo szybko i bezbronnie w historie nawet kryminalne. Wtedy odpowiedzialność zrzuca się na Internet, na nauczyciela, na „takie czasy”, tylko nie na rodziców. Rodzice pozwolili, by dziecko było manipulowane, żeby mu robiono wodę z mózgu. I to rodzice wyrządzili mu największą krzywdę.
Skąd biorą się tacy rodzice? Do każdego zawodu trzeba się przygotowywać latami. Lekarz studiuje 6-7 lat, inżynier zanim zacznie budować domy uczy się 5 – 6 lat, nawet na piekarza czy szewca trzeba kilka lat terminować Nie ma natomiast szkół dla rodziców. Tu jest pytanie, kto ma przygotowywać rodziców do wypełniania ich zadań. Jeśli już na poziomie rodziny nie ma wzorców we własnych rodzicach, to jakimi rodzicami będą kiedyś tak wychowywane, czy raczej deformowane dzieci? Przypomina mi się powiedzenie kard. Stefana Wyszyńskiego: „najważniejszą pracą dla księży, najważniejszym zadaniem Kościoła jest praca w rodzinach”. Rodzina jest tym miejscem, gdzie przekazuje się najwyższe wartości, nie w formie katechizacji, lecz w formie wychowania przez przykład. Dlatego myślę, że pierwszym elementem kuracji jest położenie nacisku na kształtowanie rodziny. Zauważyłem wiele razy, że tam gdzie nie ma komputera, nawet telewizora, dzieci są zdrowsze, spokojniejsze mniej znerwicowane. Przy komputerze, kretyńskiej i pełnej przemocy telewizji dzieci są rozdygotane, stale szukają ekscytacji. Nie jestem przeciwnikiem telewizora i komputera, bo też ich czasem używam, ale dziecko nie ma samokontroli, jest chłonne. Żyjemy w nienormalnym świecie, gdzie technologia nas nie tylko przerasta, ale i dominuje. Spotkałem takie absurdalne sytuacje, że matka woła dziecko z pokoju do kuchni na obiad za pomocą sms’a. To jest paranoja. Sytuacja, w której rodzina nie idzie w niedzielę na Mszę Św., bo ojciec siedzi przed komputerem razem z synem, nie idzie się na spacer, na wycieczkę, nie ma czasu dla siebie wzajemnie, bo każdy siedzi przed swoim ekranikiem jest coraz częstsza. To nawet z punktu widzenia biologicznego ma opłakane skutki. Musimy świadomie używać wszystkiego, ale używać tak, aby nam to nie zaszkodziło. Czekolada jest bardzo dobra. Ale jeżeli będę ją jadł bez umiaru, to ostatecznie zachoruję. Tak samo jest ze wszystkimi innymi używkami, które mogą obrócić się przeciwko człowiekowi.